Rodzina Lewensteinów

Aleks Lawrence

Bardzo chcę napisać o Kazimierzu - to, co pamiętam.

Mam 88 lat... Tak sobie wspominałem niedawno z moją szkolną koleżanką
i przyjaciółką z polskiego gimnazjum w Gdańsku, z Marysią, wspominaliśmy tak: w 1938 roku mieliśmy po 17 lat, a teraz?! Ona uważa, że z naszej klasy tylko myśmy się już zostali... Dużo zabili Niemcy.

O Kazimierzu i o rodzinie chciałbym porozmawiać z tobą, ( - chodzi o czas). Bardzo chcę ciebie zobaczyć i opowiedzieć. Jeżeli nie teraz, to może w jesieni w Anglii?? Na razie napiszę...

Mój pradziadek Gregor Lewenstein mieszkał w Warszawie i miał dużo dzieci.

Dziadek Stanisław (Szlomo) Dawid Lewenstein (urodzony 1860 r., najstarszy z rodzeństwa - miał ośmioro braci i sióstr!) wyjechał do Kijowa
w 1877 r., gdzie zaczął pracować w fabryce papierosów. Dziadek ożenił się
z babcią, Reginą z domu Cukier, w 1885 r. Jej rodzice to byli Szymon Cukier i Natalia, z domu Szwiezer. Starszy brat Szymona był Izydor Cukier, jego żona - Anna, z domu Wolczyner.(Ciekawe, że "Cukier" spotyka się wszędzie. Spotkałem 40 lat temu adwokata Cukier. Mówił, że prawdopodobnie jesteśmy spokrewnieni. Ale tutaj, w Anglii mamy „Lord Sugar", w Ameryce „George Cukor" (z filmów Holliwood), Sachar, itd.).

Dziadek był radcą miasta Kijowa, u niego w domu bywał Scriabin Szolom Asz (czy może Alejchim??). Mieszkał na ulicy Puszkinskaja 32/5 (zdaje się, muszę sprawdzić). Nie, jednak adres był inny: Puszkinskaja 35 mieszkanie 5, a nie 32. Ja się urodziłem w tym mieszkaniu.
Dziadek był w dyrektorem Rosyjskiego Towarzystwa Transportów
i Ubezpieczeń, był też wiceprezesem Gminy Żydowskiej w Kijowie, radnym miasta Kijowa. Wiem, że przedtem był dyrektorem fabryki tytoniu i papierosów. On tam zaczął pracować w 1877 r i w 1902 r dostał złoty medal, na którym znajduje się jego wyrzeźbiona w złocie głowa na złotym liściu tytoniowym. Teraz ten medal mam ja.
Najstarszy z jego synów był skrzypkiem, uczniem prof. Auera w Petersbugu, gdzie dostał złoty medal (w jego klasie był też Hajfetz). Bronek był również malarzem, uczniem Władysława Ślewińskiego, który znów był uczniem Gauguina. Mam 4 jego obrazy. Bronek studiował także matematykę na Sorbonne. Był wtedy żonaty, ale poznał w Paryżu Sonię (Rosjankę, nie Żydówkę), rozwiódł się z żoną i ożenił Sonią. Mieli jedną córkę, Ninę. Bronek był profesorem w Warszawskim konserwatorium, miał skrzypce Guarneri.
W Kazimierzu był w marcu 41 roku; wtedy złapali go Niemcy i zastrzelili na Zamku Lubelskim, w kwietniu 1941r. A było to tak, że on siedział na werandzie ze swoim uczniem. Nagle ktoś krzyczy: "Niemcy idą"! Bronek mówi: „Ja się nie boję, bo nic złego nie zrobiłem". Jego uczeń uciekł w wąwóz, a on został na werandzie. Bronka Niemcy aresztowali i zabrali do Lublina. Tam go zastrzelili.

Drugi syn to był Julek, walczył na wojnie w rosyjskiej armii. Jego pielęgniarką była Ola, nie Żydówka, Rosjanka. On się z nią ożenił, nie mieli dzieci.

Potem była Stefa. Wyszła za maż za Jakuba Abkina. Mieli syna, Romka, zabitego przez Rosjan. Stefa i Jakub zginęli na Majdanku. Słyszałem od kogoś, że przed wysyłaniem do obozu, Jakub mówił: „straciliśmy syna, i teraz to my idziemy na śmierć, ale z wysoką głową!"

Najmłodszy z rodzeństwa był mój ojciec, Zygmunt. Zaczął jako pianista, uczeń Turczyńskiego i Pusznova. Uważał - błędnie - że nie był dobrym muzykiem i przeszedł w uniwersytecie na inżyniera handlowego. Ożenił się z moją mamą w 1919 r. Mama z domu nazywała się Poliszczuk. Ciekawe, że znalazłem w Anglii rodzinę Poliszczuk, wyznania prawosławnego. Powiedzieli mi, że z pochodzą z Kijowa (gdzie żyli mój ojciec i mama) i że mieli członków rodziny w niemieckim SS!!!

