Nie doczekał 65. rocznicy powstania Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau

Przemysław Bibik, Adam Cyra

Kazimierz Smoleń (1920-2012)

Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu zostało utworzone staraniem polskich więźniów politycznych, co formalnie potwierdziła ustawa polskiego sejmu z 2 lipca 1947 r.
Jego głównym twórcą był Kazimierz Smoleń, długoletni więzień niemieckich, nazistowskich obozów koncentracyjnych.

Zmarłego w rocznicę wyzwolenia KL Auschwitz 27 stycznia 2012 r., Kazimierza Smolenia, byłego więźnia obozów Auschwitz i Mauthausen, który kierował oświęcimskim Muzeum od 1955-1990 roku, czyli przez trzydzieści pięć lat swojego życia, po raz pierwszy spotkałem na początku lipca 2007 r.
Był on jednym z gości międzynarodowej konferencji „Pamięć - Świadomość -Odpowiedzialność", która została zorganizowana z okazji sześćdziesiątej rocznicy utworzenia oświęcimskiego Muzeum w 2007 r. Kilka tygodni później, za sprawą pomysłu dr. Adama Cyry, nagrałem z tym niezwykłym świadkiem historii obszerną relację dotyczącą początków Muzeum. Jej fragmenty wkrótce zostały opublikowane w „Biuletynie Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem".

 

Dwa lata później - jesienią 2009 r. rozpoczynam zbieranie materiałów do biografii Kazimierza Smolenia.
Kompletowanie materiałów dotyczących byłego dyrektora oświęcimskiego Muzeum, pomimo że niekiedy było pracą żmudną, wymagającą wiele samozaparcia oraz wysiłku,
z czasem stało się dla mnie pasjonującą lekcją historii i podróżą w przeszłość.

Ze Smoleniem prowadziłem wielogodzinne rozmowy. Nasze spotkania odbywały się zawsze w jego biurze. Często brał w nich udział dr Adam Cyra, służąc mi dodatkowo swoimi uwagami. Biuro Kazimierza Smolenia, w którym spotykaliśmy się, mieściło się w Muzeum na pierwszym piętrze bloku nr 23 i pełne był dokumentów, książek i kwiatów. Nad jego drzwiami widniał napis: „Mgr Kazimierz Smoleń, Międzynarodowy Komitet Oświęcimski".

Kiedy po raz pierwszy zjawiłem się o umówionej godzinie. Kazimierz Smoleń ubrany jak zawsze w garnitur, rozmawiał przez telefon. Po chwili odłożył słuchawkę. Ale pan jest punktualny - powiedział z uśmiechem. Podaliśmy sobie ręce - tego uścisku nigdy nie zapomnę.
Jest zwyczajna niedziela, nagrywamy kolejną relację. Na jego twarzy niekiedy dostrzegałem lekkie zmęczenie. Pomimo tego, on chce rozmawiać - nigdy nie odmawia. W międzyczasie wyjeżdża za granicę - to do rodziny, to na spotkania z młodzieżą. Wobec mnie jest zawsze życzliwy, choć podobno taki był nie dla wszystkich. Chyba trochę mi zaufał. Od niego dowiaduję się o historii obozu Auschwitz więcej, niż od niejednego historyka, zajmującego się tą tematyką. Często wyłączamy magnetofon i dyskutujemy sprawach, które nie powinny wydostać się za drzwi jego gabinetu. Udaje mi się dowiedzieć od niego bardzo wiele. Jednak zdaję sobie sprawę, że nie wszystko.

Dyrektor, bo tak do niego mówię, podpisuje mi kolejną relację. Po każdym spotkaniu z nim, uświadamiam sobie, że jestem wyróżniony. Przede mną stoi wielka odpowiedzialność. Chcę napisać jego prawdziwą historię jak najlepiej, ale też względnie szybko. Ale ja pana zanudzam. Za dużo gadam. Czy pana to interesuje? - Smoleń pyta mnie podczas jednego z naszych ostatnich spotkań. Tak, niech pan gada - wyrwało mi się. Obaj zaczynamy się śmiać. Z tych opowieści wyłaniała się powoli biografia tego niezwykłego człowieka, którą jako pracę magisterską, zatytułowaną „Kazimierz Smoleń - więzień nazistowskich obozów koncentracyjnych, organizator i dyrektor Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu" obroniłem jako politolog w czerwcu 2011 r. na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.
Praca ta została wyróżniona w konkursie Instytutu Pamięci Narodowej w 2012 r.
Przemysław Bibik

