Miłka Szczepkowska opowiastka cz. 3

odc. 1
odc. 2
Mama pomieszała w stojącym na kuchni garnku, oblizała łyżkę i mówiła dalej:
- O ile wiem, Księżniczka jest bardzo wiekową żabą. Wyobraź sobie gdyby tak jakiś młody człowiek pocałował ją z jakiegoś powodu i co by biedak przeżył, kiedy zamiast koronowanej pięknotki zawisła mu na szyi siwa, pomarszczona baba. Takie doświadczenie mogłoby do końca życia zaważyć na jego stosunku do żab i kobiet.
Mama przerwała na chwilę swój monolog, znowu pomieszała coś w garnku i kontynuowała:
- Znam jednego, wprawdzie już nie pierwszej młodości doktora historii sztuki, który wprawdzie od kobiet nie stroni, ale do żaby nie podejdzie bliżej niż pięć metrów. Nie myślicie, że coś w tym jest?
Babcia cichutko zachichotała. Chyba wiedziała o kim mowa.
„Mamo, jesteś wspaniała, jesteś wspaniała" - pomyślał Kółeczko. Dopiero teraz zobaczył, że przez cały czas lepiła pierogi z jagodami układając je w długie szeregi na lnianych ściereczkach. Obiad zapowiadał się wspaniale.
Zamyślona Babcia nadal wpatrywała się w widok za oknem. Z trzymanego w ręku skrawka pierogowego ciasta skręcała w palcach maleńkie kuleczki i rzucała je za okno. W momencie, gdy wpadały w smugę słońca zmieniały się w motylki - modraczki i w tej nowej postaci lądowały na biało kwitnącym krzaku hortensji.
Widząc porozumiewawcze spojrzenie Mamy wymknął się cicho i pobiegł w głąb ogrodu, gdzie w najbardziej zapuszczonej jego części biło anemiczne źródełko obramowane kamienną cembrowiną. Chodząc jeszcze do przedszkola wierzył, że jest to miejsce pełne magii, że zawsze może tu spotkać Wnnetou, Kapitana Nemo, Robinsona, Froda, Gandalfa, elfy i krasnoludy. I czasami ich spotykał. Dziś tak jak zawsze w tym miejscu było wilgotno, cicho i zielono - cieniście.
I nie było żadnych żab!
Kółeczko powoli wynurzał się z głębokiego, ciepłego snu. Jego wewnętrzne „Ja", które budziło się parę minut wcześniej niż on sam, informowało, że świeci słońce, jest bardzo późno i nie jest sam w pokoju. Ta ostatnia wiadomość była co najmniej intrygująca. „Na pewno nie jestem chory" pomyślał. „Czyżby wydarzyło się coś niezwykłego? Może zwaliła się szkoła, było małe trzęsienie ziemi lub wylał strumyk zwany potocznie Śmierdzielem? Ani cisz, ani zapach jesiennego ogrodu nie wskazywały na jakikolwiek kataklizm. Natomiast zauważył, że od dłuższego czasu czuje wewnętrzne, bardzo przyjemne łaskotanie. Kółeczko gwałtownie otworzył oczy i z okrzykiem
- O ja głupi, przecież to moje urodziny!
Usiadł całkiem obudzony i gotowy do przyjmowania należnych mu hołdów. W smudze słonecznego wpadającego przez uchylone okno stała jego rodzina. Mam i Pi usmiechały się ale każda trochę inaczej. Ojciec z założonymi do tyłu rękami z uwagą oglądał niebieską plamę - ślad po niefortunnych doświadczeniach chemicznych, która od miesiąca zdobiła biały sufit. Babcia nerwowo skubała trzy grube włosy zdobiące ciemna brodawkę, która z kolei ozdabiała babciny cokolwiek wydatny nos. Inspektor i Brytanka bez grosza szcunku dla powagi chwili, wściekle warcząc walczyły o posiadanie zielonej tenisowej piłki. Ze zwartej grupki domowników pierwsza wysunęła się Mama. W tym momencie Kółeczko poczuł do nich głęboka wdzięczność, że nie zaczęli śpiewać „Sto lat" lub równie idiotycznego utworu okolicznościowego.. Równo rok temu ich wokalny występ uświadomił psom, że istnieje coś takiego jak sztuka chóralnego śpiewu. Dyszkancik Brytanki i głęboki bas Inspektora podziałały jak zapalnik na wszystkie okoliczne kundle i rasowce. Ochoczo przyłączyły się do radosnych występów. Nawet kiedy domowy tandem zmogła chrypka i zmęczenie, w miasteczku nadal słychać było wycie rozchodzące się aż do najodleglejszych przedmieść. Jeszcze głęboka nocą dochodziła zza rzeki samotna psia armia. Od tej pory krążyło w okolicy
Powiedzenie „jak u Owali".

Wyszukiwarka

Aktualności

16.05.2015
"1945. Wojna i pokój." - to tytuł najnowszej książki Magdaleny Grzebałkowskiej, znanej w Kazimierzu m.in. ze świetnego artykułu w GW, poświęconego losom naszych kamieniołomów.
28.07.2014
Błyskotliwe, dowcipne teksty (i pieprzne podteksty), zrozumiałe dla tych, którzy nie celebrują domniemanej „magii" Kazimierza, a po prostu biorą go i rozumieją takim, jakim jest.
Muzyka z przestrzeni pomiędzy parodią a pastiszem, doceniana przez posiadaczy poczucia humoru oraz osoby muzykalne, czułe na nuty wpadające w ucho.
Oprócz zespołowych wykonawców obecnych jest tu parę miejscowych głosów, czasem bardzo rozpoznawalnych.
Sprawdźcie!
24.04.2014
OUTDOOR PHOTOGRAPHY CAMP to oferta wakacyjna dla dzieci i młodzieży: kurs języka angielskiego z udziałem native speakerów.

Strona 1 z 131  > >>