1896 rok. dziadkowie z rodziną przed domem w Kazimierzu

Dziadek się dorobił i w 1891 albo1892 roku kupił posiadłość w Kazimierzu. Nazwał ją Willa Regina. Osiedlił się w Kazimierzu, bo chciał mieszkać w Polsce, a nie w Rosji. Był patriotą. On przez kilka lat służył w Kazimierzu jako Radca. (Wcześniej, jak mówiłem, był radcą w Kijowie, ale to było jeszcze przed pierwszą wojną.)

Babcia, kiedy mieszkała w Willi Regina, ona prowadziła pensjonat, tylko latem; dziadek zajmował się rolnictwem. Żyli w Kazimierzu, bo stracili
po pierwszej wojnie majątek w Kijowie.
Babcia zawsze wstawała bardzo rano, o godzinie 6-tej, siadała koło pieca (który latem nie był gorący) i pisała wiersze. Przez lata musiała napisać dużo tych wierszy, ale ich już nie ma... Jedyne, które zostały, wysłałem do Kazimierza i teraz są w Muzeum.

Kiedy babcia pisała, to przy niej, jak pamiętam, siedział jej kot, który tylko pił herbatę z mlekiem, a nie samo mleko. Jak skończyła z pisaniem, to wchodziła do kuchni, ażeby pomóc ze śniadaniem i zająć się sprawami domowymi. Pamiętam, że babcia dawała pierwsze śniadanie o ósmej - dziewiątej, drugie śniadanie o jedenastej, obiad o trzeciej, kolację o ósmej. O ile się nie mylę, kosztowało to gości coś w rodzaju 4 - 5 zł dziennie (bardzo mało?? może więc więcej...).

Portret Babci Reginy Lewenstein jest zatytułowany "Pani z Pieskiem". Namalował go Antoni Michalak. Znajduje się on teraz w Muzeum Narodowym w Warszawie. Mam jego kopię namalowaną przez malarkę
z Muzeum.
Mam też portret Busoni'ego, który zamierzam oddać do Royal Academy of Music, razem z dopiskiem, że robię to dla pamięci mego ojca, Zygmunta Lewensteina, który uczył się gry na fortepianie i mego stryja, prof. Bronisława Lewensteina z Konserwatorium w Warszawie.

Jest jeszcze portret autorstwa Feliksa Topolskiego. Znałem go, jak był studentem w Anglii, bywał u babci i dziadka w latach 22/24. On zrobił dla mnie rysunek dziadka. Jego syn, Daniel, często bywa w Kazimierzu, tylko on mówi po angielsku.

W niedzielę wieczorem, dziadek, babcia, rodzina i goście przychodzili do pokoju (jeżeli mogli się wszyscy zmieścić) i śpiewali polskie tradycyjne piosenki. Czasami syn, skrzypek - profesor Bronek Lewenstein (mój stryj) - dawał koncerty.
Latem, zwykle po południu, babcia spacerowała " do dębu". Było to duże drzewo, mniej więcej pół kilometra na wschód. Jak się wyszło z domu, to na lewo.
Willa Regina
Babcia szalenie lubiła obrazy. W latach 20 - tych, jak Prof. Pruszkowski przyjechał do Kazimierza ze studentami, to babcia zwykle zapraszała kilku studentów na herbatę, zdarzyło się, że któryś z nich dał babci swój obraz, jako prezent. Jednym z tych studentów był Feliks Topolski. Spotkałem go w Londynie, kilka lat przed jego śmiercią. On dobrze pamiętał babcię, wiedział o portrecie Michalaka i zapytał się mnie, czy ja chciałbym mieć rysunek dziadka. Chciałem, więc narysował portret z fotografii, ale nie podpisał, dał tylko inicjały.


A portret, o którym wcześniej mówiłem, namalowany przez Michalaka nazywa się „Pani z pieskiem".
Pani - to moja babcia Regina, a piesek, to czarna suczka czuwawa o imieniu Żabka.
Wielu z gości, którzy przyjeżdżali do pensjonatu babci, było malarzami. Chcieli oni wszyscy malować pięknotę Kazimierza. Także oni zostawiali babci swoje dzieła i dlatego ściana w pokoju była pełna obrazów. Mieliśmy też innych słynnych gości, między nimi był Berdziajew, dyrektor opery w Warszawie, i jego bardzo miła żona. Ja ich bardzo polubiłem. Mieli małego chińskiego psa, ale on się nie kłócił z Żabką.

Opowiem Ci jeszcze o naszej przyjaciółce z Polski, Gizeli Hufnagiel-Klimszewska, byłej żonie Eugeniusza Arcta. Ona często bywała w Kazimierzu, i u nas, w Gdańsku. Ich - jej i Arcta - obrazy wiszą w muzeum w Kazimierzu. Jak byłem mały to nosiłem jej malarskie rzeczy, kiedy ona chodziła malować. Spotkałem ją w Warszawie w latach 80-tych. Kupiłem obraz z Kazimierza - widok przez ulicę Lubelską na farę.

