A.Miller Kazimierskie mity w literaturze i malarstwie dwudziestolecia międzywojennego

Anna Miller
Kazimierskie mity w literaturze i malarstwie dwudziestolecia międzywojennego
na przykładzie „Wiadomości literackich" nr 2
z 1939 r. oraz twórczości wybranych artystów
z kręgu Tadeusza Pruszkowskiego
Co takiego jest w Kazimierzu Dolnym, co nie daje o sobie zapomnieć? Co wciąż przyciąga artystów i inteligencję gotową zapłacić każdą cenę za możliwość osiedlenia się tu na stałe? Dlaczego od prawie wieku malarze nie przestają być jego nieodłączną częścią? Te pytania sprawiły, że postanowiłam sięgnąć do zbiorowej wyobraźni na temat miasteczka, która tworzyła się i nadal tworzy na bazie tekstów literackich i przedstawień malarskich.
Jeśli chcemy coś zrozumieć i zbadać trzeba sięgać do źródeł.
W wypadku Kazimierza okresem, który leży u podstaw zbiorowej wyobraźni było dwudziestolecie międzywojenne. Wtedy to ukształtowała się kazimierska kolonia artystyczna pod przewodnictwem Tadeusza Pruszkowskiego. Pierwszy plener uczniów jego pracowni przy warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych zorganizowany w 1923 r. można uznać za datę założycielską kolonii. Od tego czasu coraz liczniejsze grupy malarzy zjeżdżały do Kazimierza stając się częścią lokalnej społeczności. Artyści nie tylko uwieczniali pejzaże czy mieszkańców, ale wpływali również na wymiar architektoniczny miasteczka. Zauroczeni okolicą często osiadali tu na stałe. Tak jak Pruszkowski, którego Willa Malarnia (według projektu Lecha Niemojewskiego) stanęła w 1938 r. na wzgórzu zamkowym. W willi odbywały się rozmowy na temat sztuki i jej roli w II Rzeczpospolitej. Tu Bractwo św. Łukasza, wspólne malowało serię obrazów historycznych przeznaczonych na Wystawę Światową w Nowym Yorku w 1939 r. Bractwo zostało założone po plenerze kazimierskim w 1925 r. przez uczniów Pruszkowskiego. Członkami założycielami zostali: Bolesław Cybis, Jan Gotard, Aleksander Jędrzejewski, Eliasz Kanarek, Edward Kokoszko, Antoni Michalak, Janusz Podoski, Tadeusz Pruszkowski, Mieczysław Schulz, Czesław Wdowiszewski, Jan Wydra i Jan Zamoyski. Tak o zasadach organizacji pisze Jan Zamoyski, członek i współautor reguły: "Założyliśmy, że organizacja, jaką zamierzamy stworzyć, musi samą nazwą akcentować skrystalizowany już wyraźnie nasz pogląd na twórczość artystyczną, czyli podkreślać konieczność oparcia jej na możliwie najdoskonalszym rzemiośle, przy jednoczesnym respektowaniu całkowitej wypowiedzi indywidualnej jej członków". Członkowie Bractwa św. Łukasza korzystali ze wskazówek udzielonych im przez Pruszkowskiego (nazywanego przez nich również Pruszem czy Grubasem). Zgodnie z ówczesnymi zasadami nauczania w jego pracowni poprzez nacisk na biegłość warsztatową i znajomość technik dawnych mistrzów pragnęli przeciwstawiać się, jak pisze Zamoyski, rozpanoszonemu dyletantyzmowi ówczesnej sztuki.
Przyglądając się Bractwu św. Łukasza nie możemy zapominać o sytuacji artystycznej, w jakiej funkcjonowali. Międzywojnie, to przecież rozkwit wszelkiego typu awangard i „izmów". I choć Łukaszowcy przeciwstawiali się ich niedbałości warsztatowej, to bez wątpienia przejęli pewne formy działalności artystycznej charakterystyczne dla awangard. Na przykład tendencja to kreowania życia jako artystycznej przygody właściwa była zarówno dadaistom jak i Łukaszowcom. Jej przykładem mogą być bale przebierańców organizowane na zakończenie kazimierskich plenerów jak i swego rodzaju festyny organizowane dla społeczności kazimierskiej. Podczas pierwszego z nich, „Garden Party Monstre", który odbył się w 1924 r. przygrywała lokalna orkiestra strażacka. Malarze zorganizowali m.in. pokaz ogni sztucznych i loterię fantową z kozą jako nagrodą główną.
