Pan Tadeusz w Kazimierzu

Do wrześniowej, ogólnopolskiej akcji „Narodowego czytania Pana Tadeusza" przyłączyli się mieszkańcy Kazimierza oraz nasi samorządowcy.
Ewa Wolna
Zaaranżowane, przytulne miejsce w zaciszu rynkowej studni przyciągało uwagę przechodniów. Ławki dla publiczności zapełniły się, wśród widzów znalazł się również pochodzący z Kazimierza dr Waldemar Siemiński, socjolog. Tak opowiadał o tym wydarzeniu:
„To triumf polskiej kultury.
Patrząc na czytających, przed oczami stanął mi zaraz obraz znany ze starego, wojennego zdjęcia: oddziały niemieckie ustawione w ordynku na rynku, przy tej samej studni, z karabinami i ze szpadlami. Tamta fotografia symbolizuje ówczesny plan, zwiastuje, że polska kultura i Kazimierz jako polskie miasto ma być wdeptany w ziemię, że nic ma z tego nie zostać.
A stało się całkiem inaczej.
To czytanie to wielkie wydarzenie, choć jednocześnie - jak każda impreza robiona masowo w skali całego kraju - nie unika ułomności. No bo wiadomo, kiedy się seryjnie czyta „Pana Tadeusza", to są momenty, kiedy ludzie uważnie słuchają, ale są i takie, w których nie słucha nikt. I wtedy to jest po prostu żenujące. Żenujące jest też, gdy przy „Panu Tadeuszu" słychać ogłuszający warkot startujących motocykli albo głosy ludzi umawiających się na piwo... Ale w sumie jest to impreza wspaniała. Ja miałem w dodatku tę niewątpliwą przyjemność i pouczającą stronę wydarzenia, że stała koło mnie wybitna znawczyni Mickiewicza, kazimierzanka, prof. Zofia Mitosek. Ona komentowała, ja słuchałem i się uczyłem. Była to inna nauka niż ta w szkole, kiedy ma się przed sobą lekturę obowiązkową. Przerabiać szkolne zadanie, a naprawdę coś wiedzieć o „Panu Tadeuszu" - to dwie różne sprawy. Prof. Mitosek mówiła mi np. jak „Pan Tadeusz" jest odbierany na zachodzie. Wiadomo, że my go odbieramy bardzo poważnie, bardzo serio, niekiedy z uśmiechem, bo niektóre opisy budzą i u nas uczucie wesołości, ale na zachodzie utwór jest odbierany jako poemat ironiczny. Prof. Mitosek nazywa to za innym znawcą „ironią serdeczną". I to wszystko można sobie przemyśleć słuchając.
No a fakt, że czyta burmistrz - i czyta to zupełnie nieźle - to jest dodatkowa jakość. Burmistrz miał zresztą bardzo dobry fragment, taki trochę „pod niego" (nie wiem czy to przypadek). Czytał akurat o władzach i o szarżach, które były przy stole i o broni, którą burmistrz bezkrwawo musi się posługiwać. O tym czytał i to bardzo wszystko do siebie pasowało.
Najbardziej jednak wzruszający był Marcin Pisula i fragment, który czytał, a nawet więcej - powiedział z pamięci. To było wspaniałe. Wzruszające. Bardzo piękne. A cała akcja wartościowa. Szkoda może, że nie było silniejszego nagłośnienia, bo ludzie przy kawiarnianych stolikach słuchaliby wtedy „Pana Tadeusza". (Najgorzej mieli ci biedni bluesmeni z rynku, którzy nie mogli w tym czasie grać i zarabiać pieniędzy...)
To jest triumf polskości. Triumf tego, że nie daliśmy się wdeptać ziemię, świadectwo, że polska kultura kwitnie."
Marcin Pisula
Wśród interpretatorów znaleźli się m.in. radna RM Ewa Wolna, sekretarz Gminy Małgorzata Kuś, dyr. KOKPiT-u Monika Dudzińska i kazimierska młodzież.
burmistrz grzegorz Dunia
Małgorzata Kuś
Maciek Jaszczyński
Przychylamy się do opinii dr Siemińskiego: według nas również absolutnie bezkonkurencyjny był niezawodny talent radnego powiatowego, a zarazem nauczyciela historii, Marcina Pisuli. W jego wykonaniu tekst ożywał - prawdziwy, czuły, z odjętym patosem.
Zważmy, że czytano nie tylko spektakularnie, pod studnią mieszczanom, ale i w cichych obejściach zaścianka:
obejrzyj...

 

Wyszukiwarka

Aktualności

16.05.2015
"1945. Wojna i pokój." - to tytuł najnowszej książki Magdaleny Grzebałkowskiej, znanej w Kazimierzu m.in. ze świetnego artykułu w GW, poświęconego losom naszych kamieniołomów.
28.07.2014
Błyskotliwe, dowcipne teksty (i pieprzne podteksty), zrozumiałe dla tych, którzy nie celebrują domniemanej „magii" Kazimierza, a po prostu biorą go i rozumieją takim, jakim jest.
Muzyka z przestrzeni pomiędzy parodią a pastiszem, doceniana przez posiadaczy poczucia humoru oraz osoby muzykalne, czułe na nuty wpadające w ucho.
Oprócz zespołowych wykonawców obecnych jest tu parę miejscowych głosów, czasem bardzo rozpoznawalnych.
Sprawdźcie!
24.04.2014
OUTDOOR PHOTOGRAPHY CAMP to oferta wakacyjna dla dzieci i młodzieży: kurs języka angielskiego z udziałem native speakerów.

Strona 1 z 131  > >>