A. Miller KOLONIA ARTYSTYCZNA

Anna Miller, I rok historii sztuki

 

„Kolonia artystyczna w Kazimierzu Dolnym wobec własnej państwowości w II RP"
Antoni Michalak
Bajka o człowieku szczęśliwym, 1925
olej, płótno, 245 x 270 cm;
Muzeum Narodowe w Warszawie;

„Patrząc na Kazimierz jako kolonię artystyczną dostrzec można całą jego wielowymiarowość, na którą składa się historia i mit, tradycja i legendy, sztuka i codzienność, polskość i żydowskość; składa się nie poprzez sprzeczności, ale poprzez wzajemne przenikanie się."(W. Odorowski)

Aby zrozumieć fenomen kazimierskiej kolonii artystycznej warto przez chwilę przyjrzeć się ruchowi kolonii artystycznych w Europie w ogóle. Rozwój tego zjawiska miał źródło w romantycznym podejściu do natury. Przyroda jako miejsce nieskażone kulturą pociągało artystów zmęczonych akademicką rutyną. Zakładali więc wspólnoty łączące twórców różnych dziedzin mieszkające na prowincji i pracujące w plenerze. Za zapowiedź ruchu uznaje się Nazarejczyków- malarzy, którzy w 1809 roku utworzyli Bractwo św. Łukasza w Wiedniu, a zaraz potem przenieśli się do klasztoru San Isidoro w okolicach Rzymu. Żyli z dala od miasta, we wspólnocie. Ich naczelnym zadaniem było odnowienie sztuki sakralnej i narodowej, która miała odwoływać się do mistrzów późnego średniowiecza i renesansu. Pierwsze kolonie na skalę międzynarodową powstawały we Francji. Zaczynając od Barbizon (w Fonteinbleau pod Paryżem) przez Pont-Aven, gdzie mieszkał m.in. Paul Gauguin, zyskiwały coraz więcej zwolenników.
Kolonia kazimierska została założona przez studentów prof. Tadeusza Pruszkowskiego, zwanego przez nich Pruszem lub Grubasem. Pruszkowski wydelegował w 1923 roku dwóch swoich uczniów, aby wybadali możliwości kwaterunkowe i artystyczne okolic Kazimierza Dolnego. Profesor marzył o organizowaniu corocznych plenerów, które poprzez ciężką codzienną pracę miałyby nauczyć studentów rzemiosła. Kiedy okazało się, że mogą nieodpłatnie korzystać z budynków szkoły powszechnej, nie wahał się ani chwili i wyruszył z ośmioma uczniami: Janem Gotardem, Aleksandrem Jędrzejewskim, Edwardem Kokoszko, Antonim Michalakiem, Januszem Podolskim, Mieczysławem Szulcem, Janem Wydrą i Janem Zamoyskim na letni plener do Kazimierza. Artystów zachwycił okoliczny krajobraz często porównywany do włoskich pejzaży. Uwieczniali błękitne niebo, jasne światło odbijające się od wapiennych wąwozów, delikatne wzgórza otaczające miasteczko położone w ich zagłębieniu. Często mówili o Kazimierzu jako miniaturze Polski, a o Wiśle jako spoiwie polskości. Chętnie portretowali mieszkańców, zwłaszcza Żydów o intrygującym wyglądzie. Tak zaczęła się trwająca do dziś symbioza nadwiślańskiego miasteczka, typowego żydowskiego sztetl, z artystami. Z czasem uczniom Pruszkowskiego nie wystarczały plenery, a działalność w murach uczelni nie zawsze spełniała ich oczekiwania. Profesor był dla nich guru zarówno malarskim jak i duchowym. Pod jego wpływem „Pruszkowiacy" założyli grupę uczniów i absolwentów - Bractwo św. Łukasza. Bractwo zorganizowane zostało na wzór średniowiecznego cechu. Członkowie mieli wspólne finanse, razem malowali część ze swoich obrazów. Aby wstąpić do grupy trzeba było przejść przez wyzwoliny, które były nawiązaniem do analogicznego obrzędu średniowiecznego. Członkowie posiadali nawet własną regułę spisaną przez Jana Zamoyskiego i Jana Gotarda, która mówiła o finansach i sposobie przyjmowania adeptów. Stworzyli zaczątki kolonii artystycznej, pod której wpływem pozostawała znaczna część ówczesnej inteligencji i elit artystyczno - politycznych. Tu tworzyła i mieszkała Maria Kuncewiczowa, a Władysław Skoczylas nie mógł się uwolnić od tajemniczej magnetycznej siły ciągnącej go do miasteczka. Swego czasu do Kazimierza przyjechali nawet Paderewski i Piłsudski.
Jeśli chodzi o artystyczne założenia samego Bractwa św. Łukasza trzeba zauważyć, że na tle licznie powstających w tamtym czasie grup Łukaszowcy byli tworem zupełnie oryginalnym. Ugrupowania takie jak Formiści, Futuryści, Kapiści czy Blok miały wspólny program, ale stawiały też duży nacisk na oryginalność poszczególnych twórców, nowatorstwo formy i niezależność artystyczną. Natomiast członkowie grupy wartość widzieli przede wszystkim we wspólnocie i biegłości warsztatowej. Część z nich osiadła na stałe w Kazimierzu. Kiedy nadchodziło lato gromadzili się w stojącym po dziś dzień na wzgórzu zamkowym domu Prusza i dyskutowali o kształcie nowej sztuki. Rozmowy te dotyczyły przede wszystkim misji jaką twórczość powinna mieć w odrodzonym państwie. Artyści uważali, że pomimo odzyskania przez Polskę niepodległości, sztuka nadal powinna poruszać kwestie narodowe i kształtować patriotycznego ducha. Na szczęście nie skończyło się na deklaracjach. Łukaszowcy realizowali swoje idee na różnych polach. Ich założenia odzwierciedlała tematyka prac - wydarzenia historyczne, przedstawienia świętych, portrety ważnych osobistości tamtego czasu. Tradycjonalizm grupy odnaleźć można również w stronie warsztatowej. Wzorowali się oni na mistrzach flamandzkich i włoskich XVI i XVII wieku (przede wszystkim na Caravaggiu). Używali też niepopularnych ówcześnie technik takich jak fresk czy malarstwo temperą na desce.
