Szewc – malarzem?
Ilustracje – rysunki sangwiną i tuszem – Szmula Wodnickiego

Szmul Wodnicki

(Pisownia oryginalna)

W uroczym Kazimierzu Dolnym, w czasie ostatnich wakacyj, spotkałem trzydziestoletniego szewca, żyda, który szył świetnie dziecięce buciki i – ku zdumieniu – pracował jednocześnie w zakresie plastyki. Szewc ten rysował małomiasteczkowe typy i pejzaże z wprawą zdolnego ucznia szkoły malarskiej. Zdumienie było tem większe, że, prócz znacznej wprawy w opanowaniu formy, zdradzał niewątpliwe zdolności w ujęciu motywu, a w rysunku głów umiał podkreślać żywy charakterystyczny wyraz.

Żydowska uliczka w Kazimierzu

Wszedłem w pogawędkę z niezwykłym szewcem. Opowiedział mi krótko dzieje swego życia, pełnego trosk i cierpień, szczególnych cierpień, z powodu pasji do rysunku. Pasję tę objawiał już od dziecka. Jako dziecko żydowskie, – niejednego oberwał szturchańca od rodziców – za rysunki. Starzy, nabożni żydzi nie mogli zrozumieć szlachetnego umiłowania. Pomimo przeszkód, nie ustępował. – Rysował pokryjomu. Do czego inni mogli dojść dzięki studjom w szkole, szewc z miasteczka zdobył bystrą obserwacją natury i pracy malarzy.

Od lewej: Drzemiący woźnica, Sharowany człowiek, Młody talmudysta

Środowisko artystyczne Kazimierza Dolnego kształciło szewca w jego najmilszem zajęciu. Wątłe żydowskie dziecko nosiło stalugi malarzom. Sterczało za plecami pracującego artysty. Żydowi w chałacie Kanelba darował portret i pierwszą marynarkę. Rezultat? – Równie smutny, jak wesoły. Wesoły, bo Szmul Wodnicki, szewc z Kazimierza, z radością i miłością rysuje po malarsku pełne życia typy. Smutny, – bo droga przed nim do sztuki daleka, daleka. Jak wóz do samolotu, w takim wciąż stosunku jest rysunek Szmula do prac współczesnych mistrzów – Dufy czy Derain’a. Ale warto spojrzeć na te wysiłki samorodnego talentu. 

Lublin. Juljan Kot

Świat, nr 20, 1931.