Problem zapory w Kazimierzu – Aleksander Łaski
„Ziemia” (1957)

Historia  ·  Varia
Mapka zalewu na Wiśle, który miałby powstać między Kazimierzem Dolnym a Zawichostem w wyniku spiętrzenia wód przez zaporę w Kazimierzu

Czy budować zaporę w Kazimierzu Dolnym? Odpowiedź na to pytanie dać muszą nie tylko hydrotechnicy i ekonomiści, lecz również ci wszyscy, którzy ukochali piękno ojczystej ziemi.

Zadanie ujarzmienia całej Wisły i oddania jej energii w służbę człowieka przerasta siły jednego pokolenia. Może w innej, korzystniejszej sytuacji gospodarczej byłoby to możliwe. Obecnie, gdy tyle jest potrzeb, gdy tyle problemów nie rozwiązanych czeka wokoło, skoncentrowanie wielkiego wysiłku na tym odcinku naszej gospodarki jest chyba – mimo najszczerszych chęci hydrotechników – niemożliwe.

Stwierdzenie to nie jest pesymistyczne. Zdanie sobie sprawy, z ogromu oczekującej pracy nie znaczy wcale, że nie należy zacząć jej już dziś. Budownictwo wodne może i musi wkroczyć na Wisłę już teraz, w takim zakresie, na jaki pozwolą realne możliwości budżetowe i materiałowe.

A że te możliwości nie są zbyt wielkie, trzeba się zastanowić, co budować najpierw. Właściwą odpowiedź może dać tylko gruntowna orientacja, ocena kosztów i zysków w oparciu o rzetelną koncepcję.

W latach 1952-1954 opracowano studium wykorzystania Wisły. Po raz pierwszy zarysował się ogólny schemat przyszłej zabudowy naszej rzeki. W dalszych latach opracowano bliżej te fragmenty, których realizacja jest najkonieczniejsza i najbardziej realna.

Prace projektowe skoncentrowały się więc w rejonie Wisły krakowskiej, w warszawskim węźle wodnym oraz na odcinku Wisły dolnej. W każdym z tych przypadków dominuje pewien czynnik: bądź żegluga i zaopatrzenie w wodę, jak na przykład na Wiśle krakowskiej, bądź stworzenie wielkiego źródła taniej energii elektrycznej – jak na odcinku Wisły dolnej.

Problem zapory i zbiornika wodnego w Kazimierzu Dolnym nie doczekał się dotąd bliższego opracowania, mimo iż zasługuje na to zarówno ze względu na jego znaczenie dla gospodarki techniki jak i dla oblicza regionu.

Wytłumaczeniem tego pozornego braku zainteresowania mogą być w pewnym stopniu: poważna suma przewidywanych kosztów, budząca wątpliwości co do szans realizacji tej dużej inwestycji, trudności techniczne, a wreszcie pewna obawa przed przemianą krajobrazu ukształtowanego przez przyrodę w ciągu tysiącleci i nadaniem mu form zupełnie nowych.

Wobec wagi zagadnienia wydaje mi się celowe oświetlić je nieco bliżej. Może wywoła to dyskusję, która wniesie nowe myśli i argumenty za lub przeciw.

Pasjonujące fachowców problemy techniczne i gospodarcze mogą nużyć czytelników, postaram się więc ograniczyć je do koniecznego minimum. Uwagę skoncentruje na wyjątkowo w tym wypadku ważnym zagadnieniu przemiany krajobrazu – wkroczeniu techniki w przyrodę.

Opracowana koncepcja przewiduje budowę zapory przegradzającej koryto Wisły nieco powyżej Kazimierza Dolnego, w rejonie starego spichrza odbudowanego jako schronisko PTTK. Wąska w tym miejscu dolina Wisły tworzy jakby przełom ściśnięty z dwóch stron pasmami wzgórz. Daje to wyjątkowo korzystne warunki budowy. Zapora o długości zaledwie jednego kilometra zamykałaby całą dolinę Wisły i piętrzyła wody na wysokość blisko 25 metrów.

Spiętrzone wody utworzyłyby potężny zbiornik wodny o pojemności blisko 6 miliardów m³ sięgający od Kazimierza po Sandomierz na Wiśle i po Radomyśl na Sanie. Powierzchnia zbiornika po zbudowaniu obwałowań ochronnych (dla uniknięcia płytkich zalewów) wynosiłaby 465 km³, a bez tzw. „stopni odcinających” w Zawichoście na Wiśle i Czekarzewicach na Kamiennej – około 415 km². Największa szerokość zbiornika, nie uwzględniając zalewów w dolinach dopływów – dochodziłaby do 14 km. Długość zbiornika od zapory do stopnia odcinającego w Zawichoście – około 70 km, a dołączając odcinek stopnia Zawichost – prawie 100 km.

