Z. Mitosek WIŚNIE

W domu są dwa gąsiory. Matka co roku robi sok z malin, na przeziębienie, i z wiśni, do wódki. Najpierw stoją na oknie, przykryte tylko gazą, przed muchami. Grzeją się w słońcu, pachnie w całej kuchni. Potem za szafą, na zimę. Do wiśni ojciec dolewa wódki. Na Boże Narodzenie przychodzą goście, tata wyciągał gąsior, podstawia butelki i lejek, wyciekł sok, zostawały wiśnie. Piją nalewkę, ojciec gra, śpiewają, jest wesoło. O wiśniach nikt nie myśli. Dorwałam się kiedyś, pyszne, wiśnie w zimie. Goście na górze, ja sama w kuchni. Wiśnie coraz lepsze, za oknem już nie ma zimy, zrywam nabrzmiałe słońcem szklanki, słońce, słońce, za dużo słońca.
Kładę się na chodniku w kącie, tak dobrze, dobrze...
Budzę się. Nade mną ojciec. Goście poszli. Mama wściekła, a nie mówiłam, żeby przy dzieciach nie pić wódki. Głowa mi pęka, z przerażeniem patrzę, czy ojciec nie ściąga pasa. A on bierze mnie na ręce, moja malutka pijaczka!
I potem: żeby to było ostatni raz, z tymi wiśniami. A mnie ciągle się śnił ten czerwony smak i słoneczny kolor wiśni z soku.

KOT
W domu zawsze był kot. A właściwie kocica, bo łapie myszy. Czarna, nieduża, była naszą jedy-ną towarzyszką, kiedy ojciec mieszkał z rodzeństwem w dużym mieście. Mama nazywała ją Stara. Co roku były małe kotki, zostawał tylko jeden, nikt się nad resztą nie litował. Nie tak jak kocica. Ona się litowała. Wychodziła po nas na drogę, kiedy nocą wracałyśmy z kominków. Grzała bolącą nogę mamy. Potem Anka wyszła za mąż i mieszkała z dzieckiem u nas. Kiedyś mała strasznie płakała. Zanim dolecia-łyśmy, Stara już była przy dziecku. Zamarłam z przerażenia. A ona mruczy i głaszcze Asię łapą. Dziecko przestaje płakać.
Stara była mądra. Kiedyś zostało jedno kociątko: to był kot. Urósł, wielki, gruby. Nazywał się Paweł. Paweł został mężem Starej. Małe koty przychodziły teraz na świat dwa razy do roku. A właściwie nie przychodziły. Paweł je zjadał. Matka się nie wtrącała, sprawa zostawała w kociej rodzinie, ale Pawła nikt nie lubił. Stara wymyśliła, jak przechytrzyć Pawła. I moją matkę też. Kiedyś w czerwcu długo jej nie było. Aż tu w lipcu, w upały, patrzymy, jak z góry, po drabinie z małego domku, schodzi Stara. A w zębach ma kocię. Zostawia na dole. Potem jeszcze raz na górę, na siano. I znów kocię. Razem było cztery. Skaczą, bawią się. Są duże. Paweł oniemiał. Poszedł w świat, na zawsze. Matka rozdała koty sąsiadom. Stara została. Rano, kiedy się budziłam, przychodziła do łóżka. Ona miau, ja miau, potem ona, potem ja... Kiedyś przyszedł Stasio. Pokazuję, jaka ta Stara jest mądra. Ja miau, ona miau. Stasio woła Hitler, a Stara miau. Już nie wiem, czy Stara jest mądra.

Wyszukiwarka

Aktualności

16.05.2015
"1945. Wojna i pokój." - to tytuł najnowszej książki Magdaleny Grzebałkowskiej, znanej w Kazimierzu m.in. ze świetnego artykułu w GW, poświęconego losom naszych kamieniołomów.
28.07.2014
Błyskotliwe, dowcipne teksty (i pieprzne podteksty), zrozumiałe dla tych, którzy nie celebrują domniemanej „magii" Kazimierza, a po prostu biorą go i rozumieją takim, jakim jest.
Muzyka z przestrzeni pomiędzy parodią a pastiszem, doceniana przez posiadaczy poczucia humoru oraz osoby muzykalne, czułe na nuty wpadające w ucho.
Oprócz zespołowych wykonawców obecnych jest tu parę miejscowych głosów, czasem bardzo rozpoznawalnych.
Sprawdźcie!
24.04.2014
OUTDOOR PHOTOGRAPHY CAMP to oferta wakacyjna dla dzieci i młodzieży: kurs języka angielskiego z udziałem native speakerów.

Strona 1 z 131  > >>