Poniedziałek

Liliana Cavani - reżyserka, prowokująca skandalistka, jej obrazy filmowe emanują obrazoburczymi wątkami z naciskiem na feministyczny akcent. Pozycję wybitnego twórcy kina włoskiego zapewnił Cavani film prezentowany w cyklu retrospektywy twórczości „Nocny portier" z 1974 roku.
Film, w moim odczuciu, wyjątkowy, niezwykle odważny, przepełniony scenami perwersyjnego seksu, brutalności, a jednak dotykający przy tym miłości. Spotkanie oprawcy z ofiarą nabiera nowego znaczenia, toksycznego uzależnienia, ciało przestaje odczuwać ból, każdy dotyk nawet ten raniący jest pożądany, sprawia przyjemność. Byłego oficera Trzeciej Rzeszy i obozową więźniarkę łączy sadomasochistyczna więź, uczucie, o którym nie są w stanie zapomnieć.
Cavani wprowadza nas w to uczucie ciemnymi, zimnymi i mokrymi przestrzeniami, punktowym niemalże gasnącym światłem, błękitem, szarością, deszczem. Niebezpieczni dla tajnej organizacji nazistów kochankowie sami zamykają się we własnym obozie koncentracyjnym. Dla mnie jedną z najbardziej wzruszających scen erotycznych w historii kina jest obraz, gdy bohaterka z głodu rzuca się na słoik z czerwonym dżemem, po czy dochodzi do zbliżenia pomiędzy bardzo już wyczerpanymi fizycznie ludźmi.
Podczas projekcji miałam nieodparte wrażenie, że przebywam w świecie „Rozpaczy" Fassbindera, spotęgowane dodatkowo przez znakomitą kreację, którą stworzył Dirk Bogarde. Aktor, który potrafi wzbudzać w widzu skrajne uczucia, od obrzydzania poprzez współczucie, aż do uwielbienia. Trzeba wspomnieć również o charyzmatycznie pięknej Charlotte Rampling. Nie przypominam sobie filmu, w którym postać przez nią grana byłaby „normalna". Nawet ostatnie dwa obrazy, kinowa „Melancholia" i telewizyjny „Laming" nie dają nam szansy na całkowitą akceptację bohaterki. Taka też jest Lucia Liliany Cavani. Kobieta przeklęta, perwersyjnie namiętna, obojętna na ból, zatracona w zakazanej miłości.
„Nocny portier" to dzieło jedyne w swojej „trudnej" kategorii.
Iza Łapińska

Ostatnim filmem trzeciego dnia festiwalu, wyświetlanym w ramach „Wielkiego Kina na Małym Rynku" był „Hiszpański Cyrk" Alexa de la Iglesii. Po obejrzeniu pierwszych scen, zapowiadał się na smutną, brutalną opowieść o wojnie domowej w Hiszpanii. Jednak zaskakująca fabuła, która przybrała raczej formę horroru, trzymała nas w napięciu do samego końca. Na wszystkich film wywarł podobne, dość psychodeliczne wrażenie. Scenerie, w których przebywali bohaterowie nadawały historii dodatkowej tajemniczości i wzmagały uczucie strachu. Większość wątków odbywała się w ciemnych, mrocznych pomieszczeniach lub w nocy. Od początku filmu widać było olbrzymią przemianę, jaka zachodziła w charakterze głównego bohatera. Zupełnie niewinny chłopiec w okrągłych okularach, pokrzywdzony przez los, wychowujący się bez rodziców, chciał zostać smutnym klaunem w cyrku, tak, jak jego zabity ojciec. I oto szaleńcza miłość do jednej kobiety zmieniła bieg wydarzeń o 180 stopni. Od tego momentu drastyczne posunięcia Javiera wywierały na nas coraz więcej skrajnych emocji. Sceny grozy przesycone były czarnym humorem. Narastające napięcie, aż do decydującego momentu, trzymało nas w niepewności. Rozwijająca się szybko akcja nie pozwalała odetchnąć nawet na krótką chwilę. Rozerwana na strzępy twarz, poparzona kwasem i gorącym żelazkiem, złamana dłoń, złamany kręgosłup, tryskająca krew, jeleń zjedzony na surowo...
Film, którego gatunek ciężko określić, jedyny w swoim rodzaju.
Kaja Łapińska i Anna Michalak


