Chaim Goldberg

Postacie  ·  Sztetl

Chaim Goldberg urodził się 20 marca 1917 r. w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą. Jego twórczość malarska i rzeźbiarska przyniosła Mu sławę za granicą. Prace Jego są dziś m.in. w zbiorach „Metropolitan Museum of Art i Museum of Modern Art” w Nowym Jorku, „Spertus Judaica Museum” w Chicago, „National Gallery of Art, Smithsonian Institution i National Collection of Fine Arts” w Waszyngtonie, Yale „University Art Gallery” w New Haven w stanie Connecticut, a także posiadają je kalifornijskie „Museum of Art” w San Francisco i „Skirball Museum” w Los Angeles oraz zbiory sztuki bibliotek publicznych w obu tych miastach, „Museum of Fine Arts” w teksaskim Houston, „Museum Yad Vashem” w Izraelu, „Musée Petit Palais” w Genewie, wreszcie Muzeum Narodowe i Muzeum Żydowskie w Warszawie. Korespondencja Kazimierza Robaka napisana na Florydzie, gdzie obecnie mieszka Chaim Goldberg, przybliża postać tego niezwykłego artysty.

Tekst cytujemy za artykułem opublikowanym w „Gazecie Antykwarycznej” w październiku 2000 r.


Kazimierz Robak
SERCE ZOSTAWIŁEM TAM…

Przepraszam, że do pana piszę,
Lecz tylko pański adres znam,
A w sercu czuję taką ciszę
Bo serce zostawiłem tam…

„Homel”, pieśń z „Piwnicy pod Baranami”;
sł. Edward Kuryło, muz. Andrzej Zarycki

Domek nie wyróżnia się niczym spośród dziesiątków podobnych domków stojących wokół. Z nieba leje się żar. Na równo przystrzyżonych trawnikach rosną palmy. Wokół panuje cisza, którą z rzadka przerywa szum przejeżdżającego samochodu – ruch tutaj jest wyłącznie lokalny, a do głównej arterii jest tak daleko, że nawet jej nie słychać.

Oczy gospodarza błyszczą. Pyta, czy przypadkiem nie byłem ostatnio w Kazimierzu. Nie umiem skłamać, więc odpowiadam, że w Kazimierzu byłem tylko kilka razy, dawno temu, ale że dobrze go pamiętam.

– Ja też – mówi Chaim Goldberg – Ja też pamiętam Kazimierz bardzo dobrze. Ja nigdy stamtąd nie wyjechałem. Wszystko mam tutaj, bardzo wyraźnie. I dotyka ręką głowy.
– Chaim – mówi pani Rachela. – Chaim, ja wszystko powiem za ciebie!
Chaim Goldberg macha ręką, uśmiecha się i wraca myślami do czasów akademickich.
– Uczył mnie Xawery Dunikowski, Henryk Gottlieb, Henryk Kuna, Tadeusz Pruszkowski. Wspaniali ludzie. Moi rodzice byli bardzo tolerancyjni. Pozwolili mi iść za powołaniem. Zacząłem rzeźbić jako mały chłopak. Ojciec pomagał mi wtedy nosić glinę z rzeki.

Kazimierz nad Wisłą zawsze ściągał artystów. Mały Chaim mógł do woli obserwować malarzy, którzy ustawiali swoje sztalugi w mieście i okolicach. Gdy trochę podrósł – zaczął imać się różnych prac zarobkowych – był pomocnikiem krawca, kowala, uczył się piekarstwa, malował mieszkania – ale nie porzucił swojej sztuki. Jego dziecinne prace malarskie ilustrowały legendy, które słyszał w domu rodzinnym, w szkole od rabina, w otoczeniu. Rodzice byli dumni z talentu syna, ojciec dawał mu pieniądze na farby, a jego akwarele zawieszał na ścianach i przy każdej okazji prezentował gościom i klientom.