Kazimierz Smoleń urodził się 19 kwietnia 1920 r. w Chorzowie, gdzie ukończył szkołę powszechną, a następnie Państwowego Liceum i Gimnazjum im. Odrowążów, w którego murach uzyskał maturę w 1938 r. Ojciec Kazimierza - Józef Smoleń brał udział we wszystkich powstaniach śląskich, w latach późniejszych zostając prezesem chorzowskiej grupy Związku Powstańców Śląskich (zginął w KL Mauthausen w 1941 r.)
Pod koniec grudnia 1939 r. Kazimierz Smoleń rozpoczął konspiracyjną działalności w Polskiej Organizacji Partyzanckiej (POP), za co został aresztowany przez gestapo w kwietniu 1940 r. i umieszczony w więzieniu policyjnym w Chorzowie, a następnie w więzieniu przejściowym w Sosnowcu, skąd przewieziono go do KL Auschwitz 6 lipca 1940 r. W oświęcimskim obozie oznaczono go numerem 1327 i więziony był w nim do 18 stycznia 1945 r. Ewakuowany do KL Mauthausen, przebywał również w jego podobozach Melk i Ebensee, gdzie doczekał wyzwolenia przez żołnierzy amerykańskich 6 maja 1945 r.
Po wojnie ukończył studia na Wydziale Prawa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. W 1955 r. został powołany na stanowisko dyrektora Muzeum Auschwitz-Birkenau, na którym pracował do 1990 r., kiedy przeszedł na emeryturę. Był autorem wielu scenariuszy zarówno wystawienniczych jak i filmowych. Jeszcze przed objęciem stanowiska dyrektora Muzeum, w lutym 1955 r. brał udział przy opracowywaniu scenariusza wystawy stałej Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, którą do dzisiaj oglądają setki tysięcy odwiedzających rokrocznie Muzeum.
Kazimierz Smoleń, przeszedł na zasłużoną emeryturę dopiero w wieku siedemdziesięciu lat. Było to w połowie maja 1990 r. Przez 35 lat był dyrektorem Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.
Na przestrzeni ostatnich lat Kazimierz Smoleń wielokrotnie spotykał się z młodzieżą polską i niemiecką. Dla Niemców wygłaszał prelekcje m.in. w Międzynarodowym Domu Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu, przykuwając zawsze uwagę słuchaczy jako niezwykły znawca historii KL Auschwitz i żywy świadek historii.
W 2004 r. Kazimierz Smoleń został odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Wciąż dużo pracował. Ponadto swoją wiedzą i doświadczeniem służył nie tylko pracownikom Muzeum, ale także każdemu, kto zwrócił się do niego z prośbą o pomoc.
Zmarł w Oświęcimiu w dniu 27 stycznia 2012 r., dokładnie w 67. rocznicę wyzwolenia KL Auschwitz, mając 91 lat.

Przemysław Bibik
Adam Cyra

______________________________

Przemysław Bibik - (ur. 1987 r.),
magister nauk politycznych w zakresie komunikacji społecznej i dziennikarstwa. Absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. rtm. Witolda Pileckiego w Oświęcimiu oraz Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Uczestnik dwunastej edycji studiów podyplomowych Totalitaryzm-Nazizm-Holocaust, organizowanych przez Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau oraz Wydział Humanistyczny Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie. Autor m.in. pierwszego opracowania dotyczącego historii polskich narodowców więzionych w KL Auschwitz, którego obszerne fragmenty zostały opublikowane w 2010 r. w książce pod red. prof. dr. hab. Bogumiła Grotta pt. Różne oblicza nacjonalizmów. Polityka-Religia-Etos. Interesuje się problematyką ludobójstwa, historią KL Auschwitz i Kresów Wschodnich RP oraz dziejami polskiego ruchu narodowego.
__________________________________
''Już w obozie więźniowie mówili'' -
rozmowa z Kazimierzem Smoleniem


Rozmowa Przemysława Bibika z Kazimierzem Smoleniem z 2010 r.:

Dzisiaj ma pan już dziewięćdziesiąt lat. Jest pan wyjątkowym człowiekiem, świadkiem historii, najpierw więźniem obozów koncentracyjnych Auschwitz i Mauthausen, a następnie przez trzydzieści pięć lat dyrektorem Muzeum (1955-1990), które powstało na terenie byłego niemieckiego nazistowskiego obozu Auschwitz - Birkenau.
Tworzył pan to Muzeum, aby przyszłe pokolenia pamiętały o tamtych tragicznych wydarzeniach. Jak pan wspomina tamte czasy?