Działalność uczniów Pruszkowskiego przyczyniła się do ogromnej popularności Kazimierza Dolnego w środowiskach intelektualnych II RP. Przyjeżdżała tu elita polityczna na czele z Józefem Piłsudskim i Ignacym Daszyńskim. W ślad za malarzami zjeżdżali też poeci i literaci próbujący ująć w swojej twórczości tajemniczy czar miasteczka. Wydano szereg publikacji popularyzujących Kazimierz. W 1933 r. w ramach hucznych obchodów 600-lecia koronacji Kazimierza Wielkiego (uważanego w tamtym czasie za założyciela Kazimierza) wydano Kazimierz Dolny. Jego zabytki i okolice. Przewodnik-Informator opracowany przez Ignacego Kołodziejczyka. Przewodnik sławił wspaniałe warunki klimatyczno-turystyczne zarazem wskazując miejsca, w których warto się zatrzymać. Na polu literatury pięknej genius loci miasteczka próbowali uchwycić Maria Kuncewiczowa w Dwóch księżycach (wyd. Rój, 1933) i Adolf Rudnicki w Lecie (wyd. Rój, 1938).
Ukoronowaniem działalności kazimierskiej kolonii artystycznej był numer specjalny „Wiadomości Literackich", który ukazał się 8 stycznia 1939 r. Pokazał on zasięg oddziaływania kolonii poprzez różnorodność zamieszczonych tekstów i bogactwo pojawiających się w nich motywów. W dalszej części pracy chciałabym zająć się właśnie tymi podstawowymi motywami kazimierskimi, mitami obecnymi w interdyscyplinarnej dyskusji na temat miasteczka.
Jak już wspomniałam nr 2 „Wiadomości Literackich" z 1939 roku jest najbardziej przekrojowym ujęciem fenomenu Kazimierza. Siedemnaście artykułów opublikowanych w czasopiśmie zostało napisanych przez wybitnych literatów . Wśród najbardziej znanych wystarczy wspomnieć Anatola Sterna, Marię Kuncewiczową czy Ewę Szelburg-Zarembinę. Artykuły można podzielić tematycznie na trzy kategorie: diagnozy na temat historii i obecnego stanu Kazimierza (autorstwa np. Karola Sicińskiego, Józefa Dutkiewicza), opisy obyczajów (m.in. Adama Ważyka, Tadeusza Brezy)i impresje (Tadeusza Pruszkowskiego czy Anatola Sterna). Najliczniejszą grupę stanowią impresje i to głównie one będą przedmiotem mojej dalszej analizy.