Do Kazimierza przyjeżdżali nie tylko artyści renomowani. Pełno w nim było wędrownych grajków, wagabundów, obieżyświatów, żebraków. Dom Goldbergów zawsze był otwarty dla przyjezdnych, którzy nie tylko nie musieli wydawać pieniędzy na nocleg, a jeszcze wyruszali rano w wyreperowanych przez gospodarza butach. Płacili inną walutą: swoją muzyką, opowiadaniem do późna w noc zasłyszanych historii.
Rachela Goldberg podsuwa mi kilka zdjęć z rodzinnego albumu.
– Tu są rodzice, tu brat. A tu Chaim i profesor Pruszkowski.
Pani Rachela często się uśmiecha. Zanim dotarłem do domu państwa Goldbergów z wizytą, wiele rozmawialiśmy przez telefon, wita mnie więc jak dobrego znajomego
– Cóż ja panu jeszcze mogę opowiedzieć? – pyta. – Pan przecież i tak wie już o nas prawie wszystko.
– Pani Rachelo – mówię – ale nie widziałem większości z tych obrazów, o których pani opowiadała.
– To wszystko pokaże panu Shalom, syn. Młodszy, bo starszy, Victor, mieszka w Nowym Jorku. Wszystko jest poukładane i opisane. Na razie niech się pan rozejrzy.

Chaim Goldberg urodził się w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą 20 marca 1917 roku. Był dziewiątym z jedenaściorga dzieci Summera i Ity Goldbergów, i pierwszym synem. Latem 1931 roku Saul Silberstein, uczeń Zygmunta Freuda, przebywał w Kazimierzu nad Wisłą. Odwiedził szewca, ponieważ potrzebował naprawić buty. W izbie wisiały na ścianach rysunki i akwarele. Summer Goldberg pochwalił się, że to dzieła jego syna Chaima, który będzie dopiero wieczorem, bo zarobkuje jako malarz pokojowy. Zachwycony Silberstein poczekał do wieczora. Nazajutrz uwiecznił Chaima na fotografii.

Przed drewnianą chatą z wysokim kominem, stoi czternastoletni chłopiec, pod pachą trzyma tekę pełną rysunków. Silberstein obiecał, że wróci, aby zabrać chłopca na Akademię Sztuk Pięknych. […] Silberstein dotrzymał słowa, wrócił. Na jego prośbę adwokat Feliks Kronhstein oraz rzeźbiarz Henryk Kuna ufundowali prywatne stypendium. Urodzony w 1917 roku Chaim Goldberg, syn Ity i Summera, został studentem w Krakowie, uczył się m.in. u Zbigniewa Pronaszki. Mimo bardzo młodego wieku, był osobowością dojrzałą i niepodległą. Buntował się. Nie chciał rysować i malować tego, co mu kazano. […]

W archiwum stołecznej ASP znalazłem dokument, podpisany przez Goldberga. Jest to świadectwo moralności, które musiał dostarczyć każdy bez wyjątku kandydat. Przed wojną, żeby zostać studentem, przede wszystkim trzeba było być porządnym człowiekiem. Istniały wtedy gotowe blankiety „Świadectwa moralności” oraz np. „Świadectwa ubóstwa”, które należało poświadczyć w miejscu zamieszkania, np. u starosty. Ubogi student mógł liczyć na zniżki. Studia Chaima nadal finansowali Kronhstein i Kuna. Dawali mu po 40 złotych miesięcznie. Był to naturalny, pozytywistyczny odruch. Zależało im, żeby utalentowany chłopak wykorzystał potencjał swojej wrażliwości. […]

Chaim Goldberg należał do środowiska, skupionego wokół legendarnego malarza Tadeusza Pruszkowskiego. Kiedy w 1938 roku przyjechał na plener do rodzinnego Kazimierza, poznał tam Rachelę Diament, swoją przyszłą żonę. We wrześniu 1939 roku z rodziną Racheli uciekł na Wschód. Trafili do Nowosybirska, gdzie Chaim został scenografem miejscowej opery. Młodzi pobrali się w 1944. Rok później w Nowosybirsku przyszedł na świat ich pierworodny syn.

