Fragment wywiadu z Joanną Racewicz

Jej życiowy zegar stanął 10 kwietnia
[Fragment wywiadu z Joanną Racewicz, żoną Pawła Janeczka, który zginął w katastrofie smoleńskiej.
Artykuł ukazał się we wrześniowym numerze PANI]
Pierpaolo Ferreari /Pani

Od tamtego sobotniego poranka, kiedy jej mąż, Paweł Janeczek (37) zginął w katastrofie pod Smoleńskiem, próbuje układać sobie wszystko na nowo. Choć jego już nie ma a wielka rozpacz burzy sen, Joanna Racewicz (37) musi dalej żyć. Zmagać się z codziennością i myślami. Wychowuje przecież dwuletniego synka Igora. Od 10 kwietnia mogą już liczyć tylko na siebie. Taka tragedia, to za dużo dla jednej silnej osoby, tym bardziej tak kruchej, delikatnej kobiety jak ona.
Mówił, że kim dla niego jesteś?
- Jego królewną, skarbem kochanym. Zgoda, były dni, kiedy mieliśmy ochotę się pozabijać.
Sam prasował koszule, daj spokój.
- Tak, twierdził, że nikt tego nie zrobi lepiej.
Ale jak mył ręce, to cała łazienka w wodzie?
- Klasyka gatunku, prawda? Tego ostatniego dnia, w sobotę, robił sobie kanapki na śniadanie i okropnie nakruszył. A teraz nie mogę sobie wybaczyć, że nie wstałam i nie dałam mu całusa na do widzenia. Jest to we mnie cały czas.
Byłaś obrażona?
- Nie, po prostu zmęczona. Widziałam światło w kuchni, odwróciłam się na drugi bok i dalej spałam. Słyszałam, jak drzwi się zamykają. Zawsze było tak, że się przytulaliśmy: "Wracaj szybko, będę czekać". A potem były SMS-y: "Kochanie, wylądowaliśmy".
On duży, ty drobna?
- Sięgałam mu ledwie do ramienia.
Rozmawialiście o przyszłości?
- Mieliśmy wyjechać na stare lata. Śmialiśmy się, że zbieramy grupę znajomych na wyjazd do Nowej Zelandii, bo tam jest pięknie i spokojnie, i daleko od tego zgiełku. Widzieliśmy się na emeryturze w fajnym, ciepłym kraju. Jedyne co nas wstrzymywało to myśl o rodzicach. Mówiliśmy, że nie możemy być tak daleko od nich, bo już mają swoje lata i nie zostawimy ich bez opieki. Choć moi rodzice mają Mirka, mojego brata, a rodzice Pawła - Kasię, jego siostrę. A może gdzieś bliżej, może Hiszpania? Nałogowo oglądaliśmy zdjęcia domków z widokiem na morze.
Twój mąż bał się czasem?
- Nie lubił latać tym samolotem, ale nie mówił o strachu. Powtarzał, że liczy się tylko to, co jest tu i teraz. Dziś robię wszystko, żeby tego "tu i teraz" uchwycić się jak najmocniej, bo tylko teraźniejszość może być ochroną przed tym, żeby nie zwariować. Marną, bo marną, ale jednak... Przeszłość to żal za minionym, przyszłość - strach przed nieznanym. I paraliżujący lęk - jak wychować synka bez tak niezwykłego ojca...
Siedzi przede mną krucha, delikatna osoba, a z drugiej strony wiem, dlaczego Paweł chciał mieć z tobą dziecko i żebyś była jego żoną. Jesteś bardzo silna.
- Obiecałam Pawłowi tam, w Moskwie, że zrobię wszystko, żeby Igor był dumny z taty. To akurat nie będzie trudne. I żeby tata był dumny z syna. To obietnice, które organizują teraz mój świat. Wierzę, że uda mi się dotrzymać słowa.
Kiedy wiedziałaś, że się zakochałaś?
- Chyba dość szybko. Nie tak łatwo znajduje się kogoś, z kim chce się przegadywać całe godziny, kto myśli i czuje podobnie. To, że Paweł jest i będzie dla mnie kimś ważnym, zrozumiałam po uroczystej premierze w Teatrze Wielkim, na której gościem specjalnym miał być szef rządu. Pamiętam opadającą kurtynę i Pawła idącego po schodach tuż za premierem. Wiedziałam, że nie mogę pozwolić mu tak po prostu odejść.
I co?
- I dzwoniliśmy do siebie następnego dnia. Jednocześnie. Telefony były zajęte w tym samym czasie.
Wasze magiczne miejsce?
- Kazimierz, tam obchodziliśmy jego 30. urodziny, siedem lat temu.
A te ostatnie?
- 16 kwietnia, sześć dni po katastrofie. Późny wieczór, prawie noc. Byliśmy na Torwarze, w przedziwnym miejscu, które stało się kaplicą i pierwszą szansą na ciszę w tym całym koszmarze. Przytłumione światło i świece przy ołtarzu, ktoś grał cicho na organach. Przyszli najbliżsi przyjaciele Pawła. Siedzieliśmy na podłodze, tuż obok niego, piliśmy herbatę z plastikowych kubków i gadaliśmy o tym, jakim był fantastycznym człowiekiem.
Czułaś jego obecność?
- Jestem pewna, że nas widział.

Twój STYL 9/2010
Tekst pochodzi z magazynu PANI


Wyszukiwarka

Aktualności

16.05.2015
"1945. Wojna i pokój." - to tytuł najnowszej książki Magdaleny Grzebałkowskiej, znanej w Kazimierzu m.in. ze świetnego artykułu w GW, poświęconego losom naszych kamieniołomów.
28.07.2014
Błyskotliwe, dowcipne teksty (i pieprzne podteksty), zrozumiałe dla tych, którzy nie celebrują domniemanej „magii" Kazimierza, a po prostu biorą go i rozumieją takim, jakim jest.
Muzyka z przestrzeni pomiędzy parodią a pastiszem, doceniana przez posiadaczy poczucia humoru oraz osoby muzykalne, czułe na nuty wpadające w ucho.
Oprócz zespołowych wykonawców obecnych jest tu parę miejscowych głosów, czasem bardzo rozpoznawalnych.
Sprawdźcie!
24.04.2014
OUTDOOR PHOTOGRAPHY CAMP to oferta wakacyjna dla dzieci i młodzieży: kurs języka angielskiego z udziałem native speakerów.

Strona 1 z 131  > >>