Sygnalizowałam we wstępie, że najbardziej interesuje mnie zagadnienie zbiorowej wyobraźni, która wytworzyła się na bazie tekstów i obrazów. Zagadnienie to pozostaje niestety nadal niedopracowane i z tego powodu zmuszona byłam bazować jedynie na tekstach źródłowych. Próbowałam znaleźć w tych tekstach takie motywy, które sformułowane w międzywojniu obecne są nadal w naszej świadomości. Na pierwszy plan wysuwa się w nich rola natury. Praktycznie żaden z artykułów nie obył się bez, choćby krótkiej, charakterystyki pejzażu okolic Kazimierza Dolnego. Ten fenomen może tłumaczyć cytat z tekstu Hanny Mortkowicz: "A wszystkiemu co w niem trwa i istnieje, dane jest żyć dwoiście, być nie tylko sobą, ale i malarskim motywem . Natura jest nie tylko tłem akcji, ale również niezależnym tworem". Każdy z autorów wypracował sobie do niej indywidualny stosunek. Dla Alfreda Lauterbacha pejzaż kazimierski jest alternatywą dla jednorodności mazowieckiego krajobrazu: "Nikt z niczego się tu nie wyleczy, chyba tylko z monotonii mazowieckich piasków i lasków". Hanna Mortkowicz widzi przede wszystkim tytułowe Powietrze Kazimierza nad Wisłą: "Bo pomiędzy źrenicą oka a uroczemi kształtami i barwami roślin i gmachów kazimierskich, stoi powietrze jak ożywczy i świetlisty kryształ. Jest pryzmatem, który przełamuje w sobie formy świata, by godzić niemi dotkliwie w sercach, by porażać niemi zmysły ludzi wrażliwych". U Tymona Terleckiego występują nawet dwa Kazimierze zróżnicowane ze względu na rodzaj przyrody w nich obecny: "Z kontrastowego, ciemno-jasnego Kazimierza polubiłem ten drzewny, wilgotny, miesięczny, nie tamten drugi, słoneczny, wodny, białopiaszczysty". Ze wszystkich tekstów opisujących naturę promieniuje zmysłowość i wzajemne przenikanie się natury i kultury znoszące dystans pomiędzy człowiekiem i przyrodą. Co ciekawe ruch kolonii artystycznych, u swoich podstaw, lokował się z dala od miast by doświadczyć takiej właśnie symbiozy. Prowincjonalny pejzaż kazimierski przypomina twórcom diametralnie odmienne i odległe miejsca. Pruszkowskiemu przywodzi na myśl urocze miasteczka włoskie. Dla dziennikarza hiszpańskiego Comenidasa (przywołanego przez Terleckiego) wydaje być się żywcem skopiowany z rodzinnej Majorki. Winklerowi przypomina najpiękniejsze zakątki południowej Francji. Najbardziej absurdalnym skojarzeniem, (do czego przyznaje się Terlecki) jest analogia Kazimierza i widoku z Pont Sully na absydę Notre-Dame w Paryżu.
Bo Kazimierz to miejsce, gdzie konstytuują się irracjonalne mity. Jak choćby legenda założycielska miasteczka o Esterce (czytaj...). Piękna Żydówka miała być ukochaną Kazimierza Wielkiego, dla której zbudował zamek. Legendę tę przywołuje Ewa Szelburg-Zarembina utożsamiając Esterkę z własną matką. W świadomości autorów silnie zakorzeniony jest też mit Arkadii. Kazimierz Dolny wpisany w ten mit staje się miejscem młodzieńczych szaleństw i dziecięcych zabaw. Sądzę, że wskazanie na właśnie te dwa okresy w życiu człowieka wiąże się z odniesieniem do biografii autorów, co wiąże się też z wspomnieniowym charakterem opowiadań. Dla większości z twórców opisywany okres był ich własną młodością, do której tęskną z perspektywy czasu i w obliczu nadciągającej wojny. Co ciekawe większość opowiadań rozgrywa się w letniej scenerii. Być może miało to podkreślić sielankowy charakter tej pory obecny w Kazimierzu, a może wyznaczyć okres typowy, znany większości letników, o czym wspomina Andrzej Wolica: "Bo jesień to odrębny, dotąd mało znany jeszcze rozdział w życiu Kazimierza. Myślę, że rozdział najpiękniejszy może. (...) Dopiero jesienią, kiedy gromada przyjezdnych przewali się, autochtoni uzyskują własną twarz." Na letnią scenerię artykułów mogło wpłynąć również Lato Rudnickiego, książka ważna dla wspomnieniowego nurtu rozważań o Kazimierzu.