*
Wieczorem mieliśmy okazję obejrzeć fantastyczny spektakl z udziałem Zbigniewa Zamachowskiego, a już następnego dnia odbyło się spotkanie z tegorocznym bohaterem sekcji „I Bóg Stworzył Aktora". Artysta stwierdził, że cieszy się z udanego w pełni przebiegu widowiska, gdyż pierwszy raz miało ono tak szczególny charakter i było realizowane w plenerze. Zapewnił również o swoich pozytywnych wrażeniach z festiwalu i niezwykle ciepłego przyjęcia przez publikę. Następnie aktor opowiedział o swojej współpracy z młodymi twórcami, w takich filmach jak „Święta Krowa", którego światowa premiera odbędzie się już 5 sierpnia na festiwalu „Dwa Brzegi" oraz „Luksus" (reżyserowanego przez absolwenta łódzkiej Szkoły Filmowej). „Raczej nie stosuję podejścia pedagogicznego wobec młodych ludzi, z którymi pracuję. Próbuję się czegoś od nich nauczyć i „wywąchać" ich podejście do filmu, świeże spojrzenie. Jeśli tylko mogę, dyskretnie im pomagam, ale nie chcę ich przytłaczać swoim bagażem doświadczeń" -mówił artysta. Mogliśmy również usłyszeć opowieści, wspomnienia i liczne zabawne anegdoty aktora na temat jego pracy w zawodzie. Wprowadził nas m.in. w tajniki współpracy z reżyserem Kazimierzem Kutzem. „Filmy Kutza oglądałem jako młody człowiek w telewizji. Wywarły one na mnie nieodparte wrażenie, więc kiedy już zacząłem wykonywać swój zawód, marzyłem, że kiedyś spotkam go na swojej drodze i tak też się stało. Z nim wykonałem większość swoich robót, że tak powiem. To niezwykły człowiek, można by o nim opowiadać godzinami." Aktor podkreślił szczególne znaczenie jakie miała dla niego rola w „Zawróconym", która stała się jego ulubioną kreacją i spowodowała zwrot w jego życiorysie.
Wysłuchaliśmy także wrażeń Zbigniewa Zamachowskiego ze spotkań z takimi wybitnymi postaciami jak reżyser Krzysztof Kieślowski i aktor Jerzy Stuhr, a także poznaliśmy kulisy dubbingowania „Shreka". Aktor opowiadał o tym jak udaje mu się połączyć tak wiele dziedzin pracy artystycznej, poczynając od ról dramatycznych i komediowych w filmie, a kończąc na udziale w sztuce estradowej. „Ja gdzieś z tej estrady przez duże „E" wyszedłem. Chciałem być piosenkarzem, w szkole średniej pisałem piosenki, uczyłem się gry na fortepianie jeździłem po różnych festiwalach, w roku 80-tym dotarłem do Opola, wyśpiewałem sobie drugie miejsce i tam zostałem zauważony przez reżysera Krzysztofa Rogulskiego, który akurat szukał obsady(...).W moim zawodzie fajne jest to, żeby nie dać się zaszufladkować." Ciekawostką była też historia „Festiwalu piosenki umundurowanej" , którego powstanie zainicjował Zbigniew Zamachowski z Zenonem Laskowikiem początkowo w formie żartu. Sam aktor przyznał, iż udało im się wówczas „zrobić zupę z gwoździa". Artysta opowiadał o swojej pracy za granicą, uznał ją jako niezwykle ciekawe doświadczenie, możliwość poznania różnych uwarunkowań kulturalnych i klimatycznych. Natomiast o obronie swojej pracy magisterskiej Zbigniew Zamachowski mówił tak: „Głównym motywem obrony tej pracy było to, że jestem wykładowcą szkoły teatralnej i jest to wymóg. Dla mnie było to jednak również duże przeżycie, bo odbyłem podróż sentymentalną w przeszłość. Napisałem tą pracę od serca, to pięćdziesiąt stron wspomnień o Jerzym Grzegorzewskim i mojej współpracy z nim." Jedno z końcowych pytań do aktora dotyczyło kryteriów według, których przyjmuje on role. „Głównym jest oczywiście scenariusz(...) Staram się też dobierać tak role, aby uniknąć powielania wizerunku, aby to nie był ciągle ten sam Zamachowski. Staram się dbać o taki płodozmian". To tylko część treści jakie przekazał nam Zbigniew Zamachowski na tym niezwykle owocnym i ciekawym spotkaniu, które spowodowało, że jesteśmy jeszcze bardziej zaintrygowane osobą aktora i jego twórczością.

Anna Michalak i Kaja Łapińska

Wyszukiwarka

Aktualności

16.05.2015
"1945. Wojna i pokój." - to tytuł najnowszej książki Magdaleny Grzebałkowskiej, znanej w Kazimierzu m.in. ze świetnego artykułu w GW, poświęconego losom naszych kamieniołomów.
28.07.2014
Błyskotliwe, dowcipne teksty (i pieprzne podteksty), zrozumiałe dla tych, którzy nie celebrują domniemanej „magii" Kazimierza, a po prostu biorą go i rozumieją takim, jakim jest.
Muzyka z przestrzeni pomiędzy parodią a pastiszem, doceniana przez posiadaczy poczucia humoru oraz osoby muzykalne, czułe na nuty wpadające w ucho.
Oprócz zespołowych wykonawców obecnych jest tu parę miejscowych głosów, czasem bardzo rozpoznawalnych.
Sprawdźcie!
24.04.2014
OUTDOOR PHOTOGRAPHY CAMP to oferta wakacyjna dla dzieci i młodzieży: kurs języka angielskiego z udziałem native speakerów.

Strona 1 z 131  > >>