Słoik miodu i daktyle cz.3

część 3 wspomnień Seweryna Aszkenazy

czytaj część 2...

 

Później likwidowali getto.
Dlatego ojciec budował z niejakim Janem Knisplem piwnicę pod piwnicą jego domu. (Dzisiaj są to tereny Tarnopola, wtedy dom leżał poza miastem. Tamtego domu już nie ma.)
w bunkrze

Jan Knispel miał gospodarstwo, miał żonę, dwójkę dzieci. Córka 15 lat, syn 17. Chłop pił, bił żonę, znęcał się nad całą rodziną; oni się go strasznie bali.
Kinispel za pieniądze zdecydował się nas przechować. (Ojciec urodził się w Tarnopolu, wychował się w Tarnopolu, dużo ludzi go znało, on też znał ludzi... Nie wiem, skąd ojciec znał, Knispla, musiał go jakoś znaleźć. Myśmy tego chłopa nigdy przedtem nie widzieli.)

Getto było już zlikwidowane. Dopóki więc bunkier nie był jeszcze gotowy, tułaliśmy się między ludźmi, których może znaliśmy troszkę, może troszkę więcej. Nie było dużo chętnych, żeby dać nam nocleg albo nas przechować.
Coś ze sobą zabraliśmy. Nosiliśmy, mieliśmy - choć niedużo. Pamiętam, matka ciągle prała. Gdziekolwiek myśmy byli - matka prała. I nas myła. Mydło, zimna woda - myła.
Przez jakieś dwa miesiące, nie pamiętam dokładnie, tak się tułaliśmy.

Jeden moment został mi w pamięci:
Poszliśmy do jakiejś kobiety, do chaty ze stodołą. Zdaje się, że to było rano. Ona otworzyła nam drzwi i zaczęła krzyczeć:
- Nie chcę tu widzieć Żydów! Precz!!! Nie wracajcie!" - A później powiedziała cicho matce:
- Idźcie do stodoły.
Krzyczała dla sąsiadów, dla nich to były wrzaski.
Dostawaliśmy mleko i chleb. Siedzieliśmy. Nie wiem, nie wiem, czy to było kilka dni, czy dłużej? Aż matka się przestraszyła, bo przyszedł listonosz i matka myślała, że to był policjant. Tośmy musieli stamtąd uciec. Ale ta kobieta chyba by nam pozwoliła zostać dłużej...

Poszliśmy stamtąd do rodziny, w której 15-letni syn miał padaczkę. No i widzieliśmy, jak ten biedak padał, jak się krzywił, jak się wił w konwulsjach. Zawsze wtedy musiano mu włożyć do ręki zimny nóż, coś zimnego. Jemu to widocznie musiało pomagać.
Inny moment: piwnica. Myśmy w niej siedzieli, ludzie do nas przychodzili, przynosili nam jedzenie.
Aż matka się dowiedziała, że bunkier u Knispla jest gotowy. Przyszliśmy do tego bunkra.

To była dziura, piwnica pod piwnicą. Jeszcze nie było w niej elektryczności, dopiero później ojciec załatwił ją wprost ze słupa i jeszcze wentylację do komina - ale na razie nic nie było, było tylko gdzie się schować.
Seweryn z matką w bunkrze

Ci Knisplowie przynosili nam jedzenie, a myśmy siedzieli i dalej ulepszali bunkier.
To była tak naprawdę dziura 2m x 5m, w której siedzieliśmy przez prawie że rok.
Rodzice się między sobą zgodzili, że uratują kogoś z rodziny ze strony matki i jakiegoś człowieka ze strony ojca. Matka wtedy wzięła jako jedynego człowieka, który jej został, wujka, brata jej ojca, Leona Jabłońskiego. Z nim przeżyliśmy do końca, do kiedy nie weszli Sowieci.

Hela - mama Edzia i jego ojciec, a także kuzyn - to byli relatywnie młodzi, silni ludzie. Kiedy zlikwidowali getto, wzięli ich do obozu. Szefem tego obozu był niejaki Rokita - bandyta, który wykończył getto we Lwowie. Wykończył Żydów we Lwowie i go przenieśli, żeby wykończył Żydów w Tarnopolu. Grał na skrzypcach i lubił strzelać do ludzi. Ale lubił także kobiety. Moja kuzynka, Ania Godlewska, to była piękna kobieta. Ją i Helę, matkę Edzia, ten Rokita sobie wziął dla swojej przyjemności. One nigdy nie chciały o tym rozmawiać, albo mówiły o czymś innym, zmieniały rozmowę.
Co się tam naprawdę działo - nie wiemy. Wiemy, że były to piękne kobiety.

