Ślepy Kozdroń
czyli Aleksander Kozdroń

postacie
Kozdroń 1

Kozdroń 1

Nosił się zawsze tak samo, z kapeluszem słomkowym uwieszonym na plecach. Znali go wszyscy. Pisarka Kuncewiczowa poświęciła mu sporo miejsca w swoich „Dwu księżycach”, a malarz Antoni Michalak nie raz brał go do siebie, do pracowni – za modela go miał. Lecz pod kościołem, pod klasztornymi schodami – oto było jego miejsce. Tam zbierał drobne pieniądze, wierni nie skąpili Kozdroniowi. Dało się żyć. Lecz… z tą ślepotą… o, to już na dwoje babka wróżyła: albo Pan Bóg tak całkiem widzenia go nie pozbawił, albo, w zamian za ślepe oczy, dał Pan Bóg człowiekowi ostrość innych zmysłów. Tak to ludzie gadają i powtarzają jedną historię: idzie Kozdroń z Zośką, z małżonką. Wysupłała ona wyproszone drobne, zostawiła go na chwilę na ulicy, poleciała kupić jedzenia. Przysiadł, czeka. Wróciła żona, częstuje go kaszanką. Je, je, ale coś mu w głowie błyska, mówi: „Zośka, tyś mnie chyba oszukała, ja jem kaszankę, ale mnie kiełbasą zalatuje”. Małżonka, nadgryzając pęto kiełbasiane (sama sobie, a jakże, kiełbasą dogodziła) – „skąd ci Aluś – tak mu mówi – do głowy przyszło? Ty kaszankę, ja kaszankę, po równo, aleśmy co dopiero rzeźnika mijali i teraz o, dopiero, zapach cię wędzony dopadł!”

Co by nie mówić, zgodna była para, spacerowali, chodzili. Co się stało z Zośką – nie wiem, ale śmierć do Kozdronia przyszła z ciemności, jak całe jego życie. Długo go widać nie było, nim ktoś zagadnął, że Kozdronia nie ma. Ale nic, nie ma i już, może gdzie powędrował. Minęło parę miesięcy. Jednego razu wlazł chłopak do jamy w poszukiwaniu przygody, a może tylko chciał się przed kim schować. Wlazł, usiadł, ręką maca dookoła, a tu szmaty jakieś leżą. Przestraszył się, ogień zapalił. Wrzasnął, choć nie ducha zobaczył, tylko Kozdronia nieżywego, co już suchy wiór przypominał. Zmarł po cichu, bez niczyjej wiedzy, a ciemność i powietrze ciało jego w mumię przemieniły. Przyjechała milicja, obejrzeli – nic tu po nich. Pogrzebać ciało po chrześcijańsku, w poświęconej ziemi za klasztorem, pod którym żebrając tyle życia spędził – to ostatnia ziemska łaskawość, jakiej się Kozdroń na tym świecie doczekał.

Tekst na podstawie wspomnień Pani M.B. i Pana C.T