Kazimierz Smoleń:
Na wstępie chciałem powiedzieć, że już w obozie więźniowie mówili, że tak wielka zbrodnia, jaka tutaj została popełniona, powinna znaleźć jakieś po wojnie uczczenie.
Nie wiedzieliśmy, jaka forma to ma być, tylko mówiono „uczczenie" w formie pomnika lub w formie czegoś innego, lecz wówczas słowo „muzeum" jeszcze nie padało.

P. B.: Kiedy podjęto konkretne działania w sprawie upamiętnienia?

K. S.: W dniu 31 grudnia 1945 r. na plenarnym posiedzeniu Krajowej Rady Narodowej były więzień KL Auschwitz, poseł Alfred Fiderkiewicz złożył w imieniu grupy posłów wniosek o upamiętnienie terenów byłych obozów koncentracyjnych: Auschwitz i Majdanek. Poselska Komisja Kultury i Sztuki ten wniosek jednogłośnie przyjęła w dniu 1 lutego 1946 r. Ustawa o powstaniu Państwowego Muzeum w Oświęcimiu została ogłoszona w dniu 2 lipca 1947 r.
W Warszawie działał już Centralny Zarząd Muzeów, którym kierował znany profesor Stanisław Lorentz. Sprawami tworzenia oświęcimskiego Muzeum w tej placówce zajmował się m.in. mój kolega z obozu profesor Ludwik Rajewski. Mianowano dwóch dyrektorów Państwowego Muzeum w Oświęcimiu. Jednym z nich był Mieczysław Gadomski, zwany w obozie „Mydlarzem", natomiast drugim Tadeusz Wąsowicz, który był również moim kolegą z obozu. Pracowaliśmy wraz ze wspomnianym Ludwikiem Rajewskim w jednym komandzie - Aufnahmekommando, czyli służba ewidencyjna w obozie, rejestrująca nowo przywiezionych więźniów.

P.B.: Czy był jakiś wzorzec, w oparciu o który tworzono Muzeum w Oświęcimiu?

K.S.: W chwili powołania do życia Muzeum martyrologicznego w Oświęcimiu nie istniał w świecie żaden jego odpowiednik. Początkowo ograniczano więc działalność do roli administracyjno-organizacyjnej oraz koncentrowano się na oprowadzaniu wycieczek. Chodziło przede wszystkim o opiekę nad byłym obozem i o utrzymanie na tym terenie porządku, żeby tu nic nie zostało zniszczone.
Wśród pierwszych pracowników Muzeum było bardzo dużo byłych więźniów KL Auschwitz np. Erwin Bartel, Jerzy Adam Brandhuber, Stanisław Hantz, Władysław Kowanetz, Eugeniusz Nosal, Wilibald Pająk, Walenty Perec, Jerzy Pozimski, Karol Rydecki, Władysław Siwek, Tadeusz Szymański, Franciszek Targosz, czy Adam Żłobnicki.
Już wówczas powstało także z inicjatywy dyrektora Tadeusza Wąsowicza - Towarzystwo Opieki nad Oświęcimiem, którego przewodniczącym był ksiądz infułat dr Ferdynand Machay, archiprezbiter bazyliki Mariackiej w Krakowie. Towarzystwo było bardzo ubogie i zrzeszało głównie byłych więźniów, chętnych do pracy społecznej np. Alfred Woycicki, czy Jan Sehn, który był wtedy sędzią śledczym do spraw ścigania zbrodni hitlerowskich. Nie szkolono wówczas jeszcze żadnych przewodników, znających całość historii KL Auschwitz. Każdy z byłych więźniów, będący przewodnikiem, opowiadał głównie własne przeżycia obozowe.

P.B.: Czy były wówczas ekspozycje muzealne?