Wisła pod Kazimierzem. Fot. Mirosław Raczkowski

Jak widać z powyższych cyfr, powstałoby w dolinie Wisły małe „morze śródlądowe” o licznych dopływach, bo prócz Wisły i Sanu uchodziłyby bezpośrednio do zbiornika: Opatówka, Kamienna, Krępianka, Iłżanka, Zwoleńka, Sanna, Wyżnica i Chodel.

Nasuwa się pytanie, po co tworzyć tak kolosalny zbiornik, zalewać paręset kilometrów kwadratowych ziem (około 330 km² z 465 zalewanych musiałoby być objętych wywłaszczeniem, resztę stanowią obszary międzywała Wisły i dolin dopływów).

Czy nie ma innych możliwości zabudowy tego odcinka Wisły? Naturalnie, są. Trzeba jednak pamiętać o zasadniczym celu, jakiemu miałby służyć zbiornik Kazimierz, a jest nim wyrównanie przepływów Wisły, zmagazynowanie wód powodziowych i tym samym likwidacja groźby powodzi. Budowa zbiorników wodnych na karpackich dopływach Wisły, bezwzględnie konieczna choćby dla ochrony dolin tych dopływów, nie rozwiązuje całkowicie powyższych zagadnień. Natomiast zbiornik Kazimierz, dysponujący użyteczną pojemnością około 2,5 miliarda m³ pozwoli całkowicie wyrównać odpływy Wisły i usunąć niebezpieczeństwo powodzi na Środkowej i Dolnej Wiśle. Osiągnięcie tych samych efektów przez budowę zbiorników na rzekach karpackich lub w górnym biegu Wisły jest prawie niemożliwe a wymagałoby wielokrotnie większych nakładów inwestycyjnych. Tak wielka pojemność użyteczna zbiornika Kazimierz stanowiąca jego główna zaletę, pociąga jednak za sobą drugi problem, który obok kwestii zatopienia dużych obszarów, interesować będzie szczególnie miłośników krajobrazu.

Powstaje mianowicie tzw. warstwa „wahań zbiornika wysokości” około 6 m, co powodować będzie okresowe odsłanianie się części zatopionych obszarów. Pomimo zastosowania obwałowań chroniących tereny, gdzie zalew byłby płytki, oraz pomimo wprowadzenia na Wiśle oraz na największym jej dopływie – Kamiennej – stopni odcinających – obszar odsłaniany sięgałby wielkości około 70 km. Zmiany poziomu wody, wobec ogromu zbiornika następowałyby powoli, na przestrzeni nieraz lat, niemniej jednak odsłaniane powierzchnie pokryte osadzonymi namułami byłyby pewnym zgrzytem w pięknym krajobrazie naszego morza. Odsłonięcia terenów występowałyby głównie w dolinach dopływów, gdyż na szczęście dolina Wisły od Solca do Zawichostu oraz zasadnicza czasza przyszłego zbiornika w rejonie Kazimierz-Opole oraz Janowiec-Solec mają dość strome brzegi. Dla uniknięcia przykrych skutków odsłonięcia większych obszarów zaprojektowano wspomniane już uprzednio stopnie odcinające w Czekarzewicach i Zawichoście. Zadaniem tych budowli jest utrzymanie w partiach końcowych zbiornika stałego poziomu wody, niezależnie od jego wahań w głównym zbiorniku.

Fragment portalu kamienicy Celejowskiej w Kazimierzu Dolnym. Fot. Wiesław Tomaszkiewicz

Można stwierdzić ogólnie, że zbiornik Kazimierz dałby gospodarce narodowej poważne korzyści:

Wyrównałby przepływy Wisły, zapewniając pobór wody na potrzeby rolnictwa, miast i przemysłu, oraz stwarzając właściwe warunki dla stabilizacji koryta rzeki.

Zabezpieczyłby dolinę Środkowej i Dolnej Wisły, raz na zawsze przed grozą powodzi.

Stworzyłby warunki swobodnej żeglugi 1000-tonowej na przeszło stukilometrowym odcinku Wisły od Sandomierza do Puław, a odcinek od Puław do morza uprzystępniłby żegludze 600-tonowej przez wyrównanie odpływów i stabilizację koryta Wisły.

Stworzyłby warunki dogodne dla rozwoju żeglugi miejscowej w obrębie samego zbiornika oraz dla aktywizacji terenów przyległych do zbiornika.

Umożliwiłby wykorzystanie energii 100-kilometrowego odcinka Wisły przez budowę szczytowej elektrowni wodnej, największej, jaka powstać może w Polsce, o mocy 300 000 KW oraz produkcji rocznej blisko pól miliarda KWh, a jednocześnie dzięki wyrównaniu przepływów Wisły zwiększyłby produkcję wszystkich elektrowni wodnych budowanych w przyszłości na Wiśle o drugie pół miliarda KWh rocznie.

