"Bitwa pod Wiedniem"

O nowym filmie, w premierze którego uczestniczyli Przyjaciele redakcji, opowiadają dr Waldemar Siemiński i Daniel Olbrychski.

Daniel Olbrychski, odtwórca roli generała artylerii koronnej Marcina Kazimierza Kątskiego, w specjalnym wywiadzie dla www.wkazimierzu.pl:

"Jestem pod wielkim wrażeniem tego filmu. Tym łatwiej mi to mówić, że nie mówię jako aktor, który coś na sobie dźwiga...
W „Bitwie pod Wiedniem" wystąpiłem jako generał artylerii. W kinowej, dwugodzinnej wersji, widać mnie tylko przez chwilę, ale już ta chwila pozwala zauważyć, że ktoś o mojej twarzy, ktoś, kto grał w polskich filmach historycznych i
z nimi bywa kojarzony, zaproszony został do udziału w produkcji.

Po zapoznaniu się ze scenariuszem uznałem, że to jedyna szansa, żeby o tej pięknej historii ze wspaniałym, polskim rozdziałem, dowiedział się świat.
A jest to historia rozdartej, bardzo wtedy podzielonej Europy.

I żebyśmy my zrobili nie wiem ile filmów na temat Sobieskiego, Marysieńki, Bitwy pod Monte Cassino, Bitwy Warszawskiej czy Potopu Szwedzkiego - gdybyśmy je wyprodukowali wyłącznie sami - nikt tego poza Polską nie obejrzy. Wtedy będziemy się we własnym sosie tylko dusili.
W tej, międzynarodowej produkcji, rzecz ma się inaczej.

Scenariusz opowiada o tym, jaka była Europa pod koniec XVII w. - po wojnach piekielnie słaba.
Tego chyba w szkołach dokładnie nie uczą, w każdym razie ja tak na to nigdy nie patrzyłem. Tego się można dowiedzieć od mądrych historyków i dopiero w tym kontekście zwycięstwo króla Sobieskiego wybrzmiewa, nabiera właściwego sensu i jest wyraźnie wyartykułowane. W filmie jest podnoszona kwestia tego, że do ówczesnych polityków dotarło, (a teraz dotrze i do współczesnych, nie tylko z całej Europy, ale i świata, gdzie „Bitwa..." będzie pokazywana), że właśnie Polacy, uznawani (słusznie) za nieobliczalnych warchołów, okazali się naprawdę Europie potrzebni. Właśnie oni, bo ówcześni mocarze przedstawieni są jako banda nie rozumiejących niczego, słabych, skłóconych ludzi.
Przepięknie wyartykułował to Piotr Adamczyk w swej roli, do której bardzo sumiennie się przygotował, masę czytał. Nawet jego zniewieściałość w tej krótkiej, ale wspaniałej kreacji ma odpowiedni wydźwięk. Znakomity jest też Murray Abraham, który uwiarygodnił niesłychanie natchnionego, beatyfikowanego po wiekach przez Jana Pawła II mnicha, Marka z Aviano. Ten niezwykły, charyzmatyczny człowiek - to on rzeczywiście, właśnie on wytłumaczył władcom Europy, że muszą założyć unię. Tego w Polsce nikt nie wie. Wiedzą tylko, że przyjechał, nie widzą nawet, z której strony. I dlaczego ten fortel nadzwyczajny, żeby podejść armię Mustafy od Kahlenbergu był jedynym środkiem na to, żeby dwadzieścia tysięcy ludzi (po przygotowaniu artyleryjskim) mogło zwyciężyć 300 tys. islamistów. Nikt przy zdrowych zmysłach nie mógł tego przewidzieć, a dobrym wodzem był Kara Mustafa... Wstrząsająco jest on pokazany. Dzięki temu jeszcze wyraźniej widać okrucieństwo religii, która dotrwała i trwa do dnia dzisiejszego...
W tym aspekcie film ma wymiar ponadczasowy i nie jest tylko bajeczką historyczną, jak już przeczytałem w recenzji z Rzeczpospolitej. Ten, kto to napisał i w ten sposób ocenił, nie tylko nie zna się na filmie, ale nie zna również historii, nie zna polityki, a wypowiada się (za pieniądze) w drugim co do ważności dzienniku polskim. To jest coś niesłychanego.

Poza wszystkim, ja - poszerzając swoją wiedzę - nie mogę się wyprzeć zachwytu nad tym, jak to zostało pokazane. Zwłaszcza przy ogromnie skromnym budżecie. Co to jest 10 mln euro? W produkcji amerykańskiej byłoby 100 mln dolarów, nie licząc gwiazdorskich gaż. Tutaj reżyser potrafił z inteligencją, maestrią i mądrością niezwykłą - ludzką, historyczną, polityczną i filmową - pokazać historię.

Sprawy polskie.... w Wiedniu Sobieski był nie więcej niż trzy dni. W jeden dzień zwyciężył, przez jeszcze dwa został, potem wracał do Marysieńki. Czy Polacy chcą, żeby pokazany był tylko romans Sobieskiego z Marysieńką ? A to niech zrobią taki film! Komedię najlepiej na ten temat.