SS-Sturmbannfuehrer Richard Rokita. (Ryszard Rokita, słynny z barbarzyństwa w Obozie Janowskim we Lwowie. Wspominają go świadkowie: „Po likwidacji getta w Tarnopolu dostałam się do obozu pracy, zwanym „Rokita". Komendantem obozu był SS - Untersturmfuehrer Ryszard Rokita, słynny z barbarzyństwa w Obozie Janowskim we Lwowie.")
jadvashem.org

Hela, w getcie zakochała się w lekarzu, Edwardzie Baralu. Była ona młodą, piękną kobietą, a Edward Baral przyjaźnił się z moim dziadkiem i ojcem. Poza tym, że był lekarzem, był też w ogóle takim zawadiaką z ogromną szramą Bismarcka przez twarz - co było wtedy bardzo sexy. Edward się z kimś pojedynkował i dostał cięcie - od studentów czy od innych, nie wiadomo od kogo. Mój ojciec chciał mieć w bunkrze lekarza dla swojej rodziny, więc się zgłosił do Edwarda. Edward powiedział, że nie pójdzie bez swojej Heleny...
Potem i tak trafili do naszego bunkra...

Dowiedzieli się o likwidacji getta, uciekli w ostatnim dniu przed akcją.
Rokita chciał uratować swoje piękne kobiety, miał widać troszkę serca. Powiedział, żeby uciekły. Raniutko, o piątej, szóstej... (naturalnie dla nas to było obojętne - rano czy w nocy, myśmy nie widzieli światła) ...oni uciekli z obozu. Uciekli z szoferem Rokity w jego aucie. Przeszli przez pola, wszyscy. I oni wysadzeni przez szofera w polu, a tam, w obozie - strzelali, cały ten obóz... tragedia.
Szli polem i w końcu dotarli do domu, gdzie myśmy się ukrywali. Przyszła czwórka ludzi: ojciec, kuzyn Natan, Edward Baral i jego partnerka Hela. Ona była zawsze fajna, ta Hela. Zaraz się pokumała z matką, rozmawiały sobie po francusku, nikt nie rozumiał, tylko my dzieci, troszeczkę.
Hela zaszła w ciążę dosyć szybko, miesiąc - dwa po przyjeździe.
Mieliśmy radio nadawcze i radio odbiorcze, bo Knispel był w AK. Był patriotą, polskim, aktywnym, (coś takiego, nie wiem dokładnie), to i myśmy mieli wiadomości, co się dzieje na froncie. Już po paru miesiącach usłyszeliśmy o bombardowaniu: Rosjanie bombardowali Tarnopol. Wtedy wtargnęli do Tarnopola po raz pierwszy.
Niemcy zaraz otworzyli browary. Rosjanie się upili i Niemcy wymordowali dziesiątki tysięcy tych Rosjan. Jedna niemiecka dywizja załatwiła Bóg wie ilu Rosjan. Kiedy się wycofywali, do domu Knispla wpadło dwóch Ruskich w mundurach, którzy zostali za liniami. Byli z takim ogromnym karabinem maszynowym. Taaakie koło. Myśmy je wzięli... Tamci przebrali się, zostawili nam swoje łachy i w nocy poszli. Czy dotarli do swoich linii? Nie wiem. Nam został ten ogromy karabin maszynowy, rewolwery, to tamto.