Wśród mitów pojawiających się w „Wiadomościach Literackich" nie można nie wspomnieć o Oleksym Kozdroniu (czytaj też...). Był to niewidomy włóczęga kazimierski wielokrotnie malowany przez artystów przebywających w miasteczku. Jego historia wpisuje się w mit Innego, dziwaka, jaki obecny jest w każdej społeczności. Pewnym paradoksem jest, że był niewidomy, a jego wizerunki są tak powszechne w ikonosferze Kazimierza. Mortkowicz wspomina o tym, że dla malarzy interesujący był tylko jako obiekt, nie żywy człowiek: "Za chwilę już stary żebrak, malowniczy i srogi w swych podartych łachmanach, z żywego i niepotrzebnego nikomu człowieka stanie się motywem osaczonym przez zgłodniałych interpretatorów". Mit Kozdronia kieruje nas ku chyba najbardziej popularnemu obecnie mitowi Kazimierza Dolnego jako miasta malarzy. Na jego ukonstytuowanie się miała z pewnością największy wpływ stała obecność artystów w przestrzeni miasteczka. Jeśli chodzi o teksty, to wystarczy spojrzeć na tytuły - Malarz i Kazimierz Pruszkowskiego czy Kazimierz malarski Konrada Winklera świadczą o niemal synonimicznym odczytania Kazimierza jako ojczyzny malarzy. Prusz mówi: "Życie jakie pędzi w Kazimierzu, śmiało można i należy nazywać życiem rajskim". W swoim artykule próbuje, jak większość artystów, uchwycić magię tego miejsca. Dla założyciela kolonii artystycznej Kazimierz to nieuleczalna choroba i postrzał otrzymany na całe życie. U Kuncewiczowej symbolem tej magii stają się jej ulubione księżyce. Terlecki słyszy tajemniczy głos wilgi, który odtąd kojarzyć się będzie z atmosferą tego miejsca. W próbach uchwycenia kazimierskiego genius loci przeplatają się legenda i fakty, rzeczywistości i sen. Ten, kto stara się zrozumieć Kazimierz coraz bardziej wnika w metafizykę, z samej swojej natury niewytłumaczalną.

Numer specjalny „Wiadomości Literackich" stanowi subiektywne podsumowanie roli Kazimierza Dolnego dla kultury dwudziestolecia międzywojennego. Należy szczególnie podkreślić ten subiektywizm, ponieważ znaczna część tych „relacji", to literackie impresje bardziej niż rzeczowe sprawozdania. Być może to właśnie wpłynęło na mitotwórczą rolę artykułów zamieszczonych w czasopiśmie. Autorzy nierzadko puszczają wodzę fantazji, na co mógł wpłynąć dystans dzielący ich od opisywanego miejsca i wydarzeń. Idealizują miasteczko swojej młodości. Jeśli piszą o malarzach akcentują raczej ich działalność niż konkretne dzieła. Wspominają o motywach powtarzających się w twórczości artystycznej, ale przede wszystkim opisują symptomatyczne dla kolonii kazimierskiej sytuacje, takie jak np. malowanie Kozdronia. Ważnym motywem jest dla nich krajobraz kazimierski opisywany z dużą zmysłowością.
Podobny odbiór natury charakteryzował malarzy tworzących w miasteczku.
Na początek należy sobie zadać pytanie: kto właściwie tworzył w Kazimierzu? A może raczej: kto w nim nie tworzył. Bowiem od czasów Zygmunta Vogla „motyw kazimierski" jest stale obecny w sztuce. Najpierw zjeżdżano tu w ramach wycieczek krajoznawczych, a od czasów Pruszkowskiego „motyw kazimierski" stał się właściwie elementem malarskiej edukacji. Co roku „pielgrzymowały" do miasteczka grupy studentów SSP, powstawały tu szkice i obrazy oddające specyfikę Kazimierza Dolnego. Tutaj może warto przypomnieć powody, dla których Pruszkowski (jako kierownik pracowni, a od 1930 r. rektor i następnie pro-rektor uczelni) kierował swoich studentów właśnie tutaj. Po pierwsze Kazimierz był blisko stolicy. Co prawda to blisko powinnam wziąć w cudzysłów jako, że na początku lat dwudziestych do miasteczka płynęło się około jednego dnia łodzią z Warszawy. Później wybudowano kolej żelazną do Puław, skąd i tak niespiesznym tempem malarze docierali do Kazimierza. Kolejną przyczyną były niezwykłe warunki klimatyczno-krajobrazowe. Kazimierz położony w kotlinie pomiędzy zarośniętymi wzgórzami, o urozmaiconej rzeźbie terenu i specyficznym świetle powstałym na skutek odbijania się promieni słonecznych od wapiennego podłoża wydawał się gotową kompozycją malarską. Do tego dochodziła zabytkowa tkanka miejska, kontrastująca z ogólnym zaniedbaniem, co wspomina Pruszkowski: "Była to zapomniana mieścina, osnuta pajęczyną, pokryta śliczną opalizującą pleśnią, świnie i krowy przechadzały się wolno po głównym rynku kontrastując wzruszająco i romantycznie ze wspaniałością kościoła farnego i renesansowych, cudną świątkową rzeźbą ozdobionych kamienic Przybyły". Kazimierz jawi się jako spokojna i urokliwa prowincja, alternatywa dla ówczesnego kultu miasta z jego dynamiką.