K.S.: Pierwszą wystawę zrobiono w piwnicy bloku nr 4 na powierzchni około 200 m kwadratowych. Była ona jeszcze bardzo prymitywna. Wśród eksponatów znajdowały się m.in. dwa sandałki, jakieś dwie, czy trzy pary butów oraz kilka walizek. Oficjalne otwarcie tej ekspozycji nastąpiło w Muzeum w Oświęcimiu w dniu 14 czerwca 1947 r., w siódmą rocznicę przywiezienia do KL Auschwitz pierwszego transportu polskich więźniów politycznych z Tarnowa. W uroczystości licznie wzięli udział byli więźniowie i ich rodziny oraz przedstawiciele ówczesnych najwyższych władz państwowych na czele z premierem Józefem Cyrankiewiczem, który również był więźniem KL Auschwitz.

P.B.: Jakie kierunki działania Muzeum w Oświęcimiu uważał pan za najważniejsze?

K.S.: Na przykład przez cały czas uporczywie uważałem, że bardzo istotna jest informacja o więźniach, a nie było w ogóle żadnej kartoteki, bo kartoteki niemieckie były w większości zniszczone i starano się je dopiero odtworzyć. Prace nad ich sporządzaniem zapoczątkował jeden z byłych więźniów. Był nim Karol Rydecki, przedwojenny policjant, który też pracował w Muzeum. Pochodził z Warszawy i został przywieziony do KL Auschwitz w pierwszym transporcie warszawskim. Prowadził on zeszyt, do którego wpisywał to co ewentualnie w zachowanych, nielicznych dokumentach można było znaleźć, chociaż w Muzeum właściwie żadnych dokumentów nie było, bo albo zostały wywiezione do Związku Sowieckiego, albo te, które pozostały, były przechowywane w Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Krakowie. I tam właśnie sięgano do nich, a że często były tam jakieś notatki, to przepisywano je do zeszytu i z niego udzielano informacji. Więc pierwsza rzecz to kartoteki, ale wówczas środki finansowe nie pozwalały na ich sporządzanie. Poza tym nie mieliśmy dokumentacji.
W tym czasie ukończyłem studia prawnicze i odbywałem aplikację w wojewódzkim sądzie w Krakowie. Wtedy powiedziano mi, że można by uporządkować i opracować dokumentację, która została zgromadzona w śledztwie, podczas procesu komendanta obozu Rudolfa Hőssa w Warszawie oraz później w czasie procesu czterdziestu członków załogi obozu oświęcimskiego w Krakowie. Zgromadzone dokumenty należało przede wszystkim oczyścić, poddać je konserwacji i później opracować. W związku z tym dyrektor Wąsowicz razem z prof. dr. Janem Sehnem ustalili, że przy Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Krakowie powstanie taka komórka, która będzie zaczątkiem archiwum Państwowego Muzeum w Oświęcimiu. W tej komórce kierownikiem był właśnie profesor Sehn i ja. Pensje otrzymywaliśmy z Muzeum, jakkolwiek nie pracowaliśmy w Oświęcimiu, lecz w Krakowie.
W pierwszej połowie lat, pięćdziesiątych Okręgowe Komisje Badania Zbrodni Hitlerowskich zostały zlikwidowane i w związku z tym wszystkie te akta, które były w Krakowie, zostały przekazane do Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Warszawie. I często, jak potrzebne nam były jakieś dokumenty, to musieliśmy jechać do Warszawy, aby je sprowadzić do Muzeum.

P.B.: Czy były organizowane szkolenia przewodników, którzy oprowadzali po terenie Muzeum?

K.S.: Ze szkoleniem przewodników również były problemy, ponieważ oprowadzaniem wycieczek zajmowali się głównie byli więźniowie, najczęściej mający ukończoną zaledwie szkołę powszechną. Ale powiadam, trzeba ich było jakoś wyszkolić. Od czasu do czasu przyjeżdżałem z Krakowa do Oświęcimia, to nie było regularnie i przeprowadzałem takie pogadanki z nimi, zapoznając ich z różnymi dokumentami obozowymi. Przy czym trzeba było zawsze zwracać uwagę na to, że to byli ludzie z reguły niezbyt wykształceni.

