Aleksander Janowski
Wycieczki po kraju. Puławy, Kazimierz, Janowiec, Nałęczów, 1907

historia

"Na wstępie do miasta wita turystę bogata facjata kościoła farnego, wózek stacza się ze wzgórza na rynek, a widz ma przed sobą żywą kartę, wydartą z życia XVII wieku i rzuconą nad brzegi Wisły. To jest więc ów tyle opisywany i licznie zwiedzany Kazimierz.?

" Przewoźnik Abram Tancerman który zwykle przewoził gości do Janowca, opowiadał takie zdarzenie: W jednym ze śpichrzów pan Kleniewski (właściciel Opola) miał skład cukru ze swojej cukrowni. Składu tego pilnował stróż, ogromny i mocny mężczyzna. Póki było ciepło, stróż sypiał na dworze tuż przy śpichrzu, gdy jednak nastały chłody, położył się w samym śpichrzu. W nocy zbudził go ruch w składzie: cukier ustawiano na półkach, windowano do góry, ustawiano w paki – bieganiny i krzątaniny było tak dużo, że stróż bał się odezwać lub ruszyć. Rano z wielkim niepokojem zajrzał stróż do wnętrza składu i zastał wszystko na miejscu nietknięte, żadnych też oznak czyjegoś pobytu nie było. Na drugą noc stróż położył się w śpichrzu tuż przy drzwiach i zaledwie zdrzemnął się trochę, gdy usłyszał ciężkie kroki jakiegoś mężczyzny, a po chwili uczuł, jak przybyły chwycił go silnie za kołnierz i krzyknął: <co tu masz do roboty?> Struchlały stróż odparł, że pilnuje cukru, a jednocześnie chciał schwycić rękę trzymającego. Pomimo jednak wielkich usiłowań, ani ręki tej chwycić nie mógł, ani też uwolnić kołnierza, wciąż silnie trzymanego. Tajemniczy nieznajomy, potrząsając silnie stróżem, krzyknął: <wynoś się stąd natychmiast, jeżeli chcesz żywym wyjść, ty tu nie masz nic do roboty, tu do nas wszystko należy!> Stróż ledwo żywy zwlókł się z posłania i wyszedł na dwór, a w śpichrzu zaczęła się znów gospodarka duchów. Stróż nie chciał za nic dłużej pozostać i podziękował za służbę. Teraz nie słychać, żeby coś przeszkadzało.

-------------

Dalej więc w drogę, bo łatwa i tania, bo celem jej swoboda i zadowolenie, bo skutkiem jej - zdrowie i pogoda. Zwłaszcza zaś młodzieży! Po wyczerpującej pracy całego roku, dąż śmiało a wesoło po wiązankę tych wrażeń, jaka da ci podróż po kraju. Gdy zimny wiatr walki o chleb powszedni zwarzy motyle skrzydła twej czystej i szlachetnej duszy, gdy ciemne strony życia zaćmią świetlaną pogodę twego ducha, a całun rozczarowania okryje gmach różowych nadziei, zasklepi się w sobie duch, i stracisz wtedy ten święty dar wszystkiego, co piękne i dobre. Nim więc ta gorycz sprawi ci czarę żywota, dąż do tych skarbów co i w starości wzmacniać cię będą wspomnieniem dni lepszych.