„Żydzi panują w Kazimierzu”
Głos Lubelski, 6 VIII 1936 r.

Historia  ·  Sztetl

Żydzi panują w Kazimierzu
opłakane stosunki gospodarcze

Piszą nam z Kazimierza.

Miasteczko Kazimierz Dolny w powiecie puławskim był świadkiem niebywałego dotąd wybryku ze strony żydów jakiego tylko oni zdolni dopuścić się. Przed dwoma tygodniami wycieczkowicze z kolonji żydowskiej zwiedzające t. zw. Górę 3 ch Krzyży pozwolili sobie na różne daleko idące niewłaściwości jak np. robiąc zdjęcie; włażąc na Krzyże, bądź też fotografując się w pozycji naśladującej ukrzyżowanie. Żydowskie szajgece nawet zdolni byli z chwilą opuszczenia tegoż miejsca pomalować krzyże ludzkim łajnem itp.

Co na magistrat, który winien za pobiec temu wszystkiemu? Zająć natychmiast ogrodzeniem krzyży, oraz wywiesić tablicę z napisem „wstęp na górę 3-ch Krzyży tylko dla chrześcijan”. Bo doprawdy co dzień się widzi się na wspomnianej górze 3 ch krzyży bandy żydów, którzy zachowują się w najokropniejszy sposób. Magistrat ma pozycję w budżecie „wydatki nieprzewidziane” z których może wyasygnować pewną kwotę na ogrodzenie płotu w miejscu wspomnianym, były zbierane ofiary, lecz do dziś dnia nic się nie robi.

Mamy do zanotowania przykre fakty. Pewna właścicielka budki od kilku lat utrzymywała sklep spożywczy który zwinęła od lipca b.r. Jeden z obywateli polskich udał się do niej z prośbą o wydzierżawienie lokalu. Właścicielka oświadczyła, że wydzierżawić nie ma zamiaru. W dwa zaś dni potem wydzierżawiła lokal żydowi. Smutny to objaw, że obywatelka, która wykształciła syna na księdza – sklep oddała żydowi.

Właścicielka wędliniarni w Kazimierzu Dolnym, która sama bierze pieczywo w piekarni „Warszawskiej” Joska Lederszeichera do którego kieruje swych klientów – oświadczając im, że on ma najlepsze pieczywo – mimo iż są dwie polskie piekarnie.

Więc niechaj pozostali nie idą śladami wspomnianych obywatelek – brzydzą się ich postępkami, a dążmy wszyscy do jaknajrychlejszego odżydzenia naszych miast, miasteczek, wiosek i głośmy hasło „swój od swego” – to jest nie kupuj u żyda.

Głos Lubelski, 6 sierpnia 1936 r.