Jeszcze o doktorze Leszczyńskim

(czytaj poprzędnią część...)
Doktór Leszczyński mieszkał w domu, którego wcześniejszym właścicielem był policjant z przed wojny. Taki dziwny trochę ten dom, bo ma ścianę od ulicy, a dach był w drugą stronę. Ten dom zresztą ma szczęście do lekarzy, bo potem zamieszkał w nim inny doktor z żoną lekarką.
Kiedy nastał doktór Leszczyński - tego nie wiem, bo w czasie okupacji lekarzem od wszystkiego był doktór Wajda. Nie wiem, co się z nim stało po wojnie.

W dzieciństwie miałem dyfteryt i byłem już w takim stanie, że nie mogłem się wybrać do doktora, bo leżałem w łóżku. A ponieważ czytałem od wczesnych swoich lat (od urodzenia to przesada, ale jako kilkulatka matka mnie uczyła czytania, a że szło mi z oporami - to za ciasteczko. Jednak jak już się nauczyłem, no to już czytałem bez przerwy. Wszystko, co mi wpadło w ręce. Do tej pory mi zostało). I co to było takiego?... aha, naczytałem się o różnych okropnościach jak to dzieci umierały kiedyś w dawnych rodzinach. Zaraz, dyfteryt to jest koklusz inaczej? Tak, chyba tak. No to oczywiście wtedy już miałem pietra, że się będę zaraz dusił jak taka jakaś dziewczynka z literatury. Na szczęście łagodnie mi to przeszło, nie mniej jednak doktór Leszczyński do mnie przyszedł i dał mi zastrzyk w tyłek jeden czy dwa i tylko się zdziwił, że nie przestałem ani na chwilę czytać. A ja, jak leżałem tyłkiem do góry, to mi było wszystko jedno... bardzo sympatyczny człowiek.
Potem, zaraz po wonie skończyłem szkołę. Matka uczyła w szkole powszechnej, a ponieważ uważała, że jest nam trudno, że ciężkie warunki i nie wiadomo jak to będzie dalej, (sama była i źle sobie radziła), to mnie przepchnęła przez dwie klasy na raz. Na skutek wojny i licznych przeprowadzek chyba chodziłem 4 lata do siedmioletniej szkoły powszechnej, tak się kiedyś doliczyłem. Mamie zależało, żebym jak najprędzej zdobył zawód. Widocznie nie byłem aż taki tępy, bo udało się mnie przepchnąć. Potem mnie wsadziła do szkoły zawodowej, żebym mógł mieć zawód i być samodzielny. No to dobrze. Nawet mi się tam podobało. Zostałem ślusarzem narzędziowym, ale jak skończyłem zawodową szkołę, to miałem 15 lat. A wtedy obowiązywał nakaz pracy, ale od 16 roku życia. Jak się człowiek nie zgłosił, to kryminał. Ja się urodziłem 1 grudnia, w czerwcu po skończeniu szkoły miałem 15 lat, więc stwierdziłem, że niech mnie pocałują w nos z nakazem pracy. Siedziałem nad Wisłą i darłem ten nakaz, a potem się zapisałem do następnej szkoły. Ale póki co, jak już miałem dwanaście lat, to chodziłem do zawodówki i to było nawet ciekawe, bo wyglądałem zaskakująco w porównaniu z tymi innymi w mojej klasie. Byłem najmłodszy. Pozostali to dryblasy, dziwni wszyscy, jacyś uciekinierzy skąd to nie wiem, ale dorośli. Było mi wszystko jedno kto jest z AK, kto z lasu, ale w każdym razie coś tam musiało być. Tamci starsi, sprawiali wrażenie, jakby wyleźli prosto z lasu. W większości mieszkali w internacie.
Z Doktorem Leszczyńskim mieliśmy zajęcia z higieny, a ponieważ po wojnie częste były choroby weneryczne, a chłopcy byli ... no różnie tam bywało, znikali na noce z internatu i niekoniecznie po to, żeby się napić. Pijaństwa nie zauważyłem, choć wtedy pijało się bimber. Dobrze, no nie na bimber ci moi koledzy znikali. Wracjać do higieny i chorób wenerycznych - pamiętam, że to był bardzo jasny i przejrzysty wykład doktora Leszczyńskiego. Bez żadnych żartów, zresztą zawsze wszyscy go bardzo pilnie słuchali. Do tej pory potrafię rozróżnić zasadnicze choroby weneryczne... Doktór mówił też o sposobach leczenia - i jak się leczy, i żeby broń Boże z tym nie zwlekać, i o skutkach, jaki e zaistnieją jeżeli jest to nie leczone. I jak zapobiegać. Z powagą go słuchaliśmy, nie było żadnych chichotów, skądże. On traktował to zupełnie normalnie, jak wykład z anatomii. Zapamiętałem te lekcje. Ale też były i inne, np. o zachowaniu higieny osobistej, ale to mniej mi się zapisało w pamięci. Klasyfikację, zapobieganie, objawy chorób wenerycznych, cały niemal wykład. Teraz trochę to się zaciera, ale pamiętam, że jak ktoś złapał syfa, to w ciągu sześciu tygodni od wystąpienia wysypki trzeba się spieszyć, bo potem wystąpi owrzodzenie i trzeci etap, czyli zmiany w umyśle i w systemie kostnym. I tego wszystkiego się dowiedziałem od doktora Leszczyńskiego. Jak się potem ktoś dziwił, skąd ja wiem takie rzeczy, to z kolei ja się dziwiłem jak można tego nie wiedzieć.
Nie pamiętam dzieci doktora, ale wiem, że miał. Coś mi tam świta, że była jakaś bardzo ładna córka, ale potem wyjechałem i nie miałem czasu się tym zainteresować. Oni też wyjechali, chyba do Warszawy.
oprac. bg

 

Wyszukiwarka

Aktualności

16.05.2015
"1945. Wojna i pokój." - to tytuł najnowszej książki Magdaleny Grzebałkowskiej, znanej w Kazimierzu m.in. ze świetnego artykułu w GW, poświęconego losom naszych kamieniołomów.
28.07.2014
Błyskotliwe, dowcipne teksty (i pieprzne podteksty), zrozumiałe dla tych, którzy nie celebrują domniemanej „magii" Kazimierza, a po prostu biorą go i rozumieją takim, jakim jest.
Muzyka z przestrzeni pomiędzy parodią a pastiszem, doceniana przez posiadaczy poczucia humoru oraz osoby muzykalne, czułe na nuty wpadające w ucho.
Oprócz zespołowych wykonawców obecnych jest tu parę miejscowych głosów, czasem bardzo rozpoznawalnych.
Sprawdźcie!
24.04.2014
OUTDOOR PHOTOGRAPHY CAMP to oferta wakacyjna dla dzieci i młodzieży: kurs języka angielskiego z udziałem native speakerów.

Strona 1 z 131  > >>