Przed premierą sztuki Pawła Huelle

Paweł Huelle (po prawej) i reżyser Krzysztof Babicki podczas konferencji prasowej - cztaj poniżej**
(czytaj poprzednie artykuły
obejrzyj zdjęcia z próby)


„Zamknęły się oczy ziemi..." - oto tytuł i poetycki wniosek, jeśli jednak idzie o realia, to odnoszę wrażenie, że oczy właśnie się otwierają...
Mogą się w każdym razie otworzyć, i to na kilka zjawisk.

Autor, Paweł Huelle, podczas konferencji prasowej powiedział:
ojciec Roman był byle kim, brzydki, nieinteligentny, mało przystojny i bardzo przeciętny, tyle, że mówił to, co kobiety chciały słyszeć. Skrajnie perfidny - i to jedyna jego charyzma. Ale ja myślę, że to nie jest takie proste, że nie jest łatwo otumanić tłumek, zastąpić matkę, ojca i Boga Ojca. Nie może ten zakonnik być taki całkiem przeciętny: albo muszą buchać z niego te tak zwane feromony (których nikt nie widział, a podobno są), albo musi z niego wyłazić ten tak zwany diabeł, którego też nikt nie widział, ale na pewno wiadomo, że jest.

Po drugie: nie dysponuję, niestety, obiektywnym podejściem do sprawy, dlatego mój pogląd na całą rzecz jest nieco inny niż ten, którego spodziewa się większość, (co potwierdziła wczorajsza konferencja prasowa). Powierzchownie rzecz ujmując, pierwszoplanową rolę w dramacie odgrywa węzeł fabularny, czyli odszczepieństwo zakonnic i zdarzenia sprzed kilku zaledwie lat. (Reakcja „opinii publicznej" też prawdopodobnie będzie fruwała wkoło tematu kleru, antyklerykalizmu itepe). Tymczasem z mojego punktu widzenia, sam bunt betanek jest spektakularnym oraz mocno nagłośnionym, ale JEDNYM z ogniw nieprawdopodobnego łańcucha wydarzeń i wedle mojej intuicji jest konsekwencją tego, co zdarzyło się wcześniej w domu Pani Wysockiej*.
Wspominaliśmy na naszej stronie postać autentyczną, właścicielkę zaczarowanego domu - Panią Helenę Łopuską, jej przepowiednie, spirytystyczne seanse i dłoń okultysty odbitą na szybie. No i całe to artystyczne powietrze, którym oddychali bohaterowie wydarzeń.
Można przyjąć, że tamto powietrze uleciało rozrzedzone następnymi dniami i latami, ale prywatnie - podejrzewam, że to gęste powietrze miejsca ma właściwości odurzające. Nikt nie wie, czy tak jest, ale ja osobiście nie wykluczam.
Sztuka Pawła Huelle otwiera oczy, daje do myślenia i skłania do dyskusji.
Nie chciałabym (bo zbyt jest cenna i wielowymiarowa), by była ona odebrana tylko jako obraz z życia otumanionych kobiet. Chciałabym, żeby otwierała oczy na dziwność życia, którego nie da się podsumować powierzchowną oceną.

Zamiast puenty na temat zmian zachodzących w duchowości, przytoczę moją rozmowę kazimierzaka z kazimierzakiem sprzed kilku dni:
jeden pan opowiadał mi, że przed laty w domu zakonnic stał ołtarz z dużym, namalowanym przez Antoniego Michalaka obrazem.
Gdy nastały nowe trendy, (jeszcze przedpowstańcze), zakonnice wyburzyły część zabudowań po pani Łopuskiej, za drobne sumy wyprzedały zabytkowe meble, pozbyły się też ołtarza i obrazu. Obecnie w kaplicy betanek „nowoczesnym" ołtarzem jest ściana wysadzana szczerbami potłuczonych talerzy...
bożena gałuszewska
_____________________________
*Klementyna Wysocka (postać inspirowana osobą Heleny Łopuskiej) - bohaterka sztuki, właścicielka willi Łopuszanka, w której rozgrywa się akcja. Ta sama willa Łopuszanka staje się domem zakonnym sióstr betanek. Naprawdę.
bg

PS.
Po opublikowaniu tego artykułu, zaczepił mnie na rynku jeden kolega
i mówi: Widzisz? Z czarną magią nie ma żartów. Kobita umarła, a złe zostało w chałupie. Tam by się przydał egzorcysta...

