Hotel „Kasyno”
Przed wojną nad Wisłą był hotel, nazywał się „Kasyno”. Ale czy tam się odbywały jakieś gry? Nie wiem. Może. Bogaci mają różne rozrywki.
Przed wojną nad Wisłą był hotel, nazywał się „Kasyno”. Ale czy tam się odbywały jakieś gry? Nie wiem. Może. Bogaci mają różne rozrywki.
Mleko było już od szóstej rano, w bańkach blaszanych, to znaczy w konwiach, i śmietana, w takich samych. Na aluminiowych haczykach wisiały naczynia, którymi się nalewało śmietanę do butelek. Panie sprzedawczynie miały lejek i lały. Zawsze wszystko świeże: ser na wagę, żółty, biały, masło pachnące mlekiem, prawdziwe…
Moim placem zabaw było nietypowe miejsce – Góra Trzech Krzyży.
Jako dzieci bawiliśmy się dosłownie wszędzie, wszędzie się wlazło. Ile razy ja za to dostałem… W wojnę się bawiliśmy tu gdzie teraz Batory. Tam z tyłu, od podwórka, były takie rudery. Potem, jak rozwalili te komórki, wchodziło się tamtędy w podziemia. I z chłopakami w tych podziemiach…
To zdjęcie musi być z czasów wojny, może zaraz po wojnie, bo nad drzwiami wisi jeszcze szyld – a za okupacji babcia Gałuszewska miała tu w domu sklep i coś w rodzaju wyszynku.
Pani Gałuszewska miała koło studni skup butelek, bliziutko od małego rynku.
Punkt skupu ziół na Małym Rynku? Pamiętam doskonale. Zanosiliśmy zioła do jatek, przyjmowała je Pani Ostrowska…
Uliczki ciasne i tonące w błocie,
Niskie chałupki; sprzęty: stół i łóżko;
Szyby wybite, zapchane poduszką,
Kominy krzywe, jak pazury kocie.
na wieży furgotał blaszany kogucik
na drugiej zegar nucił
mur fal i chmur popękał
w złote okienka
gwiazdy lampy
„Rzeczka, mostek dwa trzy wozy,
Prom o kilka sterczy staj,
Żydki ciągną za powrozy,
Kmiotek w ślad im wola: daj!
Tuż przy rzeczce miasto leży,
Pod miasteczkiem droga mknie,
Krzyż, przy Męce kwiatek świeży,
Wokół pola, łąki pstre. […]”
„Gór pasma u nas są gośćmi rzadkiemi
Dziecięciem dolin jest nasz polski żyd…
Więc do Kaźmierza tęsknię, do tej ziemi.
Gdzie bodaj wzgórki słodzą ludzki byt…”
W szkole było harcerstwo, to znaczy starsze dzieci – harcerstwo, młodsze – zuchy. Chłopcy mieli swoje drużyny i swoje zbiórki, dziewczynki osobno. W podstawówce było ZHP, a w szkole średniej Socjalistyczny Związek Harcerstwa Polskiego…
W czasach, kiedy ja byłem mały, w domu siedziało się jak na szpilkach, byle wyjść… Wychodziłeś na dwór i coś musiałeś ze sobą zrobić, ileż można było sterczeć na tym rynku. Plac zabaw – to była rozrywka!
Zupę się je dwa dni: raz gotowaną, raz odgrzewaną, ale już na trzeci dzień, to się nie ma chęci…
Kozy? A były W Bochotnicy kozy. Były, były, trochę kóz było. Nie pamiętam czy białe czy jakie, nie wiem, bo ja kozów nie lubiałam.
W Wylągach koło Kazimierza Dolnego znajduje się pochodząca z 1907 roku kapliczka św. Józefa. Ma ona nietypową inskrypcję… Reportaż Katarzyny Michalak.
Było to jeszcze przed wojną. Pojechałem do pensjonatu. Pensjonat jest to takie miejsce, gdzie dzwonek oznacza obiad, a nie żadne święto…
Basia i Rysiek mieli sklep. Sklep Gontal, a Gontal był zjawiskiem.
Recenzja powieści Lejba Raszkina, opublikowana w piśmie „The Jerusalem Post”.
Jeden z rozdziałów napisanej w języku jidysz powieści Lejba Raszkina, której akcja toczy się w Kuzmirze – rodzinnym sztetlu Autora.
W Kazimierzu kiedyś były dwie księgarnie.
Tak w jednym z wywiadów obóz ten wspominał Marek Edelman.
93-letnia Pani Władzia wykłada co i jak. Gdera przy tym: „teraz to nie to co kiedyś, słonina to była słonina… a dziś wszystko zeszło na dziady”.
Wczasował się jeden taki w ruinach. W tym usypisku kamieni, które zostało po willi Szukalskiego.
W 1913 roku gdy miała 8 lat, rodzice zabrali ją w niedzielę na wycieczkę do Nałęczowa.
W budce przy mostku nad Grodarzem były lody. Lody, ciastka i oranżada w woreczkach. Potem, u Pana Zbyszka Gajewskiego były niezapomniane frytki, ale to już inna historia…
W niedzielę dnia 5 maja r. b. Automobil-Klub Polski zorganizował konkurs na oszczędność paliwa na dystansie Warszawa – Kazimierz nad Wisłą i z powrotem.
„Piątego maja 1901 roku w niedzielę raniutko przypłynęliśmy do Kazimierza, tam żeśmy strawne wzięli i okupiliśmy się.”
Ty nie masz pojęcia jakie tam było błoto! Jebuckie mydło.
„Panna Krajewska jest pierwszorzędną krawcową” – pisze w „Dwóch księżycach” Maria Kuncewiczowa. Sportretowana tu panna Walentyna to postać autentyczna – jedna z sióstr Zdanowiczównych.
Mamusia mi dała ten grosz.
Fragment tekstu opublikowanego w „Pamiętniku Literackim, Z. 3 (2014)
Tego miejsca już nie ma, ale kiedy jeszcze było, nie dało się go przeoczyć.
Do tych krawcowych chodziło się szyć i słuchać.
Pokazuję moim amerykańskim wnukom obrazy na ścianie i mówię „tam, w Kazimierzu – tam nauczyłam się czytać i kochać słowa. Tam się urodziłam.”
„Nigdy nie widziałem takiej nędzy – rynsztoków, rozklekotanych drewnianych domów powyginanych w fantastyczne kształty i tak niewiarygodnie obdartych ludzi.”