M.Abramczyk WSPOMNIENIA cz.4

Chociaż w naszych okolicach Niemcy mało się pokazują, to okrucieństwa okupanta coraz więcej dają znać o sobie. We wsi Szczuczki Niemcy wyłapali prawie wszystkich mężczyzn, zamknęli w szkole, oblali benzyną i podpalili żywcem. Szkołę dookoła obstawili wojskiem z karabinami maszynowymi i kto próbował ucieczki, ginął od kuli. Zginęło około 70 mężczyzn w różnym wieku. (...) To znów we wsi Chodlik w czasie obławy złapali kilkanaście osób i rozstrzelali na placu. (...) W naszej okolicy było jeszcze spokojnie.
Ale nadeszła zima i trzeba było coś robić, żeby przeżyć. Usiadłem więc
z ojcem do warsztatu szewskiego i reperowaliśmy buty miejscowej ludności. Naprawialiśmy podziurawione garnki i miski kuchenne.
Matka szyła na maszynie co się dało i tak zarabialiśmy na kartofle, sól, na chleb, który przydzielali na kartki. Na nic więcej nie starczało, a było tego za mało, żeby żyć i za dużo, żeby umrzeć. Jak nie było co robić w domu, to szedłem do rolników młócić zboże, zarobiłem parę złotych i dostałem wyżywienie. Ale i tego nie było na co dzień i nieraz tygodniami było głodno.

Niedługo Niemcy zjawiają się i w naszej wsi. Wyznaczają kontyngent zboża, mięsa i mleka. Wyznaczają też ludzi a przeważnie młodzież na roboty przymusowe do Niemiec. Ja żeby tego uniknąć zgłaszam się do pracy w przetwórni owocowo - warzywnej w Zagłobie. Ta praca chroni mnie przed wywózka do Niemiec i jest też możliwość wyniesienia czegoś z przetworów do domu. Wynosi się co się da, marmoladę, konfitury, cukier, czasem nawet w sporych ilościach. Pomiędzy robotnikami panuje solidarność. Jak jeden cos wynosi, to kilku pilnuje, żeby nie podpaść.
Ale niedługo to trwało, złapał mnie kierownik zmiany, jak wynosiłem marmoladę. Dobrze, że skończyło się tylko wyrzuceniem z pracy, a mogło być przecież dużo gorzej, Niemcy za takie rzeczy srogo karali łącznie z postawieniem pod ścianę.
I znów zostaję na łasce ojca, ale to już był rok 1940. Znów pracuję dorywczo aby zarobić na chleb. Zaczyna się rozwijać bimbrownictwo i handel. Pędzę bimber, sprzedaję i mam zysk, chętnych do kupna jest dużo. Udało już mi się tyle zarobić, że się nieźle ubrałem. Mam dużo kolegów i koleżanek, więc pomimo terroru okupanta i różnych trudności, chce się użyć choć trochę praw młodości. Trzeba czasem wypić i zabawić się. Mam tez dziewczynę
w sąsiedniej wsi, zdaje mi się, że ją bardzo kocham i widzę, że i ja nie jestem jej obojętny. Jej rodzice też mnie akceptują w swoim domu.

Ale coraz bardziej zaczynają mnie interesować inne sprawy. Przychodzą do ojca sąsiedzi i tajemniczo nad czymś radzą. Przychodzą też ludzie obcy, nie znani mi. Wtedy ja i młodsze rodzeństwo jesteśmy wypraszani z domu. Już od dłuższego czasu słyszy się o tworzących się tajnych organizacjach podziemnych. Na razie nie rozumiem, co to oznacza. Ale od czasu do czasu coś wpadnie mi do ucha, czasem przez nieuwagę ojca cos podsłucham
i zaczynam rozumieć o co tu chodzi. Chciałbym i ja coś robić, ale jak? Przecież mam dopiero 17 lat, a takich ludzie z podziemia unikają, przecież dzieciak może się wygadać, a to może mieć fatalne skutki. (...) Ale przychodzi czas, że przynajmniej niektórych trzeba wtajemniczyć i uczyć walki z wrogiem w konspiracji. Przecież często młodzież oddaje nieocenione przysługi. Przecież to w końcu ludzie młodzi pójdą walczyć z wrogiem. Trzeba ich do tego przygotować, a starsi, doświadczeni muszą nimi kierować.

Podchodzę ojca w różny sposób. Zbywa mnie byle czym, mówi, że mi się coś przewidziało, a to znów, że jestem za młody, żeby wsadzać nos w sprawy dorosłych. W końcu nie wytrzymuje i mówię ojcu o czym wiem, (...) że mi się zdarzyło czytać prasę podziemną, że nie chcę stać na uboczu i żeby mnie nie traktować jak smarkacza. Pytam, czy będzie lepiej jak na własną rękę się gdzieś wkręcę, czy jak on mi to umożliwi.
Ojciec wytrzeszczył na mnie oczy i pyta od kogo to wiem, skąd dostałem gazetki. Odpowiadam, że takich rzeczy się nie wyjawia, że to tajemnica, która się powinno zabrać do grobu (...). To poskutkowało, przyznał mi rację i zaczął mi wyjaśniać na czym to polega i jakie zadania ma spełniać organizacja podziemna. Wyjaśnił mi jakie obowiązki i jakie zagrożenia czekają na mnie o ile uda mi się wstąpić do niej. Na razie nic mi nie obiecał, powiedział tylko, że jak się coś dowie, że taka organizacja istnieje, to najpierw sam do niej wstąpi i mnie do niej wstąpić pomoże. To było takie mydlenie oczu, on już należał i był komendantem placówki. Był to „Korpus Bezpieczeństwa" pod dowództwem rządu emigracyjnego w Londynie. Wspólpracowala ta organizacja z drugą o nazwie ZWZ.
cdn
cztaj też inne fragmenty WSPOMNIEŃ M. Abramczyka

Wyszukiwarka

Aktualności

08.11.2008

Ewa Wolny

W niedzielne popołudnie 2 listopada, salon domu Marii i Jerzego Kuncewiczów pękał w szwach. Przyszli doń ci wszyscy, którzy tego wyjątkowego dnia, w Zaduszki, chcieli wspomnieć dawnych bywalców Wąwozu Małachowskiego.
01.11.2008

 

Księga raju

 

 Icyk Manger

Czas spędzony w raju był najpiękniejszym okresem mego życia. Bardzo często zamykam oczy i przeżywam na nowo te szczęśliwe chwile. Wtedy w sennych marzeniach zapominam nawet o tym, że obcięto mi skrzydła przed wyprawieniem w inny świat...
01.01.1970
10 i 11 grudnia na kazimierskm rynku odbędzie się
V Jarmark Świąteczny.
Towarzyszyć mu będzie wiele interesujących wydarzeń.

<< <  Strona 131 z 131