Ponieważ tematem mojej pracy są mity obecne w kreacji literackiej i malarskiej postanowiłam zawęzić obszar badań do zjawisk reprezentatywnych dla kolonii kazimierskiej - podsumowującego jej działalność numeru „Wiadomości literackich" oraz wybranych artystów z kręgu Pruszkowskiego, dla których doświadczenie Kazimierza było ważnym etapem w kształtowaniu się ich twórczości. Jako, że tematem głównym są mity obrazy pełnią raczej rolę symptomatyczną, jako odzwierciedlenie obecności tych mitów i procesu ich kształtowania się. Grupa artystów, o których będzie mowa to zbiór indywidualności połączonych jednak osobą mistrza o niezwykłej osobowości. Tadeusz Pruszkowski- malarz, uczeń Konrada Krzyżanowskiego, miłośnik lotnictwa, a przede wszystkim animator środowiska Szkoły Sztuk Pięknych przyczynił się do wykształcenia się indywidualnego stylu swoich uczniów i ich artystycznej drogi. Pruszkowski kład ogromny nacisk na warsztatowa sprawność swoich wychowanków. Przy tym nie narzucał nikomu jedynego właściwego stylu, co z pewnością pozwoliło wypracować każdemu z nich indywidualny sposób wyrazu. Nauka w jego pracowni była ciężką pracą, ale studenci często zostawali nawet po zajęciach by dopracować swoje obrazy. Wśród absolwentów Pruszkowskiego powstały cztery ugrupowania artystyczne: wspomniane Bractwo św. Łukasza (1925); Szkoła Warszawska (1929),której członkami byli m.in. Eugeniusz Arct, Włodzimierz Bartoszewicz czy bracia Efraim i Menasze Seidenbeutelowie; Loża Wolnomalarska (1934), do której należał Feliks Topolski oraz grupa „Kolor", którą tworzyły Gizela Hufnagel, Elżbieta Hirszberżanka i Mery Litauer. Wszystkie te grupy łączy doświadczenie Kazimierza dostrzegalne w ich twórczości.
Tematycznie obrazy powstałe w Kazimierzu można podzielić na trzy kategorie: pejzaż, scenę (religijną bądź baśniową) oraz portret. Jako przykład pejzażu może posłużyć Bajeczka z Kazimierza Antoniego Michalaka. Obraz malowany w 1925 r. przedstawia widok na miasteczko z wzgórza przeciwległego do Góry Trzech Krzyży. Całość zatopiona jest w charakterystycznym świetle tych okolic. Pojawiają się desygnaty kazimierskiej tożsamości- fara, kościół Reformatów, zamek, baszta, Wisła. Pejzaż jest realizacją założeń formalnych Michalaka, członka Bractwa św. Łukasza, ale odbiega od warsztatowego rygoryzmu jego późniejszych prac. Jest bardziej impresyjny i brak mu bajkowych czy religijnych elementów (poza tytułem) obecnych w innych pracach kazimierskich artysty. Natomiast przykładem sceny religijnej/baśniowej może być Bajka o szczęśliwym człowieku tegoż Michalaka malowana podczas tego samego pleneru. W pejzażu z elementami znamiennym dla architektury Kazimierza (drewniane żydowskie dobudówki powstałe po pożarze w 1915 r.) pojawiają się postacie z ówczesnego miasteczka - m.in. wspomniany Kozdroń. Całość spowita jest w mistycznym blasku, a między wzgórzami rozpięła się tęcza- motyw charakterystyczny dla kazimierskich kompozycji Michalaka. Natomiast w kategorii portretów chciałabym przytoczyć eksponat nietypowy- Portret Lecha Niemojewskiego Tadeusza Pruszkowskiego. Na obrazie pojawia się architekt domu Prusza, a w tle dostrzegalny, dla wprawnego oka, charakterystyczny element kazimierskiego pejzażu- sam dom, słynna Willa Malarnia.