Wędrówka zaczęła się, gdy Chaim miał 14 lat. Wtedy właśnie wyjechał z Kazimierza do Krakowa. W pierwszej szkole panowały zbyt wielkie rygory artystyczne, dlatego szybko przeniósł się do drugiej, im. Ludwiki Mehofferowej. Ukończył ją, gdy miał 17 lat, złożył papiery do warszawskiej ASP i został najmłodszym studentem w klasie profesora Pruszkowskiego.

Przyglądam się wiszącym na ścianie obrazom. Jeden z nich przedstawia wnętrze niewielkiej izby.

– Wszystko tak – mówi gospodyni, – jak było w domu, kiedy Chaim był dzieckiem: jak zwykle klezmerzy, wie pan, tacy wędrowni muzykanci, których nie było stać na gospodę, zostali zaproszeni na nocleg. Goście śpią w łóżku, rodzina gospodarzy przeniosła się na podłogę. Ojciec Chaima był szewcem, wstał więc przed świtem i naprawia grajkom za darmo buty. Matka piecze chleb na śniadanie.


„Ponieważ esencją istnienia sztetla była wiara, ta wartość nie może ulec zniszczeniu. To ona ożywia i trzyma przy życiu naszą sztukę. Tam wciąż są nasze korzenie. Pozostanie na zawsze celem i źródłem żydowskiej sztuki.

Chaim Goldberg ze sztetla wyszedł i pamięta każdy jego szczegół. Nigdy nie odchodzi od prawdy rzeczy i ich boskiego porządku. Jego praca wzbogaca żydowską sztukę i wizerunek naszej tradycji.”

Isaac Bashevis Singer, wpis do księgi pamiątkowej wystawy Chaima Goldberga.

We wrześniu 1939 roku Chaim był w wojsku polskim. Dostał się do niewoli, uciekł z obozu jenieckiego i przyjechał do Kazimierza po rodziców, ale Summer i Ita Goldbergowie nie chcieli wyjeżdżać.

„Żyjemy tu od pokoleń, jesteśmy biedni ale uczciwi, nie czynimy nikomu krzywdy. Nikt też nie zechce krzywdzić ubogiego szewca i jego rodziny. Jeśli i ty przeżyjesz, nie zapomnij o tym, co widziałeś. Maluj tak, żeby pokazać jak wyglądało życie w sztetlu” – tymi słowami Summer Goldberg pożegnał syna. Chaim, razem z Rachelą i jej rodziną, uciekł przed Niemcami na wschód. Dotarli aż do Nowosybirska.

Po wojnie Goldbergowie towarowym wagonem wrócili do Polski. Żydów w Kazimierzu już nie było. Prośba ojca nabrała zupełnie innego wymiaru i stała się dla Chaima misją życiową i historyczną.

– O wszystkim opowiedziała nam jedna kobieta. Żydów z Kazimierza i okolic spędzili w jedno miejsce i tam zabili. Wśród nich byli rodzice Chaima. Zanim jeszcze zdążyli zasypać doły, przychodzili ludzie i wyrywali trupom złote zęby, szukali, czy nie ma kosztowności. Ta kobieta też szukała, ale ją odpędzili, bo mieli do niej o coś złość. Więc ona dlatego wszystko nam opowiada, żeby się odegrać.

Holokaust w twórczości Chaima Goldberga zajmuje miejsce szczególne. Wizja zagłady najbliższych i całego narodu prześladowała go nieustannie w ciągu całego okresu twórczego i owocowała pracami o niesłychanym ładunku ekspresji.

– Namalował na przykład coś, czego nigdzie nie chcą wystawić. Obraz jest wstrząsający – mówi pani Rachela. – Parę lat temu, całkiem niedawno odmówiła pokazania go w Polsce jakaś fundacja żydowska.