Warto też zwrócić uwagę na skład etniczny Bractwa. Wśród członków było trzech Żydów: Jan Gotard i bracia bliźniacy Menasze i Efraim Siedenbeutlowie, wśród uczniów Pruszkowskiego znacznie więcej. W obliczu wzrastającego antysemityzmu kolonia kazimierska jawi się często jako ostoja tolerancji. Tak o współistnieniu obu religii opowiada Szalom Asz, jeden z głównych twórców prozy opiewającej sztetl: „Przez ciche miasteczko pobożni chrześcijanie, mężczyźni i kobiety, zmierzają do kościoła. Czysto umyci Żydzi, z białymi kołnierzykami od koszul, wyłożonymi na chałatach szabasowych, dążą do bożniczki.(...) Coraz ciszej i spokojniej, coraz bardziej szabasowo w miasteczku, jakby na dwie połowy podzielonym, między bożniczkę a kościół.(...) Wezwanie kantora „Kochanku, przybywaj!" rozlega się w uliczce, a wraz nim rozbrzmiewa dzwon kościelny i oba te głosy łączą się w jedną cichą modlitwę do jednego Boga". Żydzi stanowili w dwudziestoleciu międzywojennym dużo ponad połowę mieszkańców miasteczka. Kształtowali architekturę (charakterystyczne drewniane przybudówki powstałe po I wojnie światowej), a barwnością stroju, języka i zachowania tworzyli atmosferę miejsca. Na ich życie w dużym stopniu wpłynął rozwój kolonii artystycznej. Po pierwsze zyskali klientów w handlu i wszelkiego typu usługach. Stali się odtąd przewoźnikami artystów z Puław do Kazimierza, dostawcami farb czy modelami(jak na przykład legendarny Kozdroń - ślepy Żyd, najczęściej portretowany przez grupę, jeden z bohaterów opowiadania Marii Kuncewiczowej „Dwa księżyce"). Zaraz po artystach zjechali letnicy, którzy przecież musieli gdzieś zanocować, zjeść czy kupić pamiątkę. Kazimierz Dolny stał się także miejscem chętnie odwiedzanym przez filmowców. Tu miała miejsce akcja jednego z najwybitniejszych filmów żydowskich międzywojnia. „Dybuk" z 1937 roku, w reżyserii Michała Waszyńskiego był grany całkowicie w jidisz, a miasteczko okazało się dla niego idealną scenografią. W ten sposób kolonia przyczyniła się nie tylko do pokojowego współistnienia, ale nawet rozwoju lokalnej społeczności żydowskiej.
Niezwykle barwnym wydarzeniem w historii Kazimierza nad Wisłą były obchody 600-lecia koronacji Kazimierza Wielkiego. Z tej okazji nadano szkole powszechnej imię monarchy. Wydano również przewodnik po zabytkach i okolicy, a rynek przyozdobił drewniany pomnik władcy projektu A. Michalaka w realizacji E. Łaszanowskiego. Pomnik uległ zniszczeniu, ale obecnie podczas Festiwalu Śpiewaków i Kapel Ludowych (odbywającego się w czerwcu) w analogicznym miejscu ustawiany jest inny, projektu znanego scenografa Adama Kiliana. Obchody rocznicy były o tyle ważne, że dla miasteczka król był i nadal jest bohaterem licznych legend. Według jednej z nich wspaniały zamek na wzgórzu został zbudowany dla Ester, jego ukochanej - Żydówki.
Jeśli chodzi o stosunek do własnej państwowości warto wspomnieć działania grupy wychodzące na zewnątrz Kazimierza. Artyści przykładali szczególną wagę do popularyzacji nowego typu sztuki narodowo-religijnej i w związku z tym wiele z realizacji Bractwa czy poszczególnych jego członków możemy oglądać na terenie całej Polski. Jeden z późniejszych stałych mieszkańców Kazimierza, Antoni Michalak, wyspecjalizował się w malarstwie sakralnym, a jego napełnione mistycznym światłem obrazy możemy oglądać w Spale, Górecku Kościelnym i wielu miejscowościach rozsianych po całej Polsce. Dzięki obraniu takiego kierunku tego typu sztuka docierała do szerokiego grona odbiorców i miała realny oddźwięk. Nawet czasie II wojny światowej członkowie bractwa dawali wyraz swoich dążeń, mimo często trudnych warunków. Tak jedną z realizacji wspomina Jan Zamoyski: „ Dla odbywających się w obozie nabożeństw wykonałem ołtarz - tryptyk w formie polichromowanej rzeźby, a ulepiony z pakowego papieru. Tryptyk przedstawiał Madonnę z Dzieciątkiem, adorowaną przez Trzech Króli: Bolesława Chrobrego, Władysława Jagiełłę i Stefana Batorego oraz lud polski jako pasterzy. Niemcy nie odkryli znaczenia tych postaci i tryptyk służył jeńcom aż do stycznia 1945 roku, kiedy na skutek zbliżającego się frontu popędzono nas na zachód".3