Autor z aktorami

 

**

PAWEŁ HUELLE PODCZAS KONFERENCJI -

GARŚĆ CYTATÓW:

..To już trzecia sztuka dla Teatru Osterwy w ciągu jednej dekady...
...Moment tej premiery jest dla mnie momentem szczególnego szczęścia, i to takiego, które rzadko się w życiu zdarza.
A to dlatego, że po raz trzeci zostałem zaproszony do współpracy z Teatrem Osterwy. Podkreślę, że w sensie artystycznym - nie politycznym - jestem wygnańcem, nie mam wstępu do Teatru Wybrzeże. Zostałem stamtąd wyegzorcyzmowany. Tu znalazłem ojczyznę, która nie dość, że mnie przytuliła z ogromną czułością, ale też dała mi ta „ojczyzna emigracyjna" możliwość realizowania rozmaitych fantastycznych idei artystycznych, teatralnych.
Za to jestem niesłychanie wdzięczny - i mówię to ze wzruszeniem.
Zacytuję fragment z Konrada Wallenroda: „Szczęścia nie znalazł, bo go nie było w ojczyźnie." Ja to szczęście znalazłem w Lublinie, za co jestem bardzo wdzięczny całemu zespołowi.

...Zespół Teatru Osterwy jest zespołem wspaniałym. Gra tę sztukę z taką czułością, fachowością, delikatnością, z takim znawstwem...
To zespół, od którego przy każdej premierze bardzo dużo się uczę; jeden z najlepszych zespołów teatralnych w Polsce.
Grupa, która potrafi zagrać wszystko w sposób bardzo dobry.
To artyści na najwyższym poziomie i ich wam zazdroszczę - jako banita
i wygnaniec z Gdańska.

...Mam poczucie ( w mojej intuicji pisarskiej), że ja wiem, co się wydarzyło w domu betanek. Przy czym nie jest to nic nowego w historii kościoła czy zgromadzeń żeńskich. Polecam lekturę opowiadania Boccacia z Dekameronu. Nazywa się ono „Wilk w owczarni" i opowiada wypisz wymaluj historię ojca Komaryczki. Z drobnymi tylko zmianami, to jest dokładnie ta historia.
Pojawia się tu też pytanie psychologiczne, (ale to inna para kaloszy): co jest w takim mężczyźnie, którego jakbyście zobaczyli tutaj i teraz, to byście wiedzieli, że jest mężczyzną ani urodziwym, ani inteligentnym, jest przeciętnym, młodym „dziadem polskim", który nic w sobie nie ma. Nie ma NIC, a uwodzi dwadzieścia kobiet.
Tam się nie działy żadne specjalne czary-mary: ten mężczyzna, bardzo przeciętny, bardzo nijaki, właściwie wymoczek, mówi bardzo proste rzeczy, ale takie rzeczy, które kobieta chce usłyszeć w danym momencie. Na tym to polega.
Próbowałem ten problem jedynie zarysować w sztuce, bo odpowiedzi bezpośredniej na związane z nim pytania należałoby szukać w psychologii społecznej..

...Nie bałem się tego, że to zbyt świeża historia, bo jest ona w gruncie rzeczy banalna. Natomiast niebanalną sytuacją jest sytuacja społeczna: to, że kilkadziesiąt kobiet zostaje ekskomunikowanych, mają najcięższą karę (w kościele rzymskim nie ma nic gorszego, nawet ucięcie głowy byłoby mniejszą karą), i te kobiety zostały ukarane, a łajdak zostaje wikarym i ma wszystko w dupie. I się śmieje. I to jest największy skandal! To, że zło ewidentne, którego on jest przyczyną - tego bezczelnego, chamskiego, pewnego siebie, rozpychającego się zła męskiego, ten samiec alfa - on nie jest ukarany.
To jest pytanie do nas wszystkich i do naszego kościoła. Do Polaków. Jak tak może być?!
Jestem członkiem wspólnoty kościoła katolickiego i zależy mi na tym, żeby ta wspólnota nie była łajdacka i żeby była światłością, żeby miała więcej jasności niż cienia.

...Marzę o tym, żeby w sobotę stanęło sto moherowych beretów z transparentami, nie dopuszczających publiczności do teatru, bo to jest reklama medialna, a żyjemy w takich czasach...

...Bywam traktowany jako Żyd. Mam żydowskie korzenie, ale nie jestem Żydem. Pochodzę z rodziny wielonarodowościowej, gdzie we Lwowie, przed pierwszą wojną, połączyło się sześć narodowości. Nie odcinam się od korzeni żydowskich, tak samo jak się nie odcinam się od korzeni austriackich, ukraińskich, polskich i tak dalej. Ale dla niektórych mediów zostałem dyżurnym Żydem. To jest bardzo zabawne.

...Nie boję się ataków niektórych środowisk. Sztuka jest próbą poważnej debaty, ujętej w fabułę w taki sposób, żebyście się Państwo przez półtorej godziny nie nudzili na widowni.

...Nienawidzę przerw w spektaklu... Jeśli piszę sztukę, to tylko pod warunkiem, że nie będzie przerwy. Bo w przerwie przychodzą do mnie różne harpie...