„Nie potrzeba nam zadrażnień. Niemcy teraz są naszymi partnerami handlowymi i to nie są sprawy do roztrząsania”. Tak powiedzieli i już. Na obrazach Chaima są też Polacy, którzy giną z rąk hitlerowców za to, że przechowywali Żydów. Wielu Polaków za to zostało zabitych.

Obraz, o którym mówi pani Goldberg, jest wyjątkiem. Prace Chaima Goldberga dotyczące holokaustu zyskały sławę na świecie. Mają je w swych kolekcjach największe muzea światowe. Są na okładkach książek i w albumach mówiących o tragedii narodu żydowskiego. Przypominają o dniach zagłady ze ścian rezydencji prezydenckiej w Izraelu. Upamiętniają także żydowski heroizm i walkę z hitlerowskimi ludobójcami: ruch oporu i zryw powstańców warszawskiego getta.

Olbrzymiego ładunku ekspresji artysty nie są w stanie unieść pojedyncze płótna. Na początku lat 60-tych powstaje cykl złożony z sześciu obrazów: „Ostatnia droga”, „Babi Jar”, „Czarne słońce”, „Nadzieja”, „Nie zapomnij!”, „Sześć świec”. Cykl trafia do muzeum kultury i sztuki żydowskiej Spertus Museum w Chicago. Tłem „Ostatniej drogi” milionów ofiar jest rodzinny Kazimierz: razem z ludźmi umiera też miasto, którego budowle pochłania sinoszary mrok śmierci. W „Babim Jarze” tragedia nabiera wymiarów kosmicznych: Ziemia drży od skarg grzebanych żywcem, a czaszki pomordowanych wołają o pomoc. Słońce staje się czarne, by nie oświetlać rzeki krwi, w której tonie naród Izraela i powietrza wypełnionego oczami przelatujących duchów. Komora gazowa pochłania już nie pojedyncze istnienia, a całe człowieczeństwo. Otoczenie pozostaje obojętne wobec męczeństwa, walki i modlitwy Żydów i nikt nie zauważa nawet samotnej ręki wyciągniętej o pomoc. Powietrze nad „Sześcioma świecami” wypełnione jest oczami duchów.

Motyw tonięcia w rzece krwi, oczy przelatujących duchów i czarne niebo, na którym słońce poczerniało w obliczu zbrodni, występuje w obrazach Goldberga wielokrotnie.
W drugiej połowie lat 80-tych Chaim Goldberg tworzy malarską sestynę: zestaw sześciu obrazów, połączonych figurą wielogłowej i wielonożnej smoczej bestii, symbolizującej ludobójczą machinę hitlerowską.

Kolejne części: „Powstanie w getcie warszawskim – 1943”; „Ostatnie pożegnanie”, „Bez odpowiedzi”, „Pociągi”, „Modlitwa”, „Opór”, tworzą syntezę tragedii i heroizmu, a krytycy nazwali to dzieło „żydowska Guernica”.

Po dachach ostatnich domów wznoszących się jeszcze nad morzem ognia przemykają postacie niosące flagę z gwiazdą Dawida. Centralną postacią „Ostatniego pożegnania” jest Janusz Korczak. Rzeka płomieni pochłania i jednocześnie unosi do nieba modlącą się postać, niesie również modlitwy ginących, ale wszystko zostaje bez odpowiedzi. Ta rzeka też pełna jest oczu tych, którzy już przeszli do wieczności. Pociągi wciąż wiozą nowe transporty śmierci. Modlitwy pozostają niewysłuchane, a samotny człowiek, którego ręce podniesione są w przedśmiertnym i modlitewnym geście, umiera na obozowym ogrodzeniu na tle dymiącego komina krematorium.

Szóstka, powtarzająca się jako liczba obrazów czy świec, nie jest przypadkowa: symbolizuje 6 milionów Żydów zamordowanych i poległych podczas II wojny światowej.