Jeśli chodzi o zamówienia rządowe warto wspomnieć o „MS Piłsudski", wspaniałym statku pasażerskim, jednostce bliźniaczej transatlantyku „Batory". W komisji artystycznej zajmującej się wyposażeniem i dekoracją statku zasiadał Tadeusz Pruszkowski. „MS Piłsudski" otrzymał modernistyczną dekorację z elementami symbolicznymi odnoszącymi się głównie do barw narodowych i różnych regionów II RP. Ukończony w 1935 roku zatonął niestety cztery lata później u wybrzeży Anglii. Przyczyny katastrofy mimo niedawnych badań nadal są nieznane. Łukaszowcy w znacznej mierze przyczynili się też do odnowienia warszawskiego Starego Miasta. Rezultaty tej pracy możemy odnaleźć przede wszystkim na dekoracji fasad - np. sgraffito (dwuwarstwowym i dwubarwnym tynku, z którego wydrapuje się wzór z wierzchniej warstwy) na ul. Świętojańskiej przedstawiającym polskiego szlachcica wykonanym przez Jana Zamoyskiego. Malarze byli też twórcami monumentalnego fresku o tytule „Mapa obrazowa Polski" znajdującego się obecnie w dawnym Wojskowym Instytucie Geograficznym. Fresk przedstawiał główne miasta powojennej Polski z ich symbolami (głównie kościołami).
Pracą o chyba największym oddźwięku jest cykl siedmiu obrazów przedstawiających sceny z historii Polski. Porządkując chronologicznie jest to: „Bolesław Chrobry witający Ottona III pielgrzymującego do grobu św. Wojciecha w Gnieźnie w roku 1000", „Chrzest Litwy 1386 rok", „Nadanie przywileju zwanego jedlińskim 1430 rok", „Unia Lubelska 1569 rok", „Konfederacja warszawska (uchwała o wzajemnej tolerancji wyznań religijnych) 1573 rok", „Odsiecz Wiednia 1683 rok", „Konstytucja 3 Maja 1791 rok". Bardzo istotne w zrozumieniu jego rangi są okoliczności jego powstania. Malarze otrzymali zlecenie wykonania cyklu obrazów do sali honorowego Pawilonu Polskiego podczas Wystawy Światowej w Nowym Yorku. Wystawa miała odbyć się w 1939 roku, a zlecenie zaczęto realizować już w maju 1938. Jedenastu członków Bractwa zjechało do Kazimierza. W pracowni-willi Pruszkowskiego zwanej „Malarnia" powstawały kolejne płótna. Z uwagi na monumentalne rozmiary (200x120cm) i liczbę kompozycji artyści zdecydowali się na wspólną pracę. Każdy z członków odpowiedzialny był za inną fazę dzieła. Na przykład wspomniany już Antoni Michalak wykonał szkice przygotowawcze do czterech obrazów. Elementy pejzażu malował Aleksander Jędrzejewski, Jan Gotard osoby z drugiego planu, a Jan Zamoyski postacie groteskowe. Architekturą zajmował się Jan Bogusławski, późniejszy projektant odbudowy Zamku Królewskiego. W ciągu sześciu miesięcy powstał cykl obrazów, o wyraźnie propagandowym przesłaniu. Tak pisał o tym sam Pruszkowski: „ Obrazy te mają na celu uprzytomnienie Amerykanom, że Polska jest wielkim Państwem o starej kulturze, nie zaś tworem nowym, powstałym po wojnie europejskiej".4 Wystawa spotkała się z ogromnym uznaniem zarówno w kraju jak i za granicą. Nawet Tytus Czyżewski, członek Formistów i przeciwnik Bractwa był pod wrażeniem ich ilustracyjnych i dekoracyjnych walorów. Niektóre z nich mogliśmy oglądać na wystawie „Dwudziestolecie. Oblicza nowoczesności", która była zorganizowana na przełomie 2008 i 2009 roku w Zamku Królewskim. Niestety były to tylko miniaturowe kopie. Bowiem w czasie Wystawy Światowej wybuchła II wojna światowa. Komisarz wystawy z ramienia polskiego rządu Stephen Koburg de Ropp (również przedwojenny dyrektor Targów Poznańskich) przekazał obrazy Le Moyen College w Syracuse, w której był później wykładowcą. Niejasne jest czy Ropp dostał je w rozliczeniu za swoją dziewięcioletnią pracy i czy obrazy „ofiarował, a może „złożył w depozyt". Wiele osób interesowało się tą sprawą, jednak w wyniku niejasności, w szczególności prawnych, możemy długo czekać zanim cykl sławiący wielowiekową historię państwa Polskiego wróci do Ojczyzny.
Nie tylko obrazy rozdzielono w wyniku wojny, dezintegracji uległa cała kazimierska kolonia artystyczna. W wyniku wywózek do obozów koncentracyjnych zniszczono żydowski charakter sztetl. Jeden z członków Bractwa, Jan Gotard, zmarł w obozie, do którego trafił za żydowskie pochodzenie. Reszta Łukszowców została przesiedlona, wywieziona lub wciągnięta w działania wojenne. Większość z nich zmarła w czasie wojny. Co może być pocieszające to fakt, że pamięć o barwnym życiu międzywojennego miasteczka nie zaginęła. Powstał szereg publikacji na ten temat. W Muzeum Narodowym w Warszawie w 1978 została zorganizowana wystawa „W kręgu Tadeusza Pruszkowskiego". Co więcej, w 2000 roku powstała „Kazimierska Konfraternia Sztuki" zrzeszająca ponad 40 artystów (malarzy, dziennikarzy, poetów) bezpośrednio odnosząca się do idei kolonii artystycznej. Zaś obecnie, mimo ewidentnie turystyczno-komercyjnego charakteru miasteczka, nadal w bocznych zaułkach czy malowniczych wąwozach można poczuć genius loci miejsca, które zauroczyło Pruszkowskiego. A Kazimierz Dolny, jako jedyne miejsce w Polsce, jest członkiem Europejskiej Federacji Kolonii Artystycznych.

