Miłka Szczepkowska

Opowiastka
Odcinek 1
Straszliwy huk wstrząsnął domem i okolicą akurat w momencie, gdy Kółeczko kończył myć zęby. Gwałtownym ruchem rzucił szczoteczkę do umywalki, splunął na nią i głośno plaskając bosymi stopami pobiegł do drzwi, zostawiając na granatowej posadzce białe, pieniste ślady. Za drzwiami był piękny, letni zmierzch i na pierwszy rzut oka nie działo się nic podejrzanego.
Ale nie do końca.
Przed samym gankiem, prawie na wycieraczce, piętrzył się olbrzymi stos gruszek klapsów i gdy osłupiały patrzył na tę najbardziej żółtą, na pierwszy stopień schodków spadła jeszcze jedna i rozbiła się tworząc słodki kleks. Już miał spojrzeć w niebo, kiedy usłyszał jak sąsiad, pan Romb, woła do żony:
- Kochanie, pękły trzy olbrzymie dynie. Ale to chyba nie one narobiły tyle huku.
Na chwilę zamilkł, poczem krzyknął:
-O nie, nie, nie, moje brzoskwinie, moje morele, moje śliweczki - wszystkie opadły przedwcześnie!
Z innych, dalszych i bliższych ogrodów też dobiegały pełne emocji okrzyki. Jakaś kobieta krzyczała histerycznie
- Krew, krew wszędzie pełno krwi. Ooooooooo!
Błysnęła latarka i spokojny głos powiedział
- Cicho głupia, ktoś stratował nam wszystkie pomidory. A bodaj go!
Kółeczko zamknął oczy i uruchamiając całą swoją wyobraźnię zobaczył monstrualnego Dinozaura, który tratował ogrody, a może i domy, a machnięciem ogona strząsał z drzew owoce i liście. I ta krew! Na pewno kogoś rozgniótł. Głośne sapnięcie wyraźnie dochodzące z góry spowodowało, że oczy Kółeczka otworzyły się gwałtownie, a włosy przybrały postawę „na baczność". Zacisnął pięści i spojrzał. Pomiędzy najwyższymi gałęziami starej gruszy wisiało coś dziwnego. Coś podobne do dużego parasola, spod którego zwisały dwie wypustki, białe od góry, a od dołu nieokreślonej bliżej barwy. Dwuosobowy spadochron Obcych! Z najwyższych partii tego przedmiotu odezwał się cichy basowy pomruk docierając do Kółeczka i układając się w słowa:
- Kółeczko, wiem, że tam jesteś, więc pomóż mi zejść z tego głupiego drzewa.
- Babcia!
Kółeczko przełknął ślinę i ochrypłym z emocji głosem spytał
- Babciu, po co tam weszłaś? Przecież to bardzo wysokie drzewo.
- Nie wlazłam, nie wlazłam - zabuczał głos.- Byłam na brydżu u moich przyjaciółek, grałyśmy trzy noce i trzy dni i w powrotnej drodze zasnęłam ze zmęczenia. A to głupie wyliniałe bydlę, ta stara drapaka, ta....
W tym momencie trzasnęła jakaś gałązka, ale że nic się nie wydarzyło więc babcia kontynuowała
- Ta niewydarzona miotła nawet jako nówka nie była sterowna. Inne miotły zawsze trafiały do swojej komórki. Spalę ją. Spalę i kupię nową, tegoroczną, najnowszy model z hamulcem i ze światłami!
Po tym wybuchu złości nastąpiła chwila ciszy, poczem babcia znowu przemówiła:
- Kółeczko, przynieś natychmiast drabinę i zdejmij mnie stąd.
Kółeczko wcale nie uśmiechało się iść po ten ratunkowy sprzęt na tyły wiecznie zamkniętej komórki, do której wstęp miała tylko babcia, jej dwa czarne koty, żaba z koroną na łbie i nietoperz z długimi kłami i czerwonymi oczami.
- Babciu, a może zadzwonię po straż pożarną? Oni maja takie długie drabiny i...
- Wiem, wiem co mają, ale ja nie chcę aby pan Kwadrat widział mnie w takiej sytuacji. Jestem przecież kobietą. I damą.
- Babciu, a czary? Czy ty nie możesz...
cdn...
Odcinek 2 - czytaj...
Odcinek 3 - czytaj

Wyszukiwarka

Aktualności

08.11.2008

Ewa Wolny

W niedzielne popołudnie 2 listopada, salon domu Marii i Jerzego Kuncewiczów pękał w szwach. Przyszli doń ci wszyscy, którzy tego wyjątkowego dnia, w Zaduszki, chcieli wspomnieć dawnych bywalców Wąwozu Małachowskiego.
01.11.2008

 

Księga raju

 

 Icyk Manger

Czas spędzony w raju był najpiękniejszym okresem mego życia. Bardzo często zamykam oczy i przeżywam na nowo te szczęśliwe chwile. Wtedy w sennych marzeniach zapominam nawet o tym, że obcięto mi skrzydła przed wyprawieniem w inny świat...
01.01.1970
10 i 11 grudnia na kazimierskm rynku odbędzie się
V Jarmark Świąteczny.
Towarzyszyć mu będzie wiele interesujących wydarzeń.

<< <  Strona 131 z 131