Niemcy zabrali babcię do getta w Warszawie, nie wiem jak to się stało. Ona tam umarła...
Pierwszy wnuk babci, Romek, syn Stefy Abkin, miał narzeczoną, Zosię, ładną blondynkę. Kiedy tylko mogła, Zosia wchodziła do getta z jedzeniem dla babci. Romka, który był w wojsku, zabili Rosjanie na początku wojny. Ja spotkałem się z Zosią, wdową po profesorze akademii, w 1985 roku, kiedy byłem w Warszawie. Stąd wiem o babci w getcie.

Jak umarł dziadek, 19-go stycznia 1939 roku, to kiedy był pogrzeb - w całym mieście Kazimierzu zamknęli sklepy... Mam jeszcze nekrologi i zawiadomienia o jego śmierci.

Zdaje się, że o tym już pisałem...? Nudziarz jestem.


Teraz o mnie: wyjechałem do Anglii w 38 roku; przed samym wyjazdem byłem w Kazimierzu, w marcu 1938 r.
Chciałem iść w Anglii na uniwersytet, zdałem angielską maturę i egzamin wejściowy do Imperial College Science i Technology, ale zaczęła się wojna i nie miałem pieniędzy na studia. Wstąpiłem do angielskiego lotnictwa
(Polacy nie mieli pieniędzy na trenowanie pilotów), przeżyłem wojnę. Poszedłem do Służby Kolonialnej w Afryce, zostałem też prawnikiem. Byłem wykładowcą prawa pracy w college, ale byłem też prezesem i członkiem rządowych trybunałów itd.
A teraz, mając 88 lat, kręcę się około rodziny; mamy dużo przyjaciół, zawsze zajęci.

Pytałaś się, dlaczego zmieniłem nazwisko. Essie NIE chciała, żebym to zrobił, ale jak byłem w lotnictwie angielskim, to zawsze się mnie pytali: jak ty to wymawiasz? Jak ty to piszesz?? Pomyślałem, że syn będzie też musiał odpowiadać na te wszystkie pytania i dlatego zmieniłem nazwisko na łatwiejsze. Ale nasza wnuczka, Hannah, córka Jonathana, zmieniła je z powrotem na Lewenstein! Tak jak pra pra babcia, której obraz jest przy jej łóżku. Hannah tak polubiła babcię! Cała nasza rodzina ma fotograficzną kopię oryginału portretu babci Reginy namalowanego przez Antoniego Michalaka, wisi on w ich mieszkaniach. Kopię wykonała artystka, konserwator z Muzeum Narodowego w Warszawie.

Moja żona, Essie, jest Angielką (nie Żydówka). Essie to naprawdę Ester. Imię bardzo aktualne w Kazimierzu, prawda? Byliśmy w Kazimierzu kilka razy. Nasi chłopcy też byli, a nawet wnuczki: najstarsza z nich ma 32 lata, i jest w służbie brytyjskiej dyplomacji, druga jest lekarzem, a trzecia skończyła Cambridge i pracuje jako "Public relations" w firmie lekarstw.

Na tym na razie kończę. Mam nadzieję, że pogoda w Polsce się polepszyła. Dzisiaj jedziemy ze starszym synem i synową do Oxfordu ( 45 km) na obiad, do wnuczki, która jest lekarzem, tam będą dwie inne wnuczki: Kate i Amy. Kate. Wszystkie trzy były już w Kazimierzu.

Bądźcie wszyscy zdrowi, całuję,
Aleks









oprac. bożena gałuszewska

 

 

 

 

 

Wyszukiwarka

Aktualności

16.05.2015
"1945. Wojna i pokój." - to tytuł najnowszej książki Magdaleny Grzebałkowskiej, znanej w Kazimierzu m.in. ze świetnego artykułu w GW, poświęconego losom naszych kamieniołomów.
28.07.2014
Błyskotliwe, dowcipne teksty (i pieprzne podteksty), zrozumiałe dla tych, którzy nie celebrują domniemanej „magii" Kazimierza, a po prostu biorą go i rozumieją takim, jakim jest.
Muzyka z przestrzeni pomiędzy parodią a pastiszem, doceniana przez posiadaczy poczucia humoru oraz osoby muzykalne, czułe na nuty wpadające w ucho.
Oprócz zespołowych wykonawców obecnych jest tu parę miejscowych głosów, czasem bardzo rozpoznawalnych.
Sprawdźcie!
24.04.2014
OUTDOOR PHOTOGRAPHY CAMP to oferta wakacyjna dla dzieci i młodzieży: kurs języka angielskiego z udziałem native speakerów.

Strona 1 z 131  > >>