Z. Mitosek Pelargonie, cz.3

MECH
Jest późna jesień, opadają liście, wilgotno, ciepło, pochmurno. Idziemy z mamą na górę, do lasu po mech. Trzeba wstawić drugie okna, zbliża się zima. Między ramy matka sypie piasek, żeby uszczelnić przed zimnem, a potem układa mech, żeby było ładniej.
W lesie pełno żółtych liści, blisko wąwozu zielone kępki mchu. Berberys i muchomory, takie czerwone. Nie dotykaj, mówi matka, to trujące. Wyrywamy mech, wsadzamy do koszyka. Nagle matka wszystko rzuca, Elka, zobacz, ile prawdziwków. Gania jak szalona, cieszy się, zrywa. Jest prawie wieczór, robi się chłodno. Wracamy do domu. A w koszyku - las. Spośród kępek mchu wyzierają brązowe łebki grzybów.
PIENIĄDZE
Jesienna zimna niedziela. Przyjechał stryjek, wybieramy się do kościoła. Ojciec włącza kołchoźnik. Mocny męski głos mówi: Dzisiaj rano rząd Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej podjął uchwałę o wymianie pieniędzy. W trosce o dobro obywateli i o prawidłowy rozwój gospodarki naszej ludowej ojczyzny towarzysz Bierut poparł uchwałę. I tak dalej, i tak dalej... Nic nie rozumiem. Nagle patrzę na stryja. Wyciąga z kieszeni nabity portfel i rzuca nim o podłogę. Niech krew zaleje komunistów! Wczoraj sprzedałem łąkę, żeby mi nie zabrali. Stryjek - kułak! Kolorowe papierki latają po podłodze, stryjek je depcze i drze. Gieniek, uspokój się, przecież można wymienić - mówi matka. Ale nie tyle, straciłem wszystko... Co innego my. Ojciec nie jest kułakiem, jak zamknęli warsztat, nie starcza do pierwszego. Czworo dzieci. Matka pociesza się: przynajmniej nic nie straciliśmy... W poniedziałek idziemy wymieniać: za sto złotych dostajemy trzy. A matka na to: cukier jak przed wojną, znowu kosztuje złotówkę.

 

 

RANO
Jesień. Budzę się późno. Pada deszcz. Ciemno. Śnił mi się bandyta, o którym opowiadała sąsiadka. Schodzę do kuchni. Ojciec hebluje. Mówi: Wstało? I nie płacze? I właśnie zaczynam płakać. Bo tak ciemno, i ten bandyta, i trzeba iść do przedszkola... Tatuś bierze mnie na ręce i zaczyna się kręcić. Tanu, tanu, do mazura, do mazura wszystkie pary, czy to młody, czy to stary. I podskakuje, jakieś dziwne kroki, jedna noga do tyłu, druga do przodu. Przestaję płakać. Ciemna kuchnia zmienia się w salę balową, gra orkiestra, panie w długich sukniach, a w pierwszej parze ojciec z ciocią Bolą, przy marynarce kwiat, jak zawsze wodzirej, a tu zamiast cioci Boli ja, już zima, biało, śmieję się i śpiewam. Czy to młody, czy to stary...
DZIAD
Listopad, wszystko we mgle, nie widać kirkuta. Idę do przedszkola, wpadam na słup, coraz gęściej, słyszę głosy na Kalinach, nic nie widzę. I nagle czuję kostur. Z mgły wychodzi stary dziad, obszarpany, z torbą, coś mamrocze pod nosem. Zdrowaś Mario, Matko Boża, słyszę, Zdrowaś Maria, powtarzam. To chyba czarownik, z mgły się urodził... A co ma w tej torbie? Wyciąga fujarkę, we mgle słyszę „Gdy strumień płynie zwolna...". Śpiewam z dziadem. A on pyta: ojciec dalej hebluje? Czarownik, wszystko wie... Nie chcę iść do przedszkola, biorę go za rękę i prowadzę do domu. We mgle, kostur postukuje, jakoś trafiamy. Matka sama. Pochwalony pani Komorkowa... A matka: to wy jeszcze żyjecie? Wojna była, Żydów wymordowali, mężowi zabrali warsztat, a dziad proszalny jak był, tak jest. I szybko nalewa zupę, i daje pajdę chleba, i szuka grosików. Przecież dziad to szczęście dla domu.
BERBERYS
Wieczory jesienne są długie, matka robi zapasy na zimę. Chodzimy do lasu i na pola. Zbieramy berberys i czarny bez. Od berberysu mam pokłute ręce, ale z tego mama robi konfiturę do herbaty. Dusi czerwone jagódki z cukrem, trzeszczą pestki, a potem wychodzi coś kwaśno-słodkiego, na przeziębienie, podżeram po kryjomu, bez herbaty, zamiast cukierków. Z czarnego bzu robi się dżem do chleba. To trochę mdłe i za słodkie, ale jak pachnie. Najlepiej pachną suszone grzyby.

 

Grzybów koło naszego domu jest pełno. Mama wyskakuje rano sama i zawsze coś przynosi. Po południu idzie ze mną i Stasiem i już mają wielkie prawdziwki. A ja nic. Zazdroszczę im, tak bym chciała znaleźć borowika. Szukam we mchu, pod krzakami, ale tak naprawdę to oglądam się za ptakiem, który skrzeczy i za muchomorem, bo taki piękny. Do grzybów trzeba mieć szczęście, mówi matka.
Bożena Gałuszewska Kazimierz Dolny Kazimierz Dolny Kazimierz Dolny

 

 

 

 

Wyszukiwarka

Aktualności

16.05.2015
"1945. Wojna i pokój." - to tytuł najnowszej książki Magdaleny Grzebałkowskiej, znanej w Kazimierzu m.in. ze świetnego artykułu w GW, poświęconego losom naszych kamieniołomów.
28.07.2014
Błyskotliwe, dowcipne teksty (i pieprzne podteksty), zrozumiałe dla tych, którzy nie celebrują domniemanej „magii" Kazimierza, a po prostu biorą go i rozumieją takim, jakim jest.
Muzyka z przestrzeni pomiędzy parodią a pastiszem, doceniana przez posiadaczy poczucia humoru oraz osoby muzykalne, czułe na nuty wpadające w ucho.
Oprócz zespołowych wykonawców obecnych jest tu parę miejscowych głosów, czasem bardzo rozpoznawalnych.
Sprawdźcie!
24.04.2014
OUTDOOR PHOTOGRAPHY CAMP to oferta wakacyjna dla dzieci i młodzieży: kurs języka angielskiego z udziałem native speakerów.

Strona 1 z 131  > >>