Antoni Pałka
opowiada Waldek Siemiński

historia

Historię Antoniego Pałki znam z dwóch źródeł: sam pamiętam Pana Antoniego – jak byłem bardzo małym dzieckiem, tuż po wojnie… pamiętam, jak zamknę oczy – wysoki, szczupły, chudy. Wiedziałem, że on wtedy wrócił z obozu koncentracyjnego, nie wiedziałem wtedy nawet z jakiego. I wiedziałem, że był skrzypkiem. Mieszkał wtedy w domu Pałków pod zamkiem, Tam gdzie był hotel Bristol.

W 1972 roku, jak już zacząłem pisać, to zbierałem różne materiały, w tym jedenaście relacji o Krwawej Środzie, w tym opowieść Pani Stanisławy Pałki, żony zamordowanego tamtego dnia Pana Lucjana Pałki (oni prowadzili hotel.) Stąd pochodzą niektóre informacje o Panu Antonim.

17 listopada, przed Krwawą Środą, przyszło do nich dwóch ludzi i powiedziało, że coś się zanosi na coś niedobrego, coś się złego wydarzy tej i następnej nocy w Kazimierzu i że najlepiej byłoby wyjechać na drugą stronę Wisły. Pan Lucjan powiedział, że jest bardzo zmordowany, bo tego dnia wędził kiełbasy na prośbę Pana Szymańskiego, też jakiegoś skrzypka z Warszawy, któremu Michalakowie w swojej willi pod basztą dali jakiś pokoik i on tam dozorował, pilnował tej willi, wtedy opuszczoną, zajętą przez Niemców, przez Gedhego, który tam lubił z tarasu patrzeć na Wisłę i pić wódkę ze swoimi kumplami (to Gedhe wybrukował istniejący do dzisiaj odcinek placu zamkowego do ich domu, to Żydzi robili. Nie brukowcami tylko kazimierskimi wapieniami). Siedemnastego wieczorem, jak oni się naradzali, to Pan Lucjan powiedział, że on nie ma siły, że rano się tym zajmą, gdzie by się tu schronić przed tym, co później nazwano Krwawą Środą, 18 listopada. W tej naradzie uczestniczył, nie wiem, czy młodszy, czy starszy brat – Antoni. Jak mówiłem, był on z zawodu skrzypkiem i prawdopodobnie, jak podejrzewam, grywał w orkiestrze w hotelu Bristol, która grała do dansingów.