Zbyszek Dobrosz o DWÓCH BRZEGACH

Red.: Jesteś producentem Festiwalu Filmu i Sztuki DWA BRZEGI, którego 5 edycję mamy za sobą, ale Twój kazimierski staż filmowo - festiwalowy jest dłuższy?
Zbigniew Dobrosz: W Kazimierzu jestem od 3 Lata Filmów, czyli będzie to już kilkanaście lat. Wtedy prowadziłem Klub Festiwalowy, przy tamtych festiwalach robiłem różne rzeczy związane z produkcją, co okazało się bardzo pomocne przy organizacji DWÓCH BRZEGÓW. Wiedza i doświadczenia nabyte w tamtym czasie bardzo się przydały.

R.: DWA BRZEGI to nie jedyne Twoje doświadczenie w festiwalowej branży?
Nie, pracuję też przy Festiwalu Gwiazd w Międzyzdrojach, FAMI-e w Świnoujściu (produkuję koncert finałowy i prowadzę warsztaty dla producentów, podczas których przekazuję młodszym kolegom wiedzę praktyczną), oraz Puławski Festiwal Muzyczny „Wszystkie strony świata", którego 2 edycja rozpocznie się 2 października tego roku w Puławach. No i na co dzień zawodowo zajmuję się działalnością produkcyjną w TRIADZIE.

R.: To, że widownia podczas Festiwalu czuje się wygodnie i bezpiecznie to zasługa sztabu ludzi, niewidzialnych, niezauważalnych, a przecież niezbędnych. Bez nich nic by się nie udało.
Przy DWÓCH BRZEGACH pracuje prawie 150 osób, co nie znaczy, że tyle ludzi jest w Kazimierzu non stop. Ekipy się zmieniają: część osób przed Festiwalem bierze udział w montażach - budują namioty, ustawiają sprzęt - i wyjeżdżają, inne ekipy przyjeżdżają do obsługi technicznej w trakcie imprez i projekcji, potem pojawiają się ekipy do demontażu.
Nasi pracownicy wypełniają internat przy szkole na ul. Nadwiślańskiej... Poza tym mamy licznych - oddanych i zdolnych - wolontariuszy. Przy Festiwalu z całym poświęceniem pracuje masa ludzi.
Maciek Szwarc z synem. W pracy.

R.: A możesz nam zdradzić jakieś sprawki zakulisowe? Coś z organizacyjnego zaplecza?
Tuż przed Festiwalem dowiedzieliśmy się na przykład, że nie dostaniemy części obiecanego przez sponsora dofinansowania. Byliśmy zaskoczeni, ale się nie daliśmy i w związku z tym wdrożyliśmy plan oszczędnościowy, co się na szczęście nie odbiło na poziomie artystycznym ani na programie.

R.: To, że nawalili sponsorzy, a Festiwal się odbył bez szwanku i nie kosztem programu zawdzięczamy Waszej - organizatorów sprawności?
Właściwie tak. Trzy tygodnie przed Festiwalem program był już ułożony i wisiał na naszej stronie www.dwabrzegi.pl. Wtedy się okazało, że któryś ze sponsorów się nie wywiązał z obietnicy. Program - jak powiedziałem - był już opublikowany i gdybyśmy go chcieli zmieniać, byłby to wielki zawód dla publiczności. Ktoś to zdążył przeczytać, zaplanował przyjazd specjalnie, by coś konkretnego zobaczyć - przyjeżdża i się rozczarowuje... Do tego nie chcieliśmy dopuścić i tak się też nie stało.
Oszczędziliśmy na technice, ale myślę, że z perspektywy publiczności było to niezauważalne. Festiwal zrobiliśmy, choć było ciężko, jednak w dopiero w tarapatach poznaje się człowieka: część naszych współpracowników po rozmowach z organizatorami dobrowolnie zrezygnowała z wynagrodzenia... Z takimi ludźmi pracujemy i w tym miejscu muszę powiedzieć o nich parę słów:
Cały zespół pracujący przy Dwóch Brzegach jest właściwie niezmienny od pięciu lat, czyli od początku. Ta sama ekipa, w takim samym niemal składzie. Tym ludziom zależy, żeby uczestniczyć w Festiwalu, żeby tu przyjechać, żeby się spotkać. Większość z nich specjalnie w tym czasie bierze urlopy i poświęca je, żeby mieć satysfakcję, popracować, zrobić te DWA BRZEGI. No i spotkać przyjaciół! Od pierwszego roku tworzymy zgrany, lubiący się i mogący na sobie polegać zespół. Zmiany kadrowe to może 5% zmian? Jesteśmy razem, wciąż ci sami.
Karolina, odpowiedzialna za koncerty festiwalowe
R.: Czy dla Ciebie DWA BRZEGI są wyjątkową imprezą?
Każdy festiwal ma inną specyfikę, każdy robi się trochę inaczej, ale jest też wiele rzeczy wspólnych, gdzie używa się tych samych schematów. Wszędzie np. trzeba zabezpieczyć logistykę, poligrafię i temu podobne. Jednak każda impreza różni się od pozostałych i trzeba to brać pod uwagę.
Praca przy Festiwalu w Kazimierzu jest szczególna. Ma on swoich odbiorców, ma swoich sponsorów, którzy to sponsorzy idą za widzami. Publiczność kazimierska jest wyjątkowa, widzimy, że to ta grupa widzów, która potrzebuje kontaktu z kulturą wyższego rzędu, wymagająca, co do tego nie mamy wątpliwości. Za taką publicznością idą szczególni sponsorzy. W Kazimierzu łatwiej też jest cokolwiek organizować, bo Kazimierz - mówiąc kolokwialnie - jest kochany, m.in. przez Warszawę. A Warszawa to duże pieniądze, to sponsorzy, firmy, media. Kazimierz jest miejscem magicznym dla Warszawiaków. Ludzie mają do niego słabość, a sponsorzy to przecież też ludzie. Wiedzą poza tym, że ich produkty zostaną tu dostrzeżone przez publiczność.