P. B.: Ilu pracowników było wtedy w Muzeum?
K. S.: Pracowników było wówczas, trzydziestu może, więcej nie. Były to głównie sprzątaczki i rzemieślnicy o niezbyt wysokich kwalifikacjach. Często taki rzemieślnik podawał, że jest murarzem, a nie był murarzem, ale to były początki naszej działalności. Zresztą pensje w Muzeum były wówczas bardzo niskie. I pieniądze przeznaczane na jego utrzymanie były również niewielkie. Nie było wówczas żadnego wydawnictwa. Jedynie Towarzystwo Opieki nad Oświęcimiem wydawało pocztówki z fotografiami terenów poobozowych, na których był zamieszczony apel: „Złóż ofiarę na Muzeum". W 1952 r. zmarł Tadeusz Wąsowicz, podczas operacji na tarczycę. Nowym dyrektorem został Wiernek, a wicedyrektorem Bezwiński. Obydwaj pracowali tutaj i nie byli więźniami KL Auschwitz. Bezwiński zatrudnił potem w Muzeum swoją żonę, która była historykiem i pracowała przy tworzeniu biblioteki.

P.B.: Kiedy pan został dyrektorem Muzeum i w jakich okolicznościach powstała ekspozycja muzealna, która istnieje do dzisiaj?

K.S.: W 1954 r., kiedy już nie pracowałem w sądzie w Krakowie, otrzymałem wraz z kilkoma innymi byłymi więźniami wezwanie do Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej - Wydział Kultury. Nie wiedziałem po co mam tam iść, bo nie miałem nic z partią wspólnego i nigdy nie byłem członkiem PZPR. Na to spotkanie wraz ze mną został wezwany m.in. wspominany już profesor Sehn, pisarz i poeta Tadeusz Hołuj, Stanisław Kłodziński oraz naczelny redaktor tygodnika „Za Wolność i Lud", który był organem prasowym kombatantów i byłych więźniów obozów koncentracyjnych. Na zebraniu, prowadzonym przez kierowniczkę Wydziału Kultury KC PZPR, dowiedziałem się, że w blokach poobozowych w Oświęcimiu ma powstać wystawa i w związku z tym jesteśmy wszyscy oddelegowani do tej pracy. Zamieszkaliśmy w prymitywnych warunkach, w trzech blokach znajdujących się poza drutami byłego obozu macierzystego. Wśród nas Balenstedt był takim głównym plastykiem od tej wystawy - to był Polak z Krakowa, podobno ukończył jakąś francuską akademię. My z kolei pracowaliśmy nad jej scenariuszem, a ja dodatkowo zajmowałem się wyborem dokumentów do niej. W ciągu mniej więcej od listopada 1954 r. do kwietnia 1955 r. wystawa była gotowa. I to jest ta ekspozycja, która istnieje do dzisiaj. Jej otwarcia w dniu 15 kwietnia 1955 r. dokonał premier Józef Cyrankiewicz. Została ona wykonana w bardzo szybkim tempie. Zobaczymy jak dzisiaj będzie ta wystawa robiona - ta nowa, która ma być. W każdym razie zrobiono ją i wszyscy byli zadowoleni. Scenariusz tej wystawy zawsze był uzgadniany z różnymi komisjami, najczęściej z Komitetu Centralnego PZPR, ze Związku Bojowników o Wolność i Demokrację oraz z Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie.
Przeglądali projekty scenariusza, albo już częściowo nawet urządzone niektóre sale wystawowe. Wyrażali różne krytyczne uwagi, np. jeden z nich krytykował taki wielki napis na ścianie: „1 września 1939 r. - wybuch II wojny światowej", zastanawiając się, czy datę 1 września 1939 r. należy uznać za początek drugiej wojny światowej, czy to powinna być data: „22 czerwca 1941 r." Ale skrytykowali go inni, że jednak jest to: „1 września 1939 r." Na nowej wystawie w bloku nr 15 przechodziło się na parterze przez trzy sale, w których przedstawiono, jak doszło do wybuchu drugiej wojny światowej.
I potem dopiero blok nr 4 - masowa zagłada Żydów, wystawa już ściśle związana z historią KL Auschwitz.
Trzeba podkreślić, że wszystkie wystawy w poobozowych blokach, oznaczonych numerami od 4 do 7, zrobiono w bardzo krótkim czasie, w ciągu 4 - 5 miesięcy. Dyrektorem wtedy był jeszcze Wiernek, który wkrótce po zakończeniu prac nad nową ekspozycją został przeniesiony najprawdopodobniej do pracy w Urzędzie Wojewódzkim w Krakowie. Wtedy mnie mianowano dyrektorem Muzeum.
P.B.: A dokładna data kiedy został pan dyrektorem i jakie pan wtedy podjął decyzje?