Jako, że tym, co najbardziej mnie interesuje są mity postanowiłam szukać ich również w malarstwie. Jeśli chodzi, o ikonosferę miasteczka można mówić o dwóch zasadniczych grupach motywów: architektonicznych i rodzajowych. Do pierwszej z nich należą zabytki: kamienice Przybyłów i Celejowska, spichlerze, kościoły etc. Przykładem popularyzacji tych motywów może być obraz Teresy Roszkowskiej Fantazja kazimierska z 1924 r. Roszkowska była uczennicą Pruszkowskiego, członkinią Szkoły Warszawskiej, a przede wszystkim artystką o niezwykle autonomicznej wyobraźni, której efekt widać na obrazie. Zestawia na jednej płaszczyźnie kościół reformatów, kościół św. Anny i przyległy do niego szpital. Z lewej strony pojawia się kapliczka projektu Jana Koszyc-Witkiewicza, architekta i konserwatora Kazimierza po I wojnie światowej. Wszystkie te elementy zestawione są w arbitralny sposób, zupełnie niezgodny z rzeczywistością topograficzną. Ten zabieg wytłumaczyć może autorka umieszczona w centrum obrazu, która prezentuje nam swoją (tytułową) fantazję. Jej praca to synteza Kazimierza, próba zebrania najbardziej charakterystycznych elementów. Na granicy motywów architektonicznych i rodzajowych pojawia się wątek kazimierskich uliczek i postaci. Zazwyczaj są to kameralne elementy zabudowy, zwłaszcza żydowskiej, wśród której przemykają się anonimowe postacie. Tak jak w Pejzażu z Kazimierza Michalaka z 1924 r., gdzie pomiędzy ciemną strefą żydowskich dobudówek, a białą powierzchnią fary i zamku widzimy zasugerowaną postać. Osoby, które pojawiają się w tych „małomiasteczkowych pejzażach", to zazwyczaj Żydzi. Oni też są ważnym motywem kategorii rodzajowej motywów kazimierskich. Tutaj warto przypomnieć jak odmienna była sytuacja etniczna w międzywojennym Kazimierzu. Często podaje się go jako wzorcowy przykład sztetl, czyli wschodnioeuropejskiego miasteczka, w którym Żydzi stanowili większość mieszkańców i tworzyli specyficzną społeczność silnie opartą na tradycji obyczajowej i religijnej. Żydzi mieli w Kazimierzy synagogę (obecnie miejsce wystaw, a wcześniej kino), a ich bogatą kulturę próbowano uchwycić m.in. w filmie Dybuk z 1937 r. w reż. Michała Waszyńskiego kręconym w kazimierskiej scenerii. W malarstwie rodzajowym są motywem równie częstym jak fara w pejzażowym. Przyczyną tej popularności była zapewne odmienność, która fascynowała artystów. Tak jak na obrazie Bolesława Cybisa, kolejnego Łukaszowca, pt. Stary Żyd z Kazimierza z ok.1925 r. Wyraźnie widać, że to Żyd, a nie miasteczko, zarysowane jedynie szkicowo, jest głównym elementem obrazu. W zasadzie postać wygląda jak na tle jakiejś dekoracji teatralnej, a jej potęguje ten efekt. Wśród motywów tak literackich jak i malarskich przewija się osoba niewidomego Kozdronia. Możemy dość wiernie zrekonstruować jego wygląd na podstawie licznych zachowanych obrazów jak i fotografii (m.in. Edwarda Hartwiga z 1938 r.). Kozdroń pojawia się jako anonimowy ślepiec, szczęśliwy człowiek. Przyjmuje różne wcielenia w zależności od twórcy.
