Z. Mitosek Pelargonie

fot. N. Kiljan
GAŁĄŹ
Wszystkich Świętych. Wieczorem idziemy z siostrą obejrzeć światełka. Cmentarz jak wielkie miasto, ale ludzi już nie ma. Przez dolny cmentarz idziemy na górny, w stronę grobu ciotki-samobójczyni. To na końcu, mama mówiła, że ją ksiądz wyklął. Lampek coraz mniej, świeci tylko wielki księżyc. Wracamy. Nagle słyszę trzask, z drzewa spada wielka gałąź. Ani wiatru, ani deszczu. Ciepły wieczór. Anka, słyszałaś, widziałaś? To pewnie dusza cioci Walentyny! Uciekajmy. Gonimy do domu. W Kalinach nad górą księżyc jeszcze większy. I w jesiennych drzewach dusze wszystkich świętych! Opowiadam matce o gałęzi. Nie wierzy. A ja na to: to było NAPRAWDĘ ! Matka mówi: chodź, zobaczymy. W dzień zaduszny idziemy na cmentarz. Żadnej gałęzi, kasztan cały, przez resztkę liści prześwituje listopadowe słońce. No, widzisz, głupia - mówi matka. A ja nie mogę zapomnieć tego trzasku.
SAMOBÓJCZYNIE
Na końcu cmentarza jest stary grób, orzeł ze spuszczoną głową, tuli w skrzydłach orlątko. Zdjęcie pięknej kobiety i chłopca ze smutną miną. Chodzimy się tam modlić, nosimy chryzantemy, palimy świeczki. Matka mówi: to twoja ciotka, Walentyna i twój cioteczny brat, Jasio. Samobójczyni i zabójczyni. Nie rozumiem. Mama opowiada. Byłam bardzo młoda, kiedy przyjechałam tutaj. Ona była żoną komendanta policji. Bogata, piękna, wesoła. Tylko synka miała garbatego. Moja cioteczna siostra, dużo starsza. Uczyła mnie malować, pomagałam jej w gospodarstwie. Mąż długo w pracy, niedobry był, wiadomo, policjant. Ona lubiła tańczyć, zawsze miała towarzystwo. Nawet z twoim tatą otwierała bale mazurem w pierwszej parze. Michał robił jej skrzyneczki, które malowała, nie tyle na sprzedaż, co dla przyjemności. Kiedyś wieczorem policjanta nie było, poszła na zabawę. Tańczyła pięknie, zawsze ktoś ją prosił, nie to, że jeden amant, wszyscy mężczyźni. Przyszedł policjant, wyrwał ją z tańca, prowadził przez cały rynek jak ulicznicę. Nie zniosła hańby. Rano ubrała się w najpiękniejszą bieliznę, w jedwabną brązową suknię. Była niedziela, poszłam do kościoła. Wracam, a tu krzyk. Wala się otruła, i dziecko też. Widziałam jej martwą, ciemniejącą twarz. Podobno wzięła trutkę na myszy, Jasiowi też dała, a potem uciekała w górę, żeby jej nie odratowali. Tyle mówiła moja matka. Potem dodała: ten komendant policji chciał się ze mną żenić, ale wtedy pojawił się Michał, ten od mazura. Rzucił wszystkie narzeczone i wziął mnie za. To było tak dawno, przed wojną, przeszło 20 lat temu. Jeszcze dziś widzę Walcię jak żywą - mówi matka.
Ale to nie koniec, naprzeciwko inny grób, też samobójczyni. To Klima, żona stryja Stacha. Najbogatsza panna w mieście. Miał z nią czworo dzieci. I służącą Kasię. Tej Kasi było za dużo w domu. Dzieci lubiły tylko Kasię. Stach lubił Kasię. Pewnego dnia Klima zeszła do piwnicy i powiesiła się. Została malutka Danka, moja mama ją karmiła razem z Bolkiem. Stryj ożenił się z Kasią, ale dopiero po śmierci babci. Nie pozwalała, jak to, ze służącą! I mama dodaje: jedliśmy śniadanie, na stole pękł talerzyk z masłem. Wtedy właśnie Klima odebrała sobie życie. Nie wierzę w duchy, ale ten jeden raz... Coś tam latało.
GRAMATYKA ŚMIERCI
Często chodzimy na cmentarz, ale bez babci. Jest dużo grobów, ciotki-samobójczynie, wujek - policjant, dziadek Roman. Dziadek z cmentarzem jest od dawna związany, robił trumny. Teraz ma piękny grób. Wokół wije się bluszcz. Napis na płycie: S. P. Roman Komorek, zasłużony obywatel mia-sta, członek Rady Gminnej, założyciel szkoły, 1880 - 1942.
Niżej puste miejsce. A jeszcze niżej:
Pokój ich duszom!
Już wiem, dlaczego babcia nie chce chodzić na cmentarz. Przez to ICH. Nagrobek wy-budował stryjek - kułak już po wojnie. Babcia przyszła, spojrzała i mówi: to ja tu będę leżeć? Nie chcę. Jeszcze nie. Romciu, byłam wierną żoną. Urodziłam ci dwanaścioro dzieci. Spotkamy się w niebie. Ale tutaj spotykać się z tobą nie będę.

 

Wyszukiwarka

Aktualności

16.05.2015
"1945. Wojna i pokój." - to tytuł najnowszej książki Magdaleny Grzebałkowskiej, znanej w Kazimierzu m.in. ze świetnego artykułu w GW, poświęconego losom naszych kamieniołomów.
28.07.2014
Błyskotliwe, dowcipne teksty (i pieprzne podteksty), zrozumiałe dla tych, którzy nie celebrują domniemanej „magii" Kazimierza, a po prostu biorą go i rozumieją takim, jakim jest.
Muzyka z przestrzeni pomiędzy parodią a pastiszem, doceniana przez posiadaczy poczucia humoru oraz osoby muzykalne, czułe na nuty wpadające w ucho.
Oprócz zespołowych wykonawców obecnych jest tu parę miejscowych głosów, czasem bardzo rozpoznawalnych.
Sprawdźcie!
24.04.2014
OUTDOOR PHOTOGRAPHY CAMP to oferta wakacyjna dla dzieci i młodzieży: kurs języka angielskiego z udziałem native speakerów.

Strona 1 z 131  > >>