Rosjanie atakowali drugi raz. Niemcy dali rozkaz, że się ewakuują, że wszyscy muszą odejść. Knispel nie chciał nam kupić ani łopaty (za więcej dodatkowych pieniędzy. A przyrzekł, że nam da!), ani kilofa. A myśmy się bali, że jeżeli jakaś bomba trafi w dom - a myśmy przecież byli w piwnicach - to że nie będziemy potrafili się wykopać.
W tym samym czasie Knispel pobił swoją żonę. Ta do nas zeszła, do bunkra. Artyleria gwizdała tu i tam, matka się pyta, co z tym kilofem...
- On wam tego nie kupi. On wam tego nie da. On by chciał, żebyście byli tutaj zakopani, bo on ma problem, jak on się z tego wszystkiego wytłumaczy przed sąsiadami.
Tośmy zrozumieli, że jesteśmy na naszych własnych... że jesteśmy zdani na siebie. Matka to nam zaraz powiedziała i już nic nie mogliśmy zrobić, jego nie można było konfrontować. Myśmy się go bali! Mógł nam zrzucić granat do piwnicy i nas wykończyć w ten sposób...
Nic nie mówiliśmy.
Dosyć szybko po tym on schodzi na dół i mówi:
- Jutro jest rozkaz ewakuowania i ja was tutaj nie chcę widzieć od jutra rana! Jutro rano wszyscy stąd wychodzimy!
Przyszło rano, matka nas ubrała. Nie miałem szelek, nie miałem paska, gdzieś zgubiłem, a dostałem bochenek chleba i może coś jeszcze innego.
Ubrani - zima, śnieg wszędzie - wychodzimy. Szósta rano. Idziemy w ten mróz. Ciężarna Hela i jej mąż poszli z Knisplami, a myśmy ich zgubili. Oni się od nas jakoś odłączyli i pędzili z nimi.
Idziemy: ja z mamusią i z wujkiem Leonem, ojciec z Natanem i z bratem.
Wujek Leon był już starszym człowiekiem. Wątły, mały... Idziemy, a ludzie po drodze zaczynają podnosić kapelusze do ojca: Panie Aszkenazy! - raz, dwa, trzeci raz... matka staje, my jesteśmy obok, ojciec trzydzieści metrów dalej. Matka krzyczy:
- Wracamy!
Ojciec zaczyna nazywać matkę wariatką, co ona znowu sobie wymyśliła?!
Matka mnie bierze za rączkę, wujek Leon za mną, ona się odwraca i ona idzie. Co zrobił ojciec? Za nią. Wracamy. Ojciec do niej wykrzykuje:
- Co to?! - jest w tyle z Natanem i z bratem - co ty znowu sobie wymyślasz?! Jaką ja żonę wziąłem!!! - był zdenerwowany.
Wracamy za matką. Docieramy, okazuje się, że Knispel zabił otwór do naszego schowka. Ojciec był silny, Natan też - dwóch mocnych Żydów Ukraińców.
Odbijają deski, czyszczą, żeby nie widzieć, że były, dają na to ziemię - tak oblepili to wejście, że stał się z niego antyk. I wchodzimy. Jest w domu troszkę chleba...
Przechodzimy przez cały dom, coś tam po Knisplach zostało - wszystko zabieramy. Mamy kartofle. Knosplowie zrobili ogromną oporę w swojej piwnicy, bo musieli włożyć gdzieś glinę wyciągniętą z bunkra. Sięgała do dużej wysokości, ale żeby nie było widać, o co chodzi, to włożyli tam pół metra kartofli. Mamy więc kartofle, nie ma za to wody. Ojciec i wujek Natan wychodzą w nocy na dach, tu tam - studnie
już są patrolowane przez Niemców, tam nie możemy już iść z wiadrami. Zbierają więc śnieg i lód, żeby robić wodę. Wiadro śniegu daje pięć centymetrów wody. Zbierają, zbierają, zbierają, zbierają tę wodę, już się boją, już Niemcy, już to, już tamto, a my - siedzimy w bunkrze. W końcu zebrali kilka wiader wody, już się boją dalej pójść, zamykamy bunkier. Zamykamy i ojciec daje rozkaz... są takie duże naparstki i ojciec coś mierzy. Wymierzył sobie mniej więcej, ile wody człowiek potrzebuje dziennie. Trzy razy dziennie po trzy naparstki czy ile tam, żeby przeżyć. Wujek Leon rozumie, że... On już nikogo nie ma. To uratować dzieci. On często oddaje bratu i mnie tę wodę, a Natan w nocy się budzi i wodę kradnie. Ojciec go przyłapał. Jest nas sześcioro. Duża scena, pamiętam. Ojciec go zaczął wyzywać bandytą, chamem, że całą rodzinę ma na swoim sumieniu. Przyrzekł najpierw... ale - mówi - on jest tak strasznie duży - to ojciec mu dodał jeszcze dwa naparstki, czy jeden.
Wujek Leon się wtedy skazał na śmierć. On już zrozumiał. Odmawiał sobie, tylko ciut ciut, żeby dychał, żeby matka nie widziała. Żeby dzieci przeżyły.
Po kilku dniach słyszymy, że ktoś wchodzi do domu. Była drabina - schody, wejście do z domu do piwnicy. Dalej - półki, półeczki, gdzieśmy trzymali terpentynę, pastę do bucików, takie różne rzeczy, od których psy traciły węch. Słyszymy - ktoś schodzi i puka.
- To ja, Hela, otwórzcie.
Boimy się. Strach. Co nam przechodzi przez głowę? Niemcy ich złapali i są tam z nią. Myśmy sobie wyobrazili, że ten ruch na schodach jest... uznaliśmy go za większy, aniżeli spowodowałaby jedna osoba.
- Wiem, że tam jesteście, otwórzcie drzwi, jestem sama.
Więcej się jeszcze boimy. To ona tam siedziała przez godzinę, a my, w końcu
po godzinie, nie słyszymy żadnego ruchu. Ojciec przytyka ucho do tej atrapy, słyszy, że Hela płacze. Jęczy, jak strasznie:
- Wiem, że się boicie... nikogo ze mną nie ma, przysięgam... Zabili Edzia, jestem sama. Otwieramy drzwi. I strach. Ale Hela naprawdę była sama.
Opowiedziała, że poszli razem z Knisplami, byli gdzieś w jakimś hangarze.
I Ukrainiec, który był pacjentem Edwarda przed wojną, który był biedny i od którego nigdy Edzio nie brał grosza, wydał go. I zaraz ich złapali.
Dwóch Niemców prowadziło Edwarda, a Ukraińcowi jakiemuś dali, żeby prowadził Helę. Ona go błagała, Edzio do niej krzyczy:
- Idź z powrotem do nich!
Wybłagała Ukraińca, żeby gdzieś zniknął i ten to zrobił. A Edwarda wzięli i męczyli, żeby się dowiedzieć, gdzie my jesteśmy. Hela do nas wróciła, jego zabili. Hela
w ciąży.

