Pamiątka po Maćku Borkowiczu
„Biesiada Literacka” (1914)
(Pisownia oryginalna)
W powiecie nowoaleksandryjskim, w uroczej dolinie, ciągnącej się przez Celejów aż do Wisły, leży wieś Bohotnica Mała, a wśród niej, na szczycie góry, lasami porosłej, widnieją zwaliska starożytnego zamku, który, według podania, założył w XIV wieku słynny z rozbojów Maciej Borkowicz, wojewoda poznański, oraz w którym miała przebywać, oddana mu pod dozór, miłośnica Kazimierza Wielkiego, Żydówka Esterka, podczas gdy król ten bawił w Kazimierzu. Osobliwszy to zameczek, w półokrąg zbudowany, z zachodnią tylko ścianą płaską, w której brama wjazdowa była wybita. Oprócz zewnętrznych murów, bardzo już uszkodzonych, i śladu piwnic, nic więcej nie dochował, a z pozostałych szczątków, całość nawet jego odgadnioną być nie może. Znać, że obok bramy była wieża, ściana bowiem w tem miejscu znacznie wzniesioną jest w górę; ściany tej wieży podpierały dwie skarpy, z których jedna w całości, z drugiej dolna część tylko została. Obok bramy są ślady jakichś ozdób, z kamienia wykutych; pono prowadził do niej most, nad szerokim parowem rzucony. Zamek wzniesiono przeważ nie z kamienia, zewnętrzna tylko powłoka muru jest z cegły czerwonej.

Położenie zamku dosyć wyniosłe, lecz dziś z powodu mocnego drzewami zarośnienia, trudno ocenić, czy był on kiedy obronnym. Opodal zamku, już poza wąwozem, znajdują się zwaliska innego budynku, formy czworokątnej, po rogach skarpami wspartego; są to szczątki kaplicy, nie współczesnej wprawdzie zamkowi, ale w każdym razie z XVII przynajmniej pochodzącej wieku. Kaplica ta jest częścią z kamienia, częścią z cegły stawiana i po wierzchu tynkowana; znajduje się pod nią grób murowany. Obok była niegdyś chatka, w której zamieszkiwał pustelnik.
Domniemany fundator zamku w Bochotnicy, Maćko Borkowicz herbu Napiwoń, wojewoda poznański za Kazimierza Wielkiego, był synem wojewody i starosty wielkopolskiego Przybysława, dziedzica na Sierakowie. W nagrodę za zasługi ojca, otrzymał od Kazimierza Wielkiego gród Koźmin, z piętnastu wsiami okolicznemi i obszernemi prawami; później został kasztelanem lędzkim, wreszcie wojewodą poznańskim, a z tą godnością połączył także starostwo poznańskie.
Wielkopolska przedstawiała wówczas bardzo smutny obraz. Ciągle walki Władysława Łokietka z Krzyżakami, nieustające najazdy z Brandeburgii, Pomorza, Prus i Śląska, wytworzyły rozstrój w stosunkach społecznych. Szlachta, uganiając się za nieprzyjacielem, tak zdziczała, że dopuszczała się bezkarnie, wśród białego dnia, rozbojów na drogach publicznych. W każdym prawie współczesnym dokumencie przebija się nierząd dzielnicy wielkopolskiej i niepewność mienia obywateli.
Borkowicz, jako człowiek bardzo możny i nieugiętej woli, syn magnata, dobrze zasłużonego krajowi, wybrany został przez Kazimierza na wysoką godność w nadziei, że potrafi silną dłonią zgnieść zbójeckie bandy, grasujące po Wielkopolsce. Zawiódł się jednak król na Borkowiczu, który także dał się porwać chciwości, brał od złoczyńców opłaty, ukrywał ich w swoich dobrach i zamkach, wskutek czego utracił wysokie dostojeństwa, które nadane zostały Przecławowi, a później Wierzbięcie. Ten ostatni energicznie wykonywał postanowienia cywilne i kryminalne Kazimierza Wielkiego, przeto wywołał opozycyę wśród szlachty, która zawiązała, na wzór związków zagranicznych, konfederacyę przeciw prawnej instytucyi ciążenia, obowiązując się wspierać wzajemnie mieczem, życiem i majątkiem przeciwko każdemu nieprzyjacielowi, z wyjątkiem króla. Prawo bowiem Kazimierza Wielkiego orzekało, że ci, którzy zostali skazani na najwyższą karę „siedmdziesiąt”, tak długo bez uprzedniego sądu mogli być fantowani, dopóki całej kwoty nie wypłacili.
Wyrażone w tym akcie zobowiązanie zwrócenia szkody, z fantowania wynikłej, dowodzi jasno, że konfederacya ta, na której czele stał Borkowicz, zwróconą była przeciwko staroście, a tem samem przeciwko królowi.
Jak dalece jednak umieli związkowi zachować pozory wierności ku królowi dowodzi fakt, że w r. 1359, w czasie pobytu Kazimierza w Wielkopolsce, widzimy Borkowicza w towarzystwie dygnitarzy, otaczających króla. Wkrótce potem zdarzył się jednak wypadek, który hańbą okrył imię Borkowicza. Długosz twierdzi, że zamordował on wojewodę Benjamina. Niektórzy historycy wątpią o wiarogodności tego faktu, który jednakże jest prawdziwym, gdyż z istniejących źródeł okazuje się, iż właśnie wówczas, w r. 1354, Borkowicz został skazany na banicyę i prosił mieszczan włocławskich o opiekę. Dopiero w lutym 1357 r. zjawia się w Wielkopolsce, a nawet kilkakrotnie spotykamy go w otoczeniu króla w Krakowie i Gnieźnie.
Widocznie jednak nie utał Kazimierz Borkowiczowi, skoro w rok potem zażądał od niego deklaracyi piśmiennej, że dochowa mu przysięgi wierności, dawniej złożonej. Wkrótce po podpisaniu tego aktu, znika Borkowicz z widowni dziejowej, gdyż już w marcu 1360 r. spotykamy na jego urzędzie innego dygnitarza. Według Długosza, nie dotrzymał Borkowicz danego królowi słowa, za co został w Kaliszu uwięziony i w zamku olsztyńskim osadzony. Kazimierz skazał go na śmierć głodową w podziemnym lochu, gdzie mu dano tylko wiązkę siana i kubek wody. Chcąc zaspokoić głód, miał się żywic własnem ciałem. Tak walczył przez 40 dni z głodem. Gdy go już siły opuściły zupełnie, prosił o kapłana, odbył ze skruchą spowiedź, przyznał, że zasłużył na taką karę, a po przyjęciu Komunii Ś-tej, zakończył życie.
Biesiada Literacka. 1914, nr 11.