...Nie będziecie się Państwo nudzić, bo w sztuce jest cały czas przechodzenie od jednej rzeczywistości do drugiej. To był mój koncept, dość ryzykowny, ale reżyser go zaakceptował od początku. Sztuka jest
o betankach, mówi o tym, co się stało parę lat temu, ale zaczyna się w ‘37 roku w Kazimierzu, w domu niejakiej pani Wysockiej, czyli tej, która widziała przyszłość.... nasza bohaterka miała swój pierwowzór.
Jak się dowiedziałem, że na gruzach jej willi, na tej samej parceli powstał klasztor betanek - no to pisarz może oszaleć w takim momencie. To jest prezent od losu! Tam się coś musiało zdarzyć, tu nie ma przypadków!

... Dowiedziałem się, że Jan Wydra namalował portret Łopuskiej w habicie, nie wiedząc co będzie dalej. I to była taka profecja, która mnie uwiodła. Stąd konstrukcja sztuki: ‘37 rok, willa Klementyny Wysockiej, bankiecik... i tak się zaczyna...

...My, widzowie mamy ten przywilej, że widzimy dwa czasy dziejące się w sztuce.

...Dlaczego „Zapaliczko"? Ten z prawdziwej historii nazywał się „Komaryczko". Ale „Zapaliczko", to nie dlatego, że się rymuje. Przywołuję tu „Matkę Joannę od Aniołów" - nowelę i genialną ekranizację: matka Joanna przywiązana do ławy, nad nią egzorcyści, jeden z nich mówi do demonów, przywołując je po kolei, z imienia: Asmodeuszu, ustąp! Belzebubie! - i tak po kolei. Na końcu egzorcysta mówi: jest jeszcze jeden demon w twojej duszy, imienia jego nie znamy, nazwij go - żąda. Ona się uśmiecha, ma błysk w oku i wypowiada: „Zapaliczka!" (a to jest mały, słowiański demonek). Oni wtedy, egzorcyści, uznali, że demonek wyskoczył.
Pomyślałem, że parafrasis z Iwaszkiewicza jest upoważniona i dozwolona. A co dalej? „Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest całkowicie przypadkowe."

...„Zapaliczko" jako „niosący światło" czyli „Lucypherus".

...Ksiądz Bucik - zwróćcie uwagę na tę postać. Ma ona stuprocentowego prototypa. Prototyp ma cztery wielkie sklepy z butami w Warszawie. Zakłada ciągle nowe, teraz już na figurantów. Postać oparta na realiach. Nawet mu wiele odpuściłem, bo to by było za bardzo pod publiczkę....

...To, co mam do zarzucenia kościołowi w Polsce dzisiaj - zresztą jako członek tego kościoła - to jest pazerny, nachalny, chamski materializm, który niszczy bardzo wiele rzeczy. W „Sarmacji" jest taki fragment (cytuję z pamięci): „Duchowieństwo nasze przyzwyczaiło się sprzedawać dary Ducha Świętego za pieniądze. A dojdzie do tego, że ani Ducha Świętego mieć nie będą, ani pieniędzy." Myślę, że do tego dąży Episkopat polski.
To co mówię podyktowane jest goryczą i smutkiem.

A antyklerykalizmu w sztuce jest tyle, ile soli w zupie. Żeby smakowała, ale nie była przesolona. Już Wacław Potocki pisał, że „Ksiądz drze do zdechu"...
Nie jestem antyklerykalny. To co opowiadam jest zwykłą treścią życia.

.. Nie piszę historii socjologicznej. Pokazuję problem, historię miejsca i jego poetycka stronę. Zadaję też pytania, z którymi Kościół powinien się rozliczyć.

... Skandal polega na tym, że Kościół ukarał nie tego, co trzeba. Dlaczego? Bo mężczyznom się odpuszcza. Kobietom się nie odpuszcza. Nie jestem feministką, ale mówię to z najgłębszym przekonaniem.

 

 

Wyszukiwarka

Aktualności

16.05.2015
"1945. Wojna i pokój." - to tytuł najnowszej książki Magdaleny Grzebałkowskiej, znanej w Kazimierzu m.in. ze świetnego artykułu w GW, poświęconego losom naszych kamieniołomów.
28.07.2014
Błyskotliwe, dowcipne teksty (i pieprzne podteksty), zrozumiałe dla tych, którzy nie celebrują domniemanej „magii" Kazimierza, a po prostu biorą go i rozumieją takim, jakim jest.
Muzyka z przestrzeni pomiędzy parodią a pastiszem, doceniana przez posiadaczy poczucia humoru oraz osoby muzykalne, czułe na nuty wpadające w ucho.
Oprócz zespołowych wykonawców obecnych jest tu parę miejscowych głosów, czasem bardzo rozpoznawalnych.
Sprawdźcie!
24.04.2014
OUTDOOR PHOTOGRAPHY CAMP to oferta wakacyjna dla dzieci i młodzieży: kurs języka angielskiego z udziałem native speakerów.

Strona 1 z 131  > >>