Bibliografia:
1. Jan Zamoyski, Łukaszowcy. Malarze i malarstwo Bractwa św. Łukasza, Wydawnictwa artystyczne i Filmowe, Warszawa 1989
2. W. Odorowski, Kolonia artystyczna w Kazimierzu Dolnym XIX-XXI wiek, Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym, Kazimierz Dolny
3. Brulion Kazmierski, nr 1/2001
4. Szalom Asz, Miasteczko, Towarzystwo Przyjaciół Janowca nad Wisłą, Janowiec nad Wisłą, 2003

Wyszukiwarka

Aktualności

16.05.2015
"1945. Wojna i pokój." - to tytuł najnowszej książki Magdaleny Grzebałkowskiej, znanej w Kazimierzu m.in. ze świetnego artykułu w GW, poświęconego losom naszych kamieniołomów.
28.07.2014
Błyskotliwe, dowcipne teksty (i pieprzne podteksty), zrozumiałe dla tych, którzy nie celebrują domniemanej „magii" Kazimierza, a po prostu biorą go i rozumieją takim, jakim jest.
Muzyka z przestrzeni pomiędzy parodią a pastiszem, doceniana przez posiadaczy poczucia humoru oraz osoby muzykalne, czułe na nuty wpadające w ucho.
Oprócz zespołowych wykonawców obecnych jest tu parę miejscowych głosów, czasem bardzo rozpoznawalnych.
Sprawdźcie!
24.04.2014
OUTDOOR PHOTOGRAPHY CAMP to oferta wakacyjna dla dzieci i młodzieży: kurs języka angielskiego z udziałem native speakerów.

Strona 1 z 131  > >>