W „Bitwie..." Polska została doceniona, pokazana przez cudzoziemców, z Turkami włącznie. To oni dołożyli pieniędzy, a nie polska telewizja. W ich opowieści Polska wyrosła na heroiczny kraj, i jeszcze jakie szczegóły przepiękne! Beatyfikowany przez Jana Pawła II ksiądz Marco trzyma w ręku krucyfiks, wystylizowany na krucyfiks niezwykle podobny do papieskiego. Jest to hołd reżysera oddany naszemu Papieżowi. Widzimy też Matkę Boską Częstochowską: Sobieski chce pod Wiedniem wyruszyć akurat z tą Matką. Ma też swoją ukochaną, rodzoną matkę z lubelszczyzny, też podobną do Czarnej Madonny z Częstochowy. Polacy o tym zielonego pojęcia nie mają!
A w recenzjach obśmiewają... A to, że za mało tutaj Sobieskiego, a to znów coś innego, sztandar nie taki. A to niech robią po swojemu! Dlaczego Polska nie weszła produkcyjnie? Byliby polscy kaskaderzy, kostiumolodzy, zarobiliby statyści, mielibyśmy zyski z udziału w produkcji z filmu, który został sprzedany do 50, jak na razie, krajów, a telewizyjna wersja prawdopodobnie dotrze do jeszcze większej publiczności. Jak na razie jestem pełen niesmaku, jestem oburzony reakcją polskiej, mam nadzieję - nie całej widowni, ale elit tak zwanych, politycznych i filmowych.

 

Gdybyśmy to my robili ten film, nikt by o nim nie wiedział, bo polskie filmy - lepsze, gorsze - w ogóle się nie sprzedają. „Bitwa Warszawska" nie opowie Europie, że uratowaliśmy ją przed bolszewizmem, bo po prostu tego nikt nie obejrzy, bez względu na to, czy jest dobrze zrobiona, czy źle. Nikt nie obejrzy!
Powinniśmy w d... całować kanał telewizyjny RAI, reżysera, producenta i autorów, że tak to zrobili, tak właśnie pokazali Polskę, mimo że nasza telewizja się na nich wypięła. Obca produkcja, bez polskiego udziału opowiada o polskich, doniosłych akcentach w europejskiej historii. To jest przykre, że bez udziału polskich producentów cały świat zobaczy, że to Polacy uratowali chrześcijańską Europę.
A dopiero film tak naprawdę uzmysławia, jakim zagrożeniem dla Europy był islam. Meczety mogły być nie tylko w Wiedniu, ale i w Warszawie, i jeszcze dalej...
Z tego punktu widzenia film ma również przesłanie bardzo aktualne dla współczesności. A jeszcze mądry scenarzysta i reżyser wprowadzili również wzruszające wątki.
Dzięki temu wszystkiemu ja uznaję „Bitwę pod Wiedniem" za wielkie dzieło, zrealizowane w sposób olśniewający.


dr Waldemar Siemiński, socjolog:
"Zobaczyłem film „Bitwa pod Wiedniem" i uważam go - mimo średniej prasy, jaką ma w Polsce - za film wartościowy, zrobiony z całym kunsztem reżyserskim i ze znajomością rzemiosła.
To po prostu dobry film, może nie z punktu widzenia artystycznego czy z punktu widzenia sztuki filmowej, ale z punktu widzenia tego, co film ten robi dla marki Polski na świecie. To nowoczesne wyrażenie... ale chodzi o to, co robi on dla sławy Polski, dla opinii o Polsce. W tym kontekście jest on bardzo dla nas cenny i niezmiernie korzystny, pokazujący rolę Polski w historii w sposób nie nachalny, bez propagandy.

Uwagę zwraca parę znakomitych ról, granych m.in. przez polskich aktorów.
Rola Adamczyka, wielkiego aktora, grającego cesarza austriackiego jest po prostu znakomita. ZNAKOMITA! Trudna do odegrania, bo obrazuje człowieka przebiegłego, tchórzliwego, wygodnego - i wszystko to Michał Adamczyk potrafił świetnie pokazać w paru ujęciach. Inna bardzo dobra i też niezmiernie trudna rola - głównego bohatera - mnicha, (którego w ostatnich dniach swojego życia beatyfikował Jan Paweł II). Ksiądz Marco był podobno człowiekiem, który miał moc czynienia cudów. No i jak pokazać na ekranie kogoś, kto ma taką moc? Kto zawsze mówił do ludzi żądających cudów: „to nie ja, to Pan Bóg. Dajcie mi spokój".
Aktor genialnie to zagrał.

Film, dzięki złej sławie, jaką robi mu się w Polsce, pewnie nie będzie miał tu bardzo dużej publiczności, ale na świecie zostanie wyemitowany jako serial i na pewno odniesie sukces.

Moim zdaniem jest bardzo ciekawy i uważam, że absolutnie warto go obejrzeć.

Jedyna wątpliwa rzecz to wątek poetycki, metaforyczny, może trochę przefajniony, choć ładnie zrobiony...

Ogólnie jednak godna polecenia, bardzo dobra „Bitwa pod Wiedniem".

Wyszukiwarka

Aktualności

16.05.2015
"1945. Wojna i pokój." - to tytuł najnowszej książki Magdaleny Grzebałkowskiej, znanej w Kazimierzu m.in. ze świetnego artykułu w GW, poświęconego losom naszych kamieniołomów.
28.07.2014
Błyskotliwe, dowcipne teksty (i pieprzne podteksty), zrozumiałe dla tych, którzy nie celebrują domniemanej „magii" Kazimierza, a po prostu biorą go i rozumieją takim, jakim jest.
Muzyka z przestrzeni pomiędzy parodią a pastiszem, doceniana przez posiadaczy poczucia humoru oraz osoby muzykalne, czułe na nuty wpadające w ucho.
Oprócz zespołowych wykonawców obecnych jest tu parę miejscowych głosów, czasem bardzo rozpoznawalnych.
Sprawdźcie!
24.04.2014
OUTDOOR PHOTOGRAPHY CAMP to oferta wakacyjna dla dzieci i młodzieży: kurs języka angielskiego z udziałem native speakerów.

Strona 1 z 131  > >>