Kamieniołom w Kazimierzu Dolnym. Fot. Mirosław Raczkowski

Po stronie kosztów zapisać należy po pierwsze koszty budowy oraz wywłaszczenia terenów sięgające sumy rzędu 4 miliardów złotych, stratę pewnego obszaru rolniczego, która może być zresztą częściowo zrekompensowana przez oddanie do użytkowania obszarów międzywała w Dolinie Wisły Środkowej dzięki opanowaniu powodzi, a wreszcie konieczność przesiedlenia około 50 tysięcy mieszkańców z przyszłych terenów zbiornika.

Elementami, które nie dają się ująć rachunkiem, są przemiany, jakie spowoduje zbiornik w stosunkach klimatycznych i krajobrazie. Oto przykłady najbardziej charakterystyczne. Rzut oka na mapę pozwala odnaleźć trzy punkty: rejon spiętrzenia – Kazimierz Dolny, sąsiadujący z nim Janowiec i położony przy końcu zbiornika – Zawichost.

Kazimierz Dolny, sięgający tradycjami do początków XIV w. przeżywał wiele wzlotów i upadków, od szczytu rozwoju i rozkwitu na przełomie XVI i XVII w. do zupełnego prawie zniszczenia w końcu XIX w. Dziś Kazimierz jest miejscem wypoczynku, celem wycieczek turystów podziwiających ocalałe zabytki i piękno krajobrazu. Budowa zapory wniosłaby tu nowe życie, nie burząc nic z ocalałych śladów przeszłości. Perspektywę przełomu Wisły zamknąłby masyw zapory ziemnej opadającej łagodnym zielonym stokiem ku miastu. Po przeciwnej stronie Wisły skryłaby się w skalach wapiennych potężna podziemna siłownia wodna, źródło energii wysyłanej stąd w świat siecią linii wysokiego napięcia. Zabytkowy i pięknie położony Kazimierz, mając dobre połączenie z Warszawą stałby się wielkim ośrodkiem turystyki i jedną z baz sportów wodnych. Na szczycie blisko 30-metrowej zapory łączącej oba brzegi, z przebiegającej tamtędy szosy, otworzyłby się szeroki widok z jednej strony na ogromną taflę zbiornika, z drugiej na łuk Wisły i rozłożone u stóp zapory miasto – znowu tętniące życiem.

Ruiny zamku Firlejów w Janowcu nad Wisłą. Gdyby zbudowano zaporę, zamek ten znalazłby się na półwyspie. Fot. Wiesław Tomaszkiewicz

Promem przepływa się dziś Wisłę, by dotrzeć z Kazimierza do Janowca. Droga przez miasteczko prowadzi nas na wysoką skarpę do zamku Firlejów. Ten – jeden z piękniejszych naszych zamków – jest dziś już ruiną chylącą się ku zupełnemu zniszczeniu. U stóp jego rozłożyło się miasteczko z pięknym starym kościołem.

Budowa zbiornika w Kazimierza różną przyniosłaby im przyszłość. Miasteczko wraz z kościołem znikłoby pod 20-metrową warstwą wody, zamek znalazłby się na cyplu wysokiego brzegu trzech stron otoczony wodą

Wobec swego położenia mógłby być wykorzystany po przeprowadzeniu odbudowy jako siedziba kierownictwa budowy zbiornika i nadzoru, a później służyłby jako przepięknie położona baza wodniackich wypraw.

Studnia na rynku w Kazimierzu. Fot. W. Tomaszkiewicz

Zawichost w projektach Kazimierskiego zbiornika miałby zupełnie specjalną przyszłość – stałby się półwyspem. Jako miejsce przejścia drogowego przez Wisłę (droga przebiegałaby przez stopień w Zawichoście), krańcowy punkt zamykający zbiornik Kazimierz, baza sportów wodnych, turystyki i żeglugi, przepięknie położony na wzgórzu wcinający się łukiem w taflę wód zbiornika, nabrałby Zawichost nowych barw i nowego rozmachu. Stanęłoby tu otworem pole dla urbanistów, którzy by we współpracy z hydrotechnikami mogli wydobyć wszystkie efekty i walory jego położenia.

Te trzy krótkie przykłady wykazują, że znane nam miejsca i okolice nabrałyby zupełnie nowych cech, a przyczyną i najbardziej istotnym elementem wszystkich przemian byłaby wielka, szeroko rozlana tafla wód zbiornika Kazimierskiego.

Ziemia: ilustrowany miesięcznik krajoznawczy (1957)

Aleksander Łaski
Autor artykułu, 28-letni inżynier hydrotechnik, jest kierownikiem pracowni warszawskiego „Hydroprojektu” i zajmuje się zagadnieniem wykorzystania energii wód Wisły.