K. S.: Przyszedłem do Muzeum, obejmując stanowisko dyrektora w pierwszych dniach października 1955 r. Natychmiast przystąpiłem do pracy, tworząc piony organizacyjne wewnątrz Muzeum.
Powstał Dział Sztuki, nazywany pracownią plastyczną, który prowadził były więzień KL Auschwitz, Tadeusz Myszkowski z Zakopanego. Potem powstał Dział Fotograficzny i Konserwatorski. Takie dziwne połączenia wtedy były, bo nie mieliśmy zbyt dużego doświadczenia w tej pracy. Zaczęliśmy tworzyć bibliotekę, gdzie podjęła pracę Jadwiga Bezwińska, która później obroniła doktorat. Było bardzo skromne archiwum - na dwóch, najwyżej trzech półkach leżała dokumentacja, więcej nie. Ale już wtedy podjąłem decyzję, że trzeba jak najszybciej tworzyć kartotekę o byłych więźniach KL Auschwitz, bo zaczynaliśmy otrzymywać coraz więcej listów od rodzin więźniów zamordowanych w obozie. Wówczas postanowiliśmy zabiegać, gdziekolwiek to było tylko możliwe, aby zachowane akta obozowe, które - jak wspominałem - znajdowały się w tym czasie w Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Warszawie, przekazano do Muzeum, bo uważaliśmy, że tutaj jest ich miejsce. A one były wszystkie składowane na ul. Koszykowej - w siedzibie tej Komisji, która mieściła się w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego, dzisiejsze Ministerstwo Sprawiedliwości. Wówczas premier Józef Cyrankiewicz powiedział, że należy te dokumenty przekazać do Muzeum, z tym, że musimy sobie na ich przechowywanie przygotować odpowiedni blok. Wybraliśmy na ten cel blok nr 24 - przyjechała komisja z naczelnym dyrektorem Archiwów Państwowych - Altman zdaje się nazywał. Uznał on, że warunki, w których tutaj będą te akta przechowywane, są o wiele lepsze niż tam, w tych piwnicach przy ul. Koszykowej w Warszawie. Wtedy otrzymaliśmy to, co mamy do dziś w Muzeum, czyli m.in. akta z procesu Hőssa oraz akta z procesu załogi oświęcimskiej w Krakowie. Wprawdzie w wypadku tych akt, nie są to oryginały, bowiem w kopiach wszystko zostało przekazane, ponieważ była to dokumentacja sądowa i dlatego oryginały musiały pozostać w archiwum Ministerstwa Sprawiedliwości w Warszawie.
P.B.: Omówienie pełnej działalności Państwowego Muzeum w Oświęcimiu w latach 1955-1990, kiedy pan był dyrektorem tej placówki, zajęłoby wiele miejsca i dlatego na tym zakończyłbym ten wywiad, odsyłając szczególnie zainteresowanych do pańskiego opracowania: Kazimierz Smoleń, Państwowe Muzeum w Oświęcimiu. Organizacja i działalność, „Muzea Walki" 1969 nr 1. Dziękuję panu serdecznie za poświęcony mi czas i udzielenie powyższego wywiadu.

K.S.: Dziękuję za uwagę.

Kazimierz Smoleń zmarł 27 stycznia 2012 r.
------------------------------------
Rozmowa została przeprowadzona przez Przemysława Bibika, studenta politologii Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Wywiad został opracowany przez Przemysława Bibika pod kierunkiem dr. Adama Cyry z Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

 

Wyszukiwarka

Aktualności

16.05.2015
"1945. Wojna i pokój." - to tytuł najnowszej książki Magdaleny Grzebałkowskiej, znanej w Kazimierzu m.in. ze świetnego artykułu w GW, poświęconego losom naszych kamieniołomów.
28.07.2014
Błyskotliwe, dowcipne teksty (i pieprzne podteksty), zrozumiałe dla tych, którzy nie celebrują domniemanej „magii" Kazimierza, a po prostu biorą go i rozumieją takim, jakim jest.
Muzyka z przestrzeni pomiędzy parodią a pastiszem, doceniana przez posiadaczy poczucia humoru oraz osoby muzykalne, czułe na nuty wpadające w ucho.
Oprócz zespołowych wykonawców obecnych jest tu parę miejscowych głosów, czasem bardzo rozpoznawalnych.
Sprawdźcie!
24.04.2014
OUTDOOR PHOTOGRAPHY CAMP to oferta wakacyjna dla dzieci i młodzieży: kurs języka angielskiego z udziałem native speakerów.

Strona 1 z 131  > >>