Miłka Szczepkowska Opowiastka cz. 5

Stworzenie mlasnęło trzy razy, zbliżyło pyszczek do ścianki słoika i spojrzało w oczy Kółeczka. Chłopcu przez moment wydawało się, że zagląda do wnętrza wulkanu, będącego u szczytu swojej aktywności. Potem blask przygasł, a Babcia delikatnie odkręciła wieko słoika i wypuściła świetlistą smużkę.
- Jest twój - powiedziała z powagą.
Urodzinowe śniadanie było wspaniałe. Tym bardziej, że w perspektywie czekał Kółeczko dzień bez żadnych obowiązków i przykrości.
Smok, a raczej smoczek (bo było to jeszcze dziecko) penetrował najbliższą okolicę. Jako bazę wypadową wybrał grubą, porcelitową maselniczkę, po uprzednim doprowadzeniu jej zawartości do stanu wrzenia. Na początku Mama patrzyła z zachwytem jak łapie muchy krążące wokół żyrandola, ale tylko do momentu, gdy w swoich myśliwskich zapędach wypalił dwie spore dziury w nowych, koronkowych firankach. Po obfitym posiłku, złożonym z dwudziestu ośmiu much, jednej sennej ćmy i łyka kawy z filiżanki Taty, smoczek zasnął wśród kromek chleba. Nad stołem zaczął się unosić zapach świeżo przypieczonych grzanek.
Po chwilach radości zawisło nad Kółeczkiem stado czarnych myśli - co będzie jak on usiądzie ciotce kuli na jej monstrualnym, tapirowanym koku, albo na łysinie drzemiącego pana Romba? Co będzie jadł, jak wyrośnie? Ptaki? Barany? Nie, nie barany, bo podobno są niezdrowe dla smoków. - A jak urośnie bardzo duży to nie pomyli motolotniarza z muchą?
Z dna paniki wyrwał go glos Babci:
- Kółeczko! O czym ty myślisz? Przecież one nie rosną duże. Dorosły osobnik tego gatunku wielkością jest zbliżony do sroki, a oprócz owadów je jajko, krwiste befsztyki i pieczone żaby.
- Żaby?! Babciu! A co z królewną?
- Ona już wie. Będzie zachowywała się daleko posuniętą ostrożność.
Kółeczko delikatnie wyciągnął z koszyka najmniej przypalony tost i zaczął go chrupać.
Tego popołudnia Kółeczko wybrał się na ryby, czyli poleżeć nad wodą i pomarzyć o czymś, co chciał, aby się wydarzyło. Spakował dwie wędki, jednego robaczka (bo reszta uciekła z nieszczelnego pudełka) i dużą, papierową torbę, ozdobioną portretem Mikołaja, pełną kanapek i ciastek ( to na wypadek, gdyby głód próbował zakłócić słodkie lenistwo).
Leżąc na plecach i obserwując nieustającą metamorfozę letnich chmur, poczuł na karku czyjeś świdrujące spojrzenie. Kółeczko podniósł się na czworaki i wykonał obrót o sto osiemdziesiąt stopni. Na kamieniu, do połowy zanurzone w wodzie siedziało stworzenie wielkości kota i właśnie drapało się pod pachą.
- Kim jesteś? - zapytał Kółeczko.
Para czarnych jak dżety oczek spojrzała z niekłamaną pogardą, a ich posiadacz powrócił do przerwanej toalety.
- Kim jesteś? - ponowił pytanie.
Istotka podrapała się za uchem i powiedziała:
- Nie widzisz niedouku??? Jestem syreną!
Kółeczko szeroko otworzył oczy:
- Syreną? Przecież syreny mają rybi ogon, długie włosy i są piękne, a twój ogon wygląda jak kawałek postrzępionego sznurka, a włosy to...
- ...Duńskie gadanie! - przerwało mu stworzenie.
- Chyba austriackie - sprostował Kółeczko.
- Duńskie, bo ten, który pierwszy podał do publicznej wiadomości te bzdury był Duńczykiem. Tfu! -splunął na płaski liść grzybienia.
Kółeczko usiadł wygodnie, by przemyśleć te rewelacje. W żołądku poczuł delikatne ssanie, więc szybko zapytał:
- A co jedzą syreny?
Stworzenie skierowało czarny, ruchliwy nosek w stronę torby z prowiantem i powiedziało:
- Kanapki z jajkiem i z ogórkiem oraz owsiane ciasteczka.
Kółeczko bardzo się ucieszył z perspektywy towarzystwa przy podwieczorku. Niestety, zaplanowana uczta nie doszła do skutku. Z zarośli wikliny wyłoniło się dwóch wędkarzy. Jeden z nich miał na sobie białą koszulę, krawat i garnitur, a na nogach lakierki. Kółeczko tak zafascynował niekonwencjonalny strój amatora połowów, że nie zauważył jak rozmówczyni wykonała efektowny skok do wody i zniknęła w plątaninie przybrzeżnych korzeni.
W ogrodzie Mama przycinała przekwitłe róże. Kółeczko już od furtki krzyczał:
- Mamo! Mamo! Widziałem syrenę!

Wyszukiwarka

Aktualności

16.05.2015
"1945. Wojna i pokój." - to tytuł najnowszej książki Magdaleny Grzebałkowskiej, znanej w Kazimierzu m.in. ze świetnego artykułu w GW, poświęconego losom naszych kamieniołomów.
28.07.2014
Błyskotliwe, dowcipne teksty (i pieprzne podteksty), zrozumiałe dla tych, którzy nie celebrują domniemanej „magii" Kazimierza, a po prostu biorą go i rozumieją takim, jakim jest.
Muzyka z przestrzeni pomiędzy parodią a pastiszem, doceniana przez posiadaczy poczucia humoru oraz osoby muzykalne, czułe na nuty wpadające w ucho.
Oprócz zespołowych wykonawców obecnych jest tu parę miejscowych głosów, czasem bardzo rozpoznawalnych.
Sprawdźcie!
24.04.2014
OUTDOOR PHOTOGRAPHY CAMP to oferta wakacyjna dla dzieci i młodzieży: kurs języka angielskiego z udziałem native speakerów.

Strona 1 z 131  > >>