W bunkrze jesteśmy jeszcze miesiąc.
W międzyczasie atakują Rosjanie. Niemcy otworzyli studnie i ktoś coś powiedział,
że były one zatrute. Że Rosjanie zatruli... I znowu ich wycięto. Odepchnęli Ruskich.
Dopiero trzeci raz jak zaatakowali Tarnopol, a już chyba był kwiecień - tym razem zdołali go utrzymać.

Wujek Leon wpadł w śpiączkę i umarł, jak byli już Ruscy i mieliśmy jeszcze wiadro czy dwa wody. Pochowaliśmy go gdzieś niedaleko. W dziurze, po żydowsku.

Ojciec poszedł zobaczyć komendanta. Rozmawiał z nim pewnie po rosyjsku i ten komendant powiedział, że ojciec zapewne musi być szpiegiem. To się ojciec zdenerwował, rozwalił krzesło na biurku, komendant chce go zastrzelić. Wchodzi major, lekarz, Żyd, ojciec z tym majorem rozmawia po hebrajsku. Major tłumaczy temu: to jest Żyd. Ojciec zostaje przy życiu.

Jakoś wychodzimy z bunkra, zamieszkujemy u nich, u Rosjan, Hela nadal w ciąży.
Major i ojciec się skumali, wszyscy już widzą, że ojciec jest matematykiem. Major tłumaczy ojcu, że oni strzelają, że mają kilka tysięcy sztuk artylerii, ale jest bałagan, nie ma nikogo, kto by nastawił artylerię, więc strzelają na oślep przez dzień dwa, później posyłają skautów, żeby zobaczyli czy trafili. Jeżeli ci skauci w ogóle wracają, to mówią że na przykład za daleko. Wtedy oni to zniżają, i znowu. Czy może ojciec by wiedział, jak nastawiać artylerię?
- Nigdy nie stawiałem artylerii, ale popatrzę. Macie dokumenty?
- Tak, wszystko mamy.
Mają tam nawet armaty z pierwszej wojny światowej, wszystko ci Rosjanie ciągną za sobą. Major przekonuje generała, Bóg wie kogo, żeby spróbować. Ojciec pracuje dwa - trzy dni, chodzi tu - tam, patrzy się na te katiusze i mniej więcej nastawia
to wszystko, ten cały bałagan, w jakiś przemyślany sposób.
Bombardują. Wysyłają skautów - cud! Trafili. To oni już ojca nie chcą się pozbyć, już go potrzebują, już jest wszystko w porządku. Major słyszy, że matka gra na fortepianie - to już posłał swoich ludzi, żeby znaleźli fortepian. Matka już ma fortepian, Hela też gra na fortepianie, fantastycznie śpiewa...
A ojciec? Znowu się męczy z tą artylerią. I jest szczęśliwy. Żyją. Nie głodują.
Umawia się, że kiedy dojdą do Krakowa, major go musi zostawić w spokoju.
Cdn...


Wyszukiwarka

Aktualności

16.05.2015
"1945. Wojna i pokój." - to tytuł najnowszej książki Magdaleny Grzebałkowskiej, znanej w Kazimierzu m.in. ze świetnego artykułu w GW, poświęconego losom naszych kamieniołomów.
28.07.2014
Błyskotliwe, dowcipne teksty (i pieprzne podteksty), zrozumiałe dla tych, którzy nie celebrują domniemanej „magii" Kazimierza, a po prostu biorą go i rozumieją takim, jakim jest.
Muzyka z przestrzeni pomiędzy parodią a pastiszem, doceniana przez posiadaczy poczucia humoru oraz osoby muzykalne, czułe na nuty wpadające w ucho.
Oprócz zespołowych wykonawców obecnych jest tu parę miejscowych głosów, czasem bardzo rozpoznawalnych.
Sprawdźcie!
24.04.2014
OUTDOOR PHOTOGRAPHY CAMP to oferta wakacyjna dla dzieci i młodzieży: kurs języka angielskiego z udziałem native speakerów.

Strona 1 z 131  > >>