R.: Jak wypadł tegoroczny bilans?
W naszej ocenie, sądząc po sprzedaży biletów i liczbie wydanych identyfikatorów dla gości, VIP-ów i mediów, frekwencja była bardzo zadowalająca. Wzrost zainteresowania tegorocznym Festiwalem był większy o 15% w stosunku do roku poprzedniego. Jeszcze się nie zastanawialiśmy, czym to jest spowodowane - fakt ten dopiero przeanalizujemy i wyciągniemy wnioski. W poprzednich czterech latach padały mniej więcej te same liczby sprzedanych biletów i pozyskanych kwot, a w tym roku widać zdecydowany postęp (mimo, że pierwszy weekend mieliśmy bardzo niepogodny, deszczowy i zimny. Ludzie gdzieś się pochowali - może w kinach? Bo kina były pełne).

R.: Czy Ty bywasz na festiwalowych projekcjach? Innymi słowy: czy jesteś festiwalowiczem?
W Kazimierzu w kinie byłem, owszem, raz nawet próbowałem obejrzeć film, ale nie docierało do mnie to, co było na ekranie. Rozglądałem się wkoło, czy wszystko dobrze zamontowane, czy dźwięk w porządku, czy krzesełka wygodne. W międzyczasie stwierdziłem, że nie wiem, o czym jest film, bo ciągle jestem w pracy. Spojrzałem na wyciszony telefon - 11 nieodebranych połączeń i... wyszedłem z kina. To nie miało sensu. W Kazimierzu jestem organizatorem, nie potrafię być widzem. Za to potem, w ciągu roku oglądam filmy festiwalowe w kinie lub w telewizji. W czasie samego Festiwalu my - pracownicy - jesteśmy pod tym względem bez szans.
Zresztą, praca przy Festiwalu nie trwa od - do. Trwa cały czas, wszyscy jesteśmy na okrągło zaangażowani. Imprezy dzieją się cały dzień, w różnych miejscach i naszym zadaniem jest dopilnować, by wszystko przebiegało sprawnie i bezpiecznie, ku zadowoleniu publiczności.

R.: Wiem skądinąd, że lubisz i znasz kino, więc domyślam się, że jesteś świadom wagi i wartości tego, co produkujesz?
Przed Festiwalem mam jakąś wiedzę co do programu, ale jednak program to nie moja dziedzina. Coś niecoś wiem, ale tak naprawdę jestem zaangażowany w organizację techniczną i logistykę. Natomiast dzięki ludziom, z którymi pracuję i którym ufam mam pewność, że robimy rzecz bardzo wartościową.
A co do programu? Na dwa tygodnie przed Festiwalem jestem już w Kazimierzu, media które się wtedy pojawiają pytają mnie o program i czasem, szczerze mówiąc, nie wiem, co mam odpowiedzieć, bo to nie moje kompetencje. Robię sobie ściągawki i uczę się tego, co mówić. Media nie są zainteresowane tym, na jakim etapie jest budowa namiotu albo ilu brakuje krzesełek, tylko tym, jakie będą filmy, jacy przyjadą goście i muszę na te pytania odpowiedzieć, mimo, że to nie moja „działka".