*

Na jednym biegunie pełne radości życia i dobroci postacie zaludniające sielankowe, nostalgiczne, liryczne, pełne czułości obrazki z żydowskich miasteczek, domów, uroczystości rodzinnych.

Na drugim – synteza grozy, wstrząsające wizje męczeńskiej śmierci własnego narodu.

Aż trudno uwierzyć, że tak wielka rozpiętość emocji tkwi w jednym człowieku. Sceny zagłady i sielanki ze sztetla wydają się pochodzić od dwóch różnych osobowości twórczych. Jest jednak w tych pracach wspólny mianownik: nadzieja i wiara. Chaim Goldberg, nawet gdy przedstawia obrazy najstraszliwsze, nie traci ufności, że ofiara nie zostanie daremna.

Widać to w cyklu 6 obrazów ze Spertus Museum. Wstrząsające sceny w Babim Jarze kontrapunktują rosnące pod złamanym drzewem białe stokrotki, symbol odradzającego się życia. Gigantyczna komora gazowa pochłania miliony istnień, armia ciemności dokonuje rzezi człowieczeństwa, nazistowski wąż pełznie nad zwojami Tory, całość otacza ogrodzenie z drutów pod napięciem – obraz nosi jednak tytuł „Nadzieja”, a niewielki rozstęp w ołowianych chmurach nie pozwala zapomnieć, że za chmurami świeci słońce. „Nie zapomnij” potępia obojętność świata, ale jest hołdem dla Machabeuszy XX wieku, którzy walczyli o wolność i godność, nie dając zgasnąć świętemu płomieniowi Izraela. Sześć świec jednak się pali, żyje więc idea i wiara, przetrwali także ludzie, którzy podtrzymują płomyki pamięci. Tylko w „Czarnym słońcu” nic nie jest w stanie rozjaśnić spowijających Ziemię ciemności, na którą nie chce świecić nawet poczerniałe, zamarłe z przerażenia Słońce.

Podobną nadzieję niesie „żydowska Guernica”. Jej pierwszym i ostatnim aktem jest walka, nie tylko pozwalająca na śmierć z bronią w ręku, ale niosąca dziejowe wezwanie do następnych pokoleń, które wypełnią testament ginących.

Ta sama misja jest tematem rzeźby „Przesłanie 1943”. Jej centralną postacią jest powstaniec z warszawskiego getta, którego udręczony duch powstaje w samotnym proteście i spoza murów głosi przesłanie do świata: „Bracia, getto jest oblane morzem ognia, tylko kilku z nas jeszcze żyje. Zdziesiątkowały nas nazistowskie węże. Człowieczeństwo zostało zgładzone. Nasze modlitwy o pomoc są bezskuteczne. Nie zdarzył się żaden cud i żadnego nie oczekujemy. Tych, którzy po nas zostaną, wzywam, by się zjednoczyli i uzbroili. Ocalcie Naród Żydowski i to, co po nim zostanie. Ocalcie ludzkość i nauczcie, by nie czyniła więcej wojny.”

*

Po wojnie Goldbergowie najpierw zamieszkali w Szczecinie. W 1947 roku Chaim Goldberg dostał rządowe stypendium na studia w paryskiej Ecole Nationale des Beaux Arts. Po powrocie prawie przez 4 lata mieszkali we Wrocławiu. W 1952 przenieśli się do Warszawy.

– Mieszkaliśmy na Pradze. Młodszy syn urodził się w praskim szpitalu. W 1953 roku. A wie pan – pani Rachela nagle zaczyna mówić o mężu – że Chaim na pierwsze imię ma Leon? W dzieciństwie chorował na szkarlatynę, było bardzo niedobrze, wreszcie jego matka poszła do rabina. „Daj mu na imię Chaim” powiedział rabin, a „chaim” to znaczy „życie”. I rzeczywiście, zaraz po tym wyzdrowiał, tyle że nieco ogłuchł. Ale tak przyzwyczaił się do Chaima, że już sobie tak zostawił.