Jeśli chcielibyśmy rekonstruować międzywojenną rzeczywistość na podstawie malarstwa artystów kręgu Tadeusza Pruszkowskiego możemy zdziwić się jak bardzo odbiega ona od ówczesnych realiów. W pejzażach pojawia się głownie natura z elementami architektury dawnej. Praktycznie nie ma wizerunków budynków powstałych w międzywojniu- willi czy pensjonatów. Sporadycznie pojawia się Wisła jako temat kompozycji. Jeśli chodzi o bohaterów mamy wiele obrazów przedstawiających Żydów i Kozdronia, ale letnicy, tak uciążliwi dla artystów, nie pojawiają się prawie wcale. Nie ma również lokalnych mieszkańców, czyli chłopów. Jako „motyw kazimierski" na pierwsze miejsce wysuwają się ex aequo fara i Żydzi. Twórczość Pruszkowiaków, to w znacznej mierze fantazja na temat Kazimierza, na co wskazują same tytuły prac. Co ciekawe malarze nawet w tej konwencji nie są konsekwentni- brakuje przecież naczelnej bohaterki zbiorowej wyobraźni, czyli Esterki! Malarstwo powstałe w Kazimierzu, osadzone na motywach miasteczka, to kreacja, interpretacja faktów, a nie realistyczne odwzorowanie. Formalnie prace odznaczają się dbałością warsztatową programowo wyznawaną przez pracownię Pruszkowskiego. Zazwyczaj malowane są w manierze realistycznej, z dbałością o szczegół. Zostały wykonane w technice olejnej, ale też w temperze. Nie bez powodu podkreślam tu technikę pracy. Musimy pamiętać o nowych, awangardowych formach powstających w tamtym czasie na świecie i w Polsce bazujących na collage'u czy ready-mades. Pruszkowiacy kontynuujący tradycję malarstwa olejnego i sięgający do tempery (czy fresku) lokowali się wyraźnie w warsztatowej anty-awangardzie.
Podsumowując próbę dotarcia do źródeł zbiorowej wyobraźni miasteczka chcę zacytować fragment artykułu Anatola Sterna: I to jest właśnie Kazimierz. Każdy odnajduje tam to czego szuka. Jak we śnie . Z analizowanych przeze mnie tekstów zamieszczonych w „Wiadomościach Literackich" oraz malarstwa Pruszkowiaków wynika, że dla twórców Kazimierz jest przede wszystkim środkiem, sposobem artystycznej wypowiedzi. Zależnie od indywidualnej wrażliwości i medium, jakim posługuje się twórca przybiera różne formy. Porównując obraz literacki i malarski miasteczka paralelność pewnych elementów. Zarówno literacki jak i malarze próbują opisać naturę. Człowiek może tu zaznać spełnienia płynącego z kontaktu z przeszłością i przyrodą. Dla obu grup Kazimierz staje się oazą spokoju i ostoją tradycji. Artyści, co już wielokrotnie podkreślałam, próbują raczej uchwycić magię miasteczka niż opisać jego rzeczywisty kształt. Tak jak literaci ugruntowali mity obecne nadal w dyskusji na temat miasteczka, tak samo malarze rozwinęli zasób motywów wprowadzonych przez Vogla, Wyczółkowskiego czy Ślewińskiego. To dążenie do idealizacji, a zarazem mitologizacji miasteczka jest wyrazem głęboko ludzkiej potrzeby do oswajania otoczenia, nadawania jej własnego sensu przy jednoczesnej uniwersalizacji. Dla większości artystów Kazimierz był jedynie epizodem, okresem przejściowym twórczości. Z pewnością rozmowy toczone w Willi Malarni wpłynęły na ich późniejsze poglądy. Jednak istotniejsza wydaje mi się odpowiedź na pytania postawione we wstępie dotyczące zbiorowej wyobraźni dotyczącej miasteczka. Jestem pewna, że gdyby nie literaci i artyści Kazimierz pozostałby zapleśniałą dziurą opisywaną przez Pruszkowskiego. Mającą niewątpliwy urok, ale bez wpływu na kulturę polską. Natomiast dzięki działaniom mitotwórczym zaczął się „drugi renesans miasteczka" . Kazimierz pojawił się w dyskusji na temat ochrony zabytków. Założono Towarzystwo Przyjaciół Kazimierza, dzięki czemu przeprowadzono szereg renowacji. Co więcej kolonia nie tylko dbała o dawne dzieje Kazimierza, ale rozwijała go ekonomicznie, architektonicznie i intelektualnie. Wille artystów na stałe wpisały się w okoliczny. Członkowie ugrupowań powstałych po plenerach byli silną opozycją dla tendencji awangardowych. Uczestniczyli w formułowaniu nowej sztuki narodowej. W obliczu pluralizmu centrów artystycznych Kazimierz był silnym ośrodkiem intelektualnym dwudziestolecia międzywojennego. Gdyby nie druga wojna światowa, zapewne pojawiałby się w podręcznikach historii sztuki obok Warszawy, Krakowa czy Zakopanego.