Jeśli trzeba by było, zająłbym się pewnie każda imprezą, to znaczy zrealizowałbym każde zlecenie najlepiej, jak potrafię, bo to moja praca. Umiejętności wykorzystuję zawsze, serce angażuję czasem. A w Kazimierz - tak, wkładam serce. I jak najbardziej interesuje mnie to, co będę tu nagłaśniał i organizował. To nie ot! po prostu chałtura, zlecenie jakich wiele. Wiem, że robię dobrą i wartościową rzecz, natomiast nie wtrącam się do spraw programowych - to kwestia zaufania do zespołu, z którym pracuję.
Kiedy przed pierwszym Festiwalem rozmawialiśmy z Grażyną Torbicką i proponowaliśmy jej funkcję dyrektora artystycznego, zdawaliśmy sobie sprawę, że dzięki niej program tego Festiwalu będzie inny niż program Lata Filmów. Grażyna Torbicka chciała robić DWA BRZEGI i podjęła się tego. Ona była szansą dla Festiwalu, a jej Festiwal dał szansę na realizację zawodowych pasji. Symbioza.
przed nagraniem
R.: Czy wszyscy zaproszeni goście przybyli? Nie zawiedli publiczności?
Dopisali wszyscy poza Andrzejem Kondratiukiem, który nie mógł być w Kazimierzu z przyczyn niezależnych i nie do przeskoczenia. Z przykrością przyjęliśmy tę wiadomość, bo jednym z punktów Festiwalu była retrospektywa jego twórczości, a i on sam jest postacią ciekawą. Wiele osób go oczekiwało, ale są sprawy, na które nie ma się wpływu. Taką sprawą jest zdrowie, którego w imieniu organizatorów i publiczności życzymy Panu Andrzejowi jak najwięcej i jak najlepszego.
Wszyscy inni natomiast przybyli i byli bardzo zadowoleni. Zadowoleni, że odpowiedzieli na zaproszenie, zadowoleni z pobytu, ciepło mówili przede wszystkim o zespole realizacyjnym - że zgrany, że wszyscy uśmiechnięci, że wszystko dopięte na ostatni guzik, nic nie nawala, dopilnowane, na czas, funkcjonuje jak należy i widać, że wśród zespołu panuje fajna atmosfera. Bo tak też jest.

R.: Jakie obserwujecie reakcje na miasteczko, na imprezę?
Gościom Kazimierz bardzo się podobał. Magia Kazimierza działa na każdego, więc tym bardziej na ludzi wrażliwych, jakimi są twórcy sztuki. Na artystach szczególne wrażenie robią tłumy publiczności. Widać tę publiczność wszędzie, wykonawcy czują, że ludzie chcą ich oglądać, chcą się z nimi spotkać, że to dla nich tu przyjechali. A do tego sceneria. W innych miastach festiwalowa publiczność się rozpływa.
Wykonawcy ze świata, którzy nie znają Kazimierza i nigdy o nim nie słyszeli, kiedy już się tu znajdą, poddają się tej magii. Nie da się pozostać wobec niej obojętnym. Przyjeżdżając do Kazimierza na Festiwal cały czas się jest i w Kazimierzu i na Festiwalu. Nierozłącznie. W każdym zakątku Kazimierza widać Festiwal, z każdego festiwalowego miejsca widać Kazimierz. Symbioza Festiwalu i miasta. Gdzie indziej tego nie ma.

R.: A jak Was odnajdują kazimierzacy?
Współpraca z miastem układa się bardzo dobrze. Jestem zapraszany na sesje rady Miejskiej, na komisje kultury, radzimy się nawzajem, zastanawiamy, planujemy.
Nie widzę tu żadnych minusów, może poza brakiem dofinansowania, ale Kazimierz nie ma pieniędzy, to wiemy i rozumiemy sytuację. Inne miasta przeznaczają wprawdzie większe fundusze na imprezy, które je promują, ale Wasze miasteczko jest małe i budżet ma ograniczony.
Ze strony mieszkańców spotykają nas gesty życzliwości, chyba wszyscy się już do DWÓCH BRZEGÓW przyzwyczaili i polubili je. To przecież tłumy gości, klientów - a tym samym dochód, no i szansa na nadrobienie filmowych zaległości.

R.: Jednym słowem - do zobaczenia na DWÓCH BRZEGACH za rok?

Oczywiście.

R.: Dziękuję za rozmowę i za Festiwal. A całemu zespołowi za Twoim pośrednictwem przesyłamy serdeczne pozdrowienia.
bg, fot. - mw



Kazimierz Dolny Kazimierz Dolny Bożena Gałuszewska


 

Wyszukiwarka

Aktualności

16.05.2015
"1945. Wojna i pokój." - to tytuł najnowszej książki Magdaleny Grzebałkowskiej, znanej w Kazimierzu m.in. ze świetnego artykułu w GW, poświęconego losom naszych kamieniołomów.
28.07.2014
Błyskotliwe, dowcipne teksty (i pieprzne podteksty), zrozumiałe dla tych, którzy nie celebrują domniemanej „magii" Kazimierza, a po prostu biorą go i rozumieją takim, jakim jest.
Muzyka z przestrzeni pomiędzy parodią a pastiszem, doceniana przez posiadaczy poczucia humoru oraz osoby muzykalne, czułe na nuty wpadające w ucho.
Oprócz zespołowych wykonawców obecnych jest tu parę miejscowych głosów, czasem bardzo rozpoznawalnych.
Sprawdźcie!
24.04.2014
OUTDOOR PHOTOGRAPHY CAMP to oferta wakacyjna dla dzieci i młodzieży: kurs języka angielskiego z udziałem native speakerów.

Strona 1 z 131  > >>