Chaim Goldberg miał rzeźbić pomniki. W 1953 r. dostał np. zamówienie rządowe na pomnik dwóch poetów – Mickiewicza i Puszkina dla miasta Polanica Zdrój. Pomnik stanął na miejscu aktu chłopięcego, pochodzącego z czasów niemieckich. Były oficjalne uroczystości, przemówienia, przecięcie wstęgi i odsłonięcie. Obie figury przetrwały jednak do naszych czasów tylko na zdjęciach: wykonane z mieszaniny cementu i żwiru – na brąz Polanica nie mogła sobie wówczas pozwolić – rozpadły się po kilkunastu latach.

Mieszkanie w Warszawie było wówczas niespełnionym marzeniem wielu osób, jednak Chaim Goldberg widział siebie tylko w mieście rodzinnym, nie chciał też tworzyć rzeźb figuralnych w socrealistycznym stylu. Starał się o pracę w biurze odnowy Kazimierza, ale jego kandydatura została odrzucona. Wtedy właśnie Goldbergowie zdecydowali się wyjechać z Polski na stałe. W 1954 r. otrzymali oficjalne zezwolenie na emigrację do Izraela. Wyjechali – w kwietniu 1955. Zgodę na wywóz obrazów wydało Ministerstwo Kultury i Sztuki, stawiając na odwrocie swoje pieczęcie. Przerzut kilku prac wykonanych w miedzi „ułatwił” konsulat izraelski.

Prace stworzone podczas dwunastoletniego pobytu w Izraelu przyniosły Goldbergowi rozgłos. Jego pracownię odwiedzali politycy i artyści, kolekcjonerzy i znawcy sztuki z Izraela, Europy, Ameryki. Namalowany w 1962 roku obraz „Sztetl” – panorama i synteza dotychczasowych doświadczeń i tematów z przeszłości – został wkrótce zakupiony przez nowojorskie Metropolitan Museum of Art do stałej kolekcji sztuki XX wieku.

W roku 1967 Goldbergowie wyjechali do Nowego Jorku, gdzie Chaim od razu przygotował wystawę, która zdobyła rozgłos ogólnoamerykański.

W 1973 r. rodzina dostaje obywatelstwo Stanów Zjednoczonych. W 1974 Goldbergowie przenoszą się do Houston w Teksasie. Od 1987 roku mieszkają na Florydzie.

*

Chaim Goldberg nie znał pojęcia „wypoczynek”. Często pracował po 14 godzin dziennie. Z rana malował, popołudniami rzeźbił i kuł, wieczorem grawerował. Aż trudno uwierzyć, że mimo przerwy wojennej, przeprowadzek z kontynentu na kontynent, dorobek jego życia tworzy grubo ponad trzy tysiące prac: obrazów olejnych, akwareli, grafik, rytów, fresków, rzeźb we wszystkich możliwych materiałach. Zupełnie jakby artystę zżerała gorączka twórcza i konieczność wyrzucenia z siebie tego wszystkiego, co podpowiada wyobraźnia.

Prace Chaima Goldberga są dziś m.in. w zbiorach Metropolitan Museum of Art i Museum of Modern Art w Nowym Jorku, Spertus Judaica Museum w Chicago, National Gallery of Art, Smithsonian Institution i National Collection of Fine Arts w Waszyngtonie, Yale University Art Gallery w New Haven w stanie Connecticut, a także posiadają je kalifornijskie Museum of Art w San Francisco i Skirball Museum w Los Angeles oraz zbiory sztuki bibliotek publicznych w obu tych miastach, Museum of Fine Arts w teksaskim Houston, Museum Yad Vashem w Izraelu, Musée Petit Palais w Genewie, wreszcie Muzeum Narodowe i Muzeum Żydowskie w Warszawie.