Anna Miller

Bibliografia:
1. Bartoszewicz Włodzimierz, „Buda na Powiślu", PIW 1983
2. Dudek Agnieszka Iwona, Architektura modernistyczna w Kazimierzu Dolnym na tle regionalizmu lat trzydziestych, praca magisterska napisana w Katedrze Sztuki Nowoczesnej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego pod kierunkiem prof. Dr hab. Andrzeja K. Olszewskiego, fragm., w: „Brulion Kazimierski" nr 8, wiosna-lato 2008
3. Zamoyski Jan, Łukaszowcy. Malarze i malarstwo Bractwa św. Łukasza, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1989
4. Kamiński J. Ireneusz, Kazimierz Dolny. Miasto i ludzie, WAiF, Warszawa 1983
5. Odorowski Waldemar, Kolonia artystyczna w Kazimierzu Dolnym XIX-XXI wiek, Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym, Kazimierz Dolny
6. Odorowski Waldemar, Malarze Kazimierza nad Wisłą, Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1991
7. Kazimierz vel Kuzmir. Miasteczko różnych snów, wybór, opracowanie i przedmowa Monika Adamczyk-Garbowska, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2006
8. „Wiadomości Literackie", 1939, nr 2(794)
· Wacław Husarski, Pradzieje Kazimierza Dolnego
· Józef Dutkiewicz, Walka z ruiną
· Karol Siciński, Urbanizacja Kazimierza
· Alfred Lauterbach, Przyszłość Kazimierza Dolnego
· Konrad Winkler, Kazimierz malarski
· Tadeusz Pruszkowski, Malarz i Kazimierz
· Hanna Mortkowicz, Powietrze Kazimierza nad Wisłą
· Anatol Stern, Miasteczko naszych snów
· Wanda Melcer, Sześć nagich dziewcząt
· Maria Kuncewiczowa, Z kazimierskich brulionów
· Ewa Szelburg- Zarembina, Końmi do Kazimierza
· Tadeusz Breza, Proces o jaskółki
· Tymon Terlecki, Wilga kazimierska
· Andrzej Wolica, Mój Kazimierz
· Adam Ważyk, Droga do Piągłowskiego
· Adolf Rudnicki, W rynku Berens
· Janina Ginett-Wojnarowiczowa, Moje spostrzeżenia z Kazimierza

 

Wyszukiwarka

Aktualności

16.05.2015
"1945. Wojna i pokój." - to tytuł najnowszej książki Magdaleny Grzebałkowskiej, znanej w Kazimierzu m.in. ze świetnego artykułu w GW, poświęconego losom naszych kamieniołomów.
28.07.2014
Błyskotliwe, dowcipne teksty (i pieprzne podteksty), zrozumiałe dla tych, którzy nie celebrują domniemanej „magii" Kazimierza, a po prostu biorą go i rozumieją takim, jakim jest.
Muzyka z przestrzeni pomiędzy parodią a pastiszem, doceniana przez posiadaczy poczucia humoru oraz osoby muzykalne, czułe na nuty wpadające w ucho.
Oprócz zespołowych wykonawców obecnych jest tu parę miejscowych głosów, czasem bardzo rozpoznawalnych.
Sprawdźcie!
24.04.2014
OUTDOOR PHOTOGRAPHY CAMP to oferta wakacyjna dla dzieci i młodzieży: kurs języka angielskiego z udziałem native speakerów.

Strona 1 z 131  > >>