Tradycyjny Lany Poniedziałek

Przed laty, na wsi opodal Kazimierza, opowiada Pan Zygmunt:

Leciało się najpierw tam, gdzie była jaka dziewucha, żeby ją oblać.
Do starszych też się chodziło, żeby nie byli samotni. Polewało się ich, żeby im się dobrze wiodło.

Lało się tak: „Proszę rączkę". Dał ktoś rękę, a ten, co polewał brał w palce trochę czystej wody z wiadra i tak pokropił, pokropił na rękę. Żadnymi wiadrami nikt nie lał! Z butelki, to tak. Niepasowne w ogóle lać wiadrem! W butelkę se lałem i latałem! A jak się poszło do znajomych, to żeby nie pochlapać mieszkania - bo każdy na święta naszykował ładnie mieszkanie - to „dzień dobry", „dzień dobry", to się wzięło garnuszeczka, w wiadrze woda zawsze była czysta, wzięło się tej wody i „poproszę rączkę" - i na rączkę troszkę wody. I tak każdemu z rodziców i starszych (bo my jako podlotki śmy byli). I tak się leciało od jednego do drugiego.

Jak byli starsi lejacze, to gospodarz po kielichu dał, jak młode - to pani domu częstowała ciasteczkami. Było takiej rozrywki co niemiara, znać było po tym piękno święta. I znać było, że się ludzie szanowali, uważali.

Było to w duchu, żeby do każdego z sąsiedztwa pójść i polać. Żeby nie pozostawić nikogo. Bo jakby gdzieś do chałupy nikt nie przyszedł i nie polał, to by ten gospodarz powiedział tak: "nikt mnie nie uważa, wszystkie mnie opuściły, tam poszły, tu poszły, a do mnie nikt nie przyszedł". To by była wielka przykrość. Pilnowało się, żeby pójść do każdego ze swojego grona, po sąsiadach.

A jak chłopaki większe, no to tam się szło, gdzie panny dorosłe.
Już wchodziły perfumy w czyn! Perfumami się polało, a potem jeszcze „chodź, żebyś lepiej rosła" i z garnuszka troszkę wody lekko na ciemię, parę kropelek. No to panna czasem potrafiła wziąć wody w ręce i nas polać i takie życie było.
Wszystko było weselsze, pomimo, że bieda była większa. Bo wtedy się robiło rozrywkę samemu. Trzeba było coś wymyślić, żeby się zabawić. Młodzi latali, coś robili, a teraz każdy siądzie przy telewizorze i patrzy jak to inni mają.
Święto było świętem, znać to było po ludziach, po zachowaniu, po ubiorze - po wszystkim.

 

Wyszukiwarka

Aktualności

16.05.2015
"1945. Wojna i pokój." - to tytuł najnowszej książki Magdaleny Grzebałkowskiej, znanej w Kazimierzu m.in. ze świetnego artykułu w GW, poświęconego losom naszych kamieniołomów.
28.07.2014
Błyskotliwe, dowcipne teksty (i pieprzne podteksty), zrozumiałe dla tych, którzy nie celebrują domniemanej „magii" Kazimierza, a po prostu biorą go i rozumieją takim, jakim jest.
Muzyka z przestrzeni pomiędzy parodią a pastiszem, doceniana przez posiadaczy poczucia humoru oraz osoby muzykalne, czułe na nuty wpadające w ucho.
Oprócz zespołowych wykonawców obecnych jest tu parę miejscowych głosów, czasem bardzo rozpoznawalnych.
Sprawdźcie!
24.04.2014
OUTDOOR PHOTOGRAPHY CAMP to oferta wakacyjna dla dzieci i młodzieży: kurs języka angielskiego z udziałem native speakerów.

Strona 1 z 131  > >>