*

Rachela Goldberg o tym nie mówi, ale mówić nie musi: to jej obecność u boku męża jest podstawą jego artystycznej aktywności i sukcesów. To ona wzięła na siebie wszystko, co związane jest z codziennością i prozą życia: od wysyłania rachunków za elektryczność i telefon, przez prowadzenie domu i jego finansów, wychowanie dzieci, do kontroli finansowej nad wszystkimi rozchodami i wpływami za prace Chaima.

– Prowadziła pani okręt w ciągłym sztormie – żartuję.
– Prowadziłam? Dalej prowadzę. Tyle, że ten sztorm czasami się uspokajał. Ale nie za często…

*

Wchodzi młodszy syn państwa Goldbergów. Ma na imię Shalom, co po hebrajsku znaczy „pokój”. Zamieniamy kilka słów i robi się tak, jakbyśmy się znali od lat.

– Przygotowujecie państwo jakąś kolejną wystawę? – pytam.
– Tak – pada odpowiedź. – Ale urządzenie wystawy wymaga pieniędzy i nie zależy tylko od nas. Szukamy sponsora, który zechce w to zainwestować. Najlepiej, gdyby to był jednocześnie sponsor i nabywca. Galerie, muzea, pisma, rozmowy… Wie pan, ile to wszystko trwa, jak takie rozmowy potrafią się ciągnąć

Przede mną pojawia się gruby tom formatu A4. Na okładce tytuł: „Chaim Goldberg’s Full Circle. A Journey of 12 Creative Periods & Themes” („Pełny krąg Chaima Goldberga. Podróż przez 12 okresów i tematów twórczych”). Pod spodem nazwisko autora i założonego przez niego wydawnictwa: Shalom Goldberg – Jewish Institute For The Arts (Żydowski Instytut Na Rzecz Sztuki). Nakład, 100 egzemplarzy, wydrukowany został na kolorowej kopiarce i oprawiony w plastikowe okładki. Wewnątrz – reprodukcje obrazów, rzeźb, rytów Chaima Goldberga, każda z prac opisana, ponumerowana, omówiona.

Kartkuję tom i z żalem go odkładam – na dokładną lekturę i kontemplację trzeba dni, a nie minut krótkiej przecież wizyty.

– Zrobiłem to dla muzeów, właścicieli galerii, domów aukcyjnych – mówi Shalom – Niedługo wydam dodruk, więc będę o panu pamiętał, ale to i tak obejmuje tylko część tego, co ojciec stworzył.

Chaim Goldberg ma niezwykłe szczęście. Jego olbrzymi dorobek, choć rozproszony, został w olbrzymiej części skatalogowany i utrwalony na kliszach fotograficznych. Niewielu artystów ma dzieci, które z taką pasją zajmują się twórczym dorobkiem rodziców. Widząc, że odkładam książkę na stół, Shalom wyjmuje teczki. W nich dziesiątki czarnych passe-partout, z których każde obramowuje kolorowe przeźrocze. Zdjęcia są opisane, obrazy mają kolejne numery. Slajdy są dużego formatu, wykonane z profesjonalną precyzją, doskonale oświetlone.

– Pan wszystko fotografował sam? – pytam.

Zamiast odpowiedzi Shalom wyciąga i otwiera wielką drewnianą skrzynię. W środku jest aparat fotograficzny, jakiego w swoich atelier używają zawodowcy.

– Do tego jest jeszcze cały system świateł – mówi.

Zaczynamy rozmawiać o obrazach. Shalom opowiada o technikach używanych przez ojca, o dziejach niektórych prac.

– Czy ja dobrze mówię po polsku? – pyta nagle.

Zaskakuje mnie tym pytaniem zupełnie, bo zapomniałem, że rozmawiam z człowiekiem, który w Polsce spędził tylko pierwsze dwa lata swego życia i nigdy nie chodził do polskiej szkoły.

Patrzę w okno, by wrócić do rzeczywistości. Nie ma za nim Góry Trzech Krzyży, ruin baszty czy sylwetki Fary. Jest tylko palma i krążące nad nią mewy.

*

